Czasem krzyknę na młodych

Dariusz Frankiewicz to jeden z kluczowych piłkarzy Resovii. Środkowy pomocnik jesienią opuścił tylko jedno spotkanie, zdobył jednego gola i obejrzał pięć żółtych kartek. Fot. Paweł Bialic

II LIGA. Pomocnik Resovii Dariusz Frankiewicz o nadspodziewanie udanej rundzie, sercu do walki i greckim kryzysie.

- Czwarte miejsce na półmetku sezonu, raptem 2 punkty straty do miejsca dającego awans do I ligi. Tak z ręką na sercu, spodziewał się pan tak dobrej rundy?
- Szczerze mówiąc, to nie.

- Resovię można nazwać rewelacją jesieni?
- Rewelacja to za dużo powiedziane. Zrobiliśmy raczej miłą niespodziankę. Mało kto się spodziewał, że z tak młodym składem wylądujemy tak wysoko.

- Tabela mówi prawdę. Czy jednak coś pana zaskoczyło w pierwszej części sezonu?
- Zawiodły Stal Stalowa Wola i Stal Rzeszów. Zaskoczony jestem również wysoką pozycją Wisły Puławy. Ta drużyna skupia się głównie na defensywie i doprawdy nie mam pojęcia, jak to się stało, że ukończyła rundę na piątym miejscu.

- Wysoko zawiesiliście sobie poprzeczkę, rozbudziliście apetyty kibiców. Wiosną, chcąc nie chcąc, trzeba będzie podjąć wyzwanie i stanąć do walki o I ligę.
- Zobaczymy, co wydarzy się w zimie, czy dojdzie do roszad w kadrze. Ale zgadzam się, że powinniśmy spróbować wykorzystać szansę. Przecież w tej zabawie chodzi o to, aby grać o wysokie cele, radzić sobie z presją, a przy okazji zwyciężać i zarabiać.

- Sytuacja wyjściowa jest dobra. W Rzeszowie nie przegrywacie, a właśnie tutaj zmierzycie się z Wisłą Płock i Pelikanem Łowicz, zespołami, które mają nieco więcej punktów.
- Można doszukiwać się plusów w kalendarzu rozgrywek, ale tak naprawdę to bez znaczenia. Przypominam, że jesienią potrafiliśmy wygrać w Płocku, a ze Stalową Wolą u siebie tylko zremisowaliśmy.

- Resovia potrzebuje wzmocnień?
- Myślę, że ktoś nowy się pojawi. Nie chcę mówić za trenera, ale to chyba naturalne.

- Przydałby się ktoś do przodu, typowa “9”. Sam Tