Coraz więcej skłusowanej zwierzyny

Skłusowana żubrzyca w Nadleśnictwie Komańcza. Zanim zmarła musiała się niemiłosiernie męczyć. Fot. Archiwum Tomasz Bełz

PODKARPACIE. Zwykle mięso zabitych zwierząt zjadają sami kłusownicy, ale część trafia także na sprzedaż.

Z roku na rok rośnie liczba skłusowanych zwierząt. Zwłaszcza w okresie zimowym, kiedy w lasach leży śnieg, jest coraz więcej wnyków. – W dzisiejszych czasach to nie jest już kłusownictwo takie jak kiedyś, gdy ludzie robili to z biedy. Obecnie trzeba mieć broń i robią to ludzie, którzy nie przymierają głodem – tłumaczy Edward Marszałek, rzecznik prasowy Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Krośnie. “Rzeczpospolita” podaje, że Lasy Państwowe oszacowały ubiegłoroczne straty z powodu kłusownictwa na kwotę… 1,5 mld zł.

Zima to dobra pora roku dla kłusowników, zwłaszcza kiedy szczególnie intensywnie pada śnieg, a wszystko dlatego, że zwierzęta mają wówczas stałe ścieżki przejść. Ich ślady wydeptane w śniegu widać doskonale, dlatego bez problemu można zastawić wówczas pułapki. Kłusownicy przywiązują wnyki stalowymi linkami. Zwierzęta złapane w pułapki umierają w męczarniach przez kilka dni.

- Pamiętam, że kłusownicy kiedyś zastawili potrzask jak na słonia. Gdyby wszedł w to człowiek, to ucięłoby mu nogi – mówi Edward Marszałek.

Dlaczego ludzie kłusują? Edward Marszałek przyznaje, że mięso jest zwykle na własny użytek, ale część idzie także na sprzedaż. Przykładowo za sarnę w skupie płaci się około 200 zł.

Za kłusownictwo zwierzyny leśnej grozi kara do 5 lat pozbawienia wolności, a dodatkowo kłusownicy odpowiadają jeszcze za nielegalne posiadanie broni. Kłopot w tym, że takie osoby trudno złapać, bo są bardzo dobrze przygotowane.

Grzegorz Anton

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.