Coraz więcej z nas kupuje “na zeszyt”

Fot. Wojciech Piątkowski

Ludzie biorą żywność “na kreskę” w małych sklepach. Zwykle skrupulatnie spłacają dług i …zaciągają następny.

Jeszcze kilka lat temu w barach można było zobaczyć napisy “Na kredyt i pod zastaw alkoholu nie podaje się”. Czasem właściciel takiej pijalni piwa dowcipniej dawał klientom do zrozumienia, że “na kreskę” w jego lokalu napić się nie można. Na przykład tak: “Kredyt umarł, kryzys żyje – kto nie płaci, ten nie pije”.

Teraz rzadko widuje się takie “ostrzeżenia” w pubach czy restauracjach, ale kryzys naprawdę żyje i coraz więcej ludzi kupuje “na kreskę” czy “na zeszyt” po prostu żywność. Ma się rozumieć, że nie w dużych sieciowych sklepach, a w małych – osiedlowych, czy wiejskich. Zwykle dług jest skrupulatnie spłacany, a potem znów zaciągany jest nowy. I zwykle właściciele sklepików odmawiają sprzedaży “na kreskę” alkoholu.

- Pewnie, że mam “zeszytowych” klientów – przyznaje pani Wanda, prowadząca mały osiedlowy sklepik w Przemyślu. – Czy się nie obawiam, że ktoś nie odda? Raczej nie, bo ci, którym daję towar “na kreskę” to stali klienci – tłumaczy kobieta. – Przeważnie ludzie biorą najzwyklejsze, podstawowe rzeczy do jedzenia: chleb, masło, mleko, makarony – wylicza sklepikarka. – Choć mam takiego klienta, który “na zeszyt” bierze towary z najwyższej półki – przyznaje. – Biedny to on raczej nie jest, ale zdaje się, że ma jakieś nieregularne pobory – zastanawia się kobieta. – Najwięcej był mi winien coś 500 złotych w jednym miesiącu, ale spłacił co do grosza  – dodaje.

Takich klientów jest jednak niewielu. – Większości z tych, co biorą na “zeszyt” zwyczajnie nie starcza na najzwyklejsze jedzenie – mówi ze smutkiem Krzysztof, który ma mały sklep w Przemyślu. – Mam kobiecie, która na chleb dla dziecka nie ma, odmówić? – pyta. – Daję “na bachę” i jeszcze się nie naciąłem – zapewnia. – Znam tych wszystkich “zeszytowych” klientów, to porządni ludzie, oddają. Przeważnie biorą jedzenie, czasem jakiś proszek do prania, czy papier toaletowy – opowiada mężczyzna. – Nigdy nie daję “na kreskę” alkoholu, ani papierosów, bez tego można się obejść.

Na wsi i alkohol przejdzie?
Nieco inaczej do sprawy podchodzi Krystyna, która prowadzi sklep w małej wsi w powiecie przemyskim. – Piwo też daję “na zeszyt” – przyznaje 50-latka. – Czasem wódkę – dodaje. – Ale nigdy takim klientom, o których wiem, że ich dzieci głodują – zastrzega. – Nie utrzymałabym tego mojego sklepiku, gdybym nie dawała “na kreskę” piwa, czy wina – dodaje Krystyna.

Beata z tej samej wsi właśnie robi zakupy, gdy rozmawiamy ze sklepową. – Pani Krysiu, proszę zapisać – ton kobiety jest zupełnie zwyczajny, pozbawiony skrępowania, czy wahania. – Często biorę “na zeszyt” żywność i środki czystości – przyznaje 29-latka. – Dzieci mam czworo, mąż pracuje za granicą – opowiada Beata. – Przysyła pieniądze regularnie, ale wiadomo, że to nie kokosy, a przy dzieciach to zawsze jakiś nieprzewidziany wydatek się zdarzy. A to lekarstwo, a to szkolna wycieczka – wzdycha. – Pewnie, jakby człowiek wiedział, ze nie ma możliwości wziąć “na kreskę”, to by trochę oszczędniej gospodarzył – uśmiecha się kobieta. – Ale mnie pani Krysia zna, wie, że zawsze oddaję, to i więcej mogę wziąć – dodaje, a sprzedawczyni ochoczo potakuje.

Zeszytów i klientów “na kreskę” przybywa
- Takich klientów, jak pani Beata, mam niewielu – przyznaje wiejska sklepikarka. – Ona może sobie pozwolić na lepszą wędlinę, ser, czy słodycze dla dzieci, bo choć teraz nie ma, to za tydzień albo dwa mąż jej pośle okrąglejszą sumkę z Anglii – opowiada Krystyna. – Ci, którzy żyją tu z renty, zasiłku, czy niewielkiej pensji zwykle biorą “na zeszyt” podstawowe artykuły: mąkę, makaron, cukier, czy mleko, czasem jakiś kawałek mięsa, czy kiełbasy – mówi sklepikarka. – Z reguły po otrzymaniu poborów regulują dług, ale za parę dni zaczynają nowa kartkę w zeszycie – kobieta pokazuje zapisany do połowy brulion. – Ile ja już takich zeszytów spaliłam w piecu – wzdycha.

“Orżną”, ale rzadko
Mariana, który prowadzi sklepik w innej nieodległej od Przemyśla wsi, jak mówi kilka razy “orżnięto” . – Ludzie pobrali “na kreskę” sporo towaru i powyjeżdżali za granicę – mówi szczerze. – Straciłem wówczas kilkaset złotych – przyznaje. – Poszedłem do rodziny jednego z takich dłużników, ale mnie wyśmiali. “Trzeba było mu nie dawać” – tak mi powiedzieli – wspomina mężczyzna. – Dlatego teraz daję “na bachę” tylko sprawdzonym ludziom. O dziwo, najbardziej uczciwi i najskrupulatniejsi są ci żyjący najskromniej – uważa Marian. – Ostatnio mi kobieta po uregulowaniu długu “doniosła” za mleko, bo ponoć zapomniałem doliczyć – opowiada. – Ja zapisywałem, ale ona też i wyszło jej, że to mleko niespłacone ma. Aż mnie zatkało – Marianowi łzy się w oczach kręcą. – Powiedziałem, żeby to mleko dzieciom poszło na zdrowie – uśmiecha się.

Taki model – jedzenie na kredyt?
Bieda, niestety przyciska coraz większą liczbę Polaków. Coraz częściej wielu z naszych rodaków nie ma co do garnka włożyć, także wśród tych pracujących. Ratują się wówczas kupowaniem “na kreskę” w znajomych sklepach. Tyle, że sklepikarze, ci mali, też cienko przędą, bo super i hipermarkety mają niższe ceny. Tak, czy owak – powoli u nas zaczyna panować “model amerykański”, czyli kredytowy. Jeszcze 25 lat temu Polacy ze zdumienia otwierali oczy, gdy dowiadywali się, że Amerykanie samochód, dom, czy mieszkanie mają w większości w kredycie. Teraz to także u nas norma,. Tylko, że nasza “norma” idzie dalej, Coraz więcej z nas ma jedzenie w kredycie i jeszcze dziękuje Bogu za taką możliwość.

Monika Kamińska

do “Coraz więcej z nas kupuje “na zeszyt””

  1. p

    Skurwsyny nie nazarte tylko o wlasne portwele dbaja, a ludzie dziaduja, brakuje na jedzenie, lekarstwa, a te kurwy z żądu garnitury sobie kupują za nasze pieniądze. Hańba. Kiedy to kurestwo się skończy? Przepraszam wszystkich porządnych ludzi za wulgaryzmy , ale cieżko inaczej ubrać to w słowa.

