Ćwierćfinał po ćwierć wieku!

Piłkarze PGE Stali Mielec mogą się cieszyć z awansu do grona 8 najlepszych drużyn Totolotek Pucharu Polski. Fot. Piotr Podsiadły/SzlakiemFutbolu

1/8 FINAŁU TOTOLOTEK PUCHAR POLSKI. Udane zakończenie 2019 roku w wykonaniu mieleckich piłkarzy.

PGE Stal Mielec w swoim ostatnim tegorocznym meczu pokonała w czwartek w dalekim Stargardzie tamtejszych Błękitnych 2-1 i awansowała do ćwierćfinału Totolotek Pucharu Polski. Po raz ostatni na tym etapie pucharowych rozgrywek biało-niebiescy grali w 1995 roku.

BŁĘKITNI Stargard 1
PGE STAL Mielec 2
(1-1)
0-1 Paluchowski (27.), 1-1 Kurbiel (36.), 1-2 Mak (70.)
BŁĘKITNI:
Rzepecki – Theus, Ostrowski, Sadowski, O. Nowak, Sanocki, Karmański (83. Bochnak), Łysiak, Fadecki, Cywiński (74. Paczuk), Kurbiel
PGE STAL:
Primel – Lisowski (77. Stasik), Żyro, Bodzioch, Getinger, Bielak (46. Nowak), Urbańczyk, Prokić, Tomasiewicz, Mak, Paluchowski (90. Barisić).
Sędziował
Dominik Sulikowski (Gdańsk). Żółte kartki: Sanocki, Ostrowski – Urbańczyk, Tomasiewicz. Widzów 300.

Mielczanie jechali na drugi koniec Polski jako faworyt potyczki z zajmującymi 8. miejsce w tabeli II ligi Błękitnymi. Musieli się jednak mieć na baczności, mając w pamięci rewelacyjne występy ekipy jeszcze z ówczesnego Stargardu Szczecińskiego w Pucharze Polski 2014/2015. Wtedy dotarła ona aż do półfinału, w którym musiała uznać wyższość Lecha Poznań. Również w tym sezonie Błękitni w pucharowej rywalizacji odprawili z kwitkiem wyżej notowanych rywali m.in. Wisłę Kraków i Sandecję Nowy Sącz, co wróżyło PGE Stali trudną przeprawę. I taka w rzeczywistości ona była. Dodatkowo utrudniało ją grząskie boisko na stadionie przy ul. Ceglanej 1, które zmusiło gości do gry długą piłką. W ich szeregach zabrakło w czwartek wystawionych na listę transferową Seweryna Kiełpina, Josipa Soljicia i Łukasza Janoszki. Był za to Adrian Paluchowski, który po niespełna dwóch kwadransach wykorzystał przedłużenie piłki przez Mateusza Żyrę po centrze z rzutu rożnego i głową wpakował futbolówkę do bramki. Było to jego trzecie trafienie w trzecim kolejnym meczu TPP. – Nie patrzyliśmy, że przyjeżdżamy do II-ligowego zespołu. Przyjechaliśmy tu po prostu wygrać. To był wyrównany mecz i nie było widać różnicy lig, jaka dzieli oba zespoły. W Fortuna I lidze staramy się grać bardziej w piłkę, a tutaj boisko temu nie sprzyjało. Musieliśmy trochę uprościć granie i dlatego ten mecz tak właśnie wyglądał. Najważniejszy jest jednak awans do kolejnej rundy, nie ważne w jakim stylu. Im dalej zajdziemy, tym przyjemniej. Fajnie było w ćwierćfinale zagrać z jakąś drużyną z Lotto Ekstraklasy – mówił na antenie Polsat Sport strzelec pierwszej bramki dla PGE Stali. Miejscowi potrzebowali niespełna 10 minut by przywrócić swoim kibicom nadzieję, że również ta edycja pucharowych rozgrywek może być udana dla Błękitnych. W roli głównej wystąpił Piotr Kurbiel, wykorzystując dośrodkowanie z prawego skrzydła Krystiana Sanockiego. Losy mecz ostatecznie rozstrzygnęły się w 70. min. Duży w tym udział Andreji Prokicia, który niczym profesor wyłożył piłkę Mateuszowi Makowi, a ten w sprytny sposób posłał ją do bramki, obok zaskoczonego całym obrotem sprawy Mariusza Rzepeckiego. Gospodarze nie mieli jednak ochoty dawać za wygraną o czym świadczył m.in. strzał w słupek. Na wyrównanie zabrakło już czasu i chyba nieco umiejętności. – Zabrakło nam też odrobinę szczęścia, bowiem graliśmy ze Stalą jak równy z równym. Na pewno nie przestraszyliśmy się wyżej notowanego przeciwnika. Nie ukrywam, że liczyliśmy na powtórzenie sukcesów z sezonu 2014/2015. Niestety tym razem się nie udało – ubolewał po końcowym gwizdku kapitan Błękitnych, Wojciech Fadecki, który jako jedyny z obecnego składu drużyny ze Stargardu pamięta jej znakomite występy w Pucharze Polski sprzed 5 lat.

mj

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o