Co z tą kasą z Unii?

Kanclerz Niemiec Angela Merkel nie zgadza się na propozycję przedstawioną przez przewodniczącego Rady Europejskiej Hermana von Rompuya. Fot. consilium.europa.eu

Wielka Brytania i Niemcy chcą ogromnych oszczędności, a Francja i biedniejsze kraje jak największego budżetu.

- Powinniśmy być zdolni do pokonania różnic – tylko takim oświadczeniem zakończył się czwartkowo-piątkowy szczyt UE, na którym miała zapaść decyzja co do wielkości budżetu wspólnoty na lata 2014-2020. Różnice między bogatymi a biedniejszymi państwami są wciąż bardzo duże, a na ostateczny kompromis poczekamy zapewne do wiosny przyszłego roku. Czy to dobrze dla naszego interesu?

Premier Tusk zapewniał po spotkaniu, że jest zgoda wszystkich państw, by ewentualne cięcia nie dotyczyły polityki spójności i polityki rolnej. Tyle, że to właśnie na te dwa cele idzie najwięcej z unijnego budżetu – odpowiednio 44 i 43 proc. (wraz z ochroną środowiska). Brytyjczycy i Niemcy wspólnie domagali się redukcji o 30 mld euro propozycji Rady Europejskiej, zakładającej wydatki w wysokości 972 mld euro. Cięć domagali się także Szwedzi i Holendrzy, ale na samej tylko brukselskiej administracji ciężko będzie dużo oszczędzić.

Inne kraje również miały swoje postulaty. Prezydent Francji krytykował brytyjski rabat, na mocy którego od 1984 Wielka Brytania płaci składkę o 1/3 niż powinna (wciąż jednak więcej płaci niż otrzymuje). Francois Hollande wspierał natomiast “grupę spójności”, czyli kraje przywiązane do wydatków na rozwój i rolnictwo, bo to właśnie Francja dostaje najwięcej  dopłat dla rolników.

Zwycięzcami ostatniego szczytu mogą czuć się najbardziej dotknięte kryzysem południowe kraje UE. Hiszpania, Włochy, Grecja i Portugalia dostały gwarancję, że na politykę spójności otrzymają co najmniej o 1 mld euro więcej pieniędzy.

Według wspomnianej propozycji Rady Europejskiej Polska miałaby otrzymać na politykę spójności około 72,4 mld euro, a więc o prawie 4 mld więcej niż w latach 2007-2013. Ważne jest również to, że póki co udaje się utrzymać kwalifikowany VAT oraz 15 proc. wkład własny (środki z Unii nadal stanowiły 85 proc. wartości inwestycji, ale nie więcej). Nie najlepsze wiadomości płyną natomiast z Brukseli dla rolników – dopłaty dla nich doszłyby do poziomu tylko 90 proc. średniej unijnej i to dopiero w 2020 roku.

***
Fiasko szczytu w Brukseli oznacza, że na decyzję o nowym wieloletnim budżecie Unii poczekamy co najmniej do wiosny 2013 roku. Jak dotychczas warunki zaproponowane Polsce są przyzwoite, ale jeśli Niemcy i Wielka Brytania wymuszą kilkudziesięciomiliardowe cięcia, to prawdopodobnie dotkną one również Polskę.

Arkadiusz Rogowski

do “Co z tą kasą z Unii?”

  1. Ambroży

    Ja osobiście popieram Camerona i jego propozycję cięć w sferze wydatków administracji UE i to w znacznym stopniu. Nie broni się nijak fakt aby tysiące urzędasów otrzymywały także z naszych wpłat do UE pobory w przedziale od 3000 do 15 000 EURO i to bez płacenia podatku, podczas gdy średnia płaca w Polsce nie przekracza 800 -900 EURO a nawet zarobki premiera to ok.12 ooo zł. Jeśli dodać do tego superemerytury unijne nóż się otwiera w kieszeni. Co gorsze tacy goście jak Lewandowski , Dowgielewicz, Hibner, Buzek tracą całkiem poczucie przyzwoitości brania kasy . Przecież taki Dowgielewicz po zakończeniu polskiej prezydencji porzucił polskie zabawki i poszukiwaniu jeszcze większej kasiory został przez Tuska desygnowany do banku europejskiego pozostawiając sprawy polskiego budżetu na lata 2014- 2020 opatrzności!. A zrezsta ile innych spraw związanych z przestrzeganiem unijnych dyrektyw i obostrzeń wydatkowania środków UE jest w tzw. lesie!!! zagrożone karami i obcięciami??

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.