Co się dzieje na granicy z Ukrainą?

Na granicy z Ukrainą podobno przestały działać „zielone pasy”. Nie wiemy jednak, na podstawie jakiego aktu prawnego, ani dlaczego. Fot. Archiwum

PODKARPACIE. Niejasna sprawa z „zielonymi pasami” i rosnące kolejki.

Coś zaskakującego stało się na naszej granicy z Ukrainą. Według naszych informacji, Krajowa Administracja Skarbowa wprowadziła zasadę, że nie ma już odpraw na zasadzie tzw. zielonych pasów. Wszyscy są odprawiani według procedury szczegółowej, a to powoduje kolejki na granicach, tym bardziej, że jak się dowiedzieliśmy, celników jest za mało. Co nader frapujące: nigdzie nie można znaleźć oficjalnej informacji o zmianie zasad odpraw. Z tego co się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, takie zasady obowiązują już od początku miesiąca.

W weekendowy wieczór zatelefonował do nas mocno poirytowany podróżny: – Co się dzieje na granicy? – pytał. – Czy celnicy prowadzą włoski strajk? Pytam, bo stoję już kilkanaście godzin! Nie, nie jestem przemytnikiem – zapewnił. – Jestem przedsiębiorcą i właśnie jadę z Ukrainy ze słowackim kontrahentem – wyjaśnił mężczyzna podając swe dane do naszej wiadomości. – Nie rozumiemy co się dzieje, ustawiliśmy się na tzw. zielonym pasie, ale ku naszemu zdumieniu uświadomiono nas, że teraz to już nie działa – tłumaczył podróżny.

Tzw. zielony pasy zwane też pasami „nic do oclenia” to pasy, na których podróżny ustawiając się automatycznie deklarował, że nie ma nic co należałoby oclić, ani nic niedozwolonego, np. towarów akcyzowych w ilości przekraczającej dopuszczalne normy. Funkcjonariusze celni na tych pasach dokonywali odpraw w trybie uproszczonym, z wyjątkiem pojazdów wytypowanych przez system do szczegółowej kontroli, a także sytuacji, gdy coś budziło ich wątpliwości. Teraz, jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, standardowej kontroli mają podlegać wszystkie pojazdy, bez rozróżniania na „zielone” i „czerwone” pasy. – Takie dostaliśmy polecenie – wyjaśniają nam zachowując anonimowość celnicy. – Nie wiemy, z jakiego rozporządzenia ono wynika – dodają. – Mamy tak robić i już!

Polecenie poleceniem, ale celnicy skarżą się, że w praktyce wykonywać im je trudno, bo zwyczajnie jest ich za mało. – Skoro wprowadzono takie coś, powinno się zwiększyć obsadę, bo w takim samym składzie liczbowym nie wyrabiamy po prostu – wyjaśniają funkcjonariusze. – Doszło do tego, ze na zmianie  ten sam funkcjonariusz pracuje na kilku stanowiskach – precyzują. – Musimy na nie przechodzić, co powoduje zwiększanie się kolejek. Nie prowadzimy żadnego włoskiego strajku, tylko zostaliśmy obciążeni zbyt dużą ilością obowiązków – tłumaczą.

Usiłowaliśmy znaleźć jakiś komunikat o zmianie zasad na tzw. zielonych pasach, ale bezskutecznie. Wiele wskazuje na to, że tych zmian nie podano jasno do wiadomości publicznej, stąd dezorientacja i zdumienie podróżnych. Z rzeczniczką Izby Administracji Skarbowej w Rzeszowie, Edytą Chabowską nie udało nam się wczoraj skontaktować. Liczymy, że uda się to jak najszybciej i wyjaśnimy tę dziwną sytuację naszym Czytelnikom.

Monika Kamińska