  2. Lidka

    Co maja powiedzic ludzie z miasta tam nie ma zeszytów a tez jest bieda całymi rodzinami siedzą w domu dorosłe osoby i zyrują na opiece społecznej chleja piwsko pala papierochy a ze do sklepu przychodzą po chleb no coz reszte mają albo kupują w marketach jedno kupi 2 ukradnie i tak sobie radzą Oczywiscie nie pisze o wszystkich lecz o wyrzutkach społeczenstwa wiejskiego którzy psuja opinie wsi !!!!!!!!

  3. Lidka

    W naszej wsi mieszka dziewczyna z 3 dzieci ponic pierwsze dziecko urodziła jak miała 15 lat odeszła od męza I zamieszkała w pokoju z kuchnia bez łazienki i bez ubikacji w domu!!! Z matką i kochankiem matki Przchodziła do sklepu z dziecmi płakali ze nie maja co jesc dzieci bo jeszcze nie dostała alimentów Dostawała na tz zeszyt miała oddac 24.05 Pewniego dnia przyszła i poprosiła o pojechanie z nią wymienic butle gazowa bo nie ma na czym ugotowac obiad dziecią zlitował sie syn i pojechał wymienił zapłacił i przywiózł butle. Jaka była wdzięczna opowiadała ze jej babka ma emeryture i nie pomoze nawet lizaka nie kupi wnuką !!!! A matkę jak przezywała (u której teraz mieszka) –ze c…a powiedziała jej jak jej tytoniu nie kupi to ich wyrzuci a co mowiła o niej az sie włosy na głowie jezyły ze matka zaządała alimentów ona oszukiwała męza kupowała gorsze płatki do mleka i przesypywała do firmowych opakowan ze musi przyjezdzac sprzątac jej w domu no szokk co mówiła !!! od tego czasu nie pokazała sie chodzi do sklepu gdzies indziej robi zakupy Kiedy zapytana o zwrot pieniędzy powiedziała ze nie odda bo nic nie podpisywała i mozemy ja w dupe pocałowac My mamy swiadków ze brała I jak zaufac ludzią Chocby nie wiem co nie zaufam juz nikomu ! I co teraz ????czy na takich drani nie ma rady ? mam swiadków i co nic nie zrobie ? Prosze o odpowiedz jak ja sie na koniec roku rozlicze nie stac mnie zeby zapłacic 350 zł za ta oszustke Dorote Rams

  4. stach

    Babcia z dziadziem niech nie rozdają wnukom kasy a potem nie mają z czego żyć.

  5. jacek

    Panowie Posłowie i senatorzy dam wam swoje dochody i wydatki pokażcie jak z tego wyżyć bez brania na kreskę.Szybko się zapomina o wyborcach ważne że żłób pełen,stare dobre powiedzenie brzmi nie ma nic gorszego jak się z chama zrobi pan.

  6. asfdfdas

    No cóż ,za zieloną wyspę ,którą nam stworzył słońce Peru i Kaszub ktoś musi płaćić.

  7. edward

    Zaden prezydent czy monarcha nie liczy sie z motlochem po wyborach.On juz zalicza sie do elit i o nie dba.
    Sukces jednego nie jest sukcesem wszystkich.Autostrady na dwa tygodnie potrzebne byly to wybudowali a mieszkania dla biednych ani jednego.

  8. janutek

    MASAKRA NADCHODZI I JUZ NIEDLUGO OSTATNI ZGASI SWIATLO! JA WAM RADZE KUPUJCIE DOLARY!

  9. K. Bimbała

    „Wszyscy zazdroszczą nam rozwoju i dobrobytu…” to słowa „prezydenta ” nie dawno wygłoszone publicznie!.
    Cała prawda , całą dobę , do bulu prawda? -komentarz zbędny po przeczytaniu tegoż artykułu odsłaniającego nagą prawdę . W innych rejonach Polski po powtórce z ubiegłorocznego gradobicia dochodzi jeszcze znane pytanie do premiera :jak żyć??

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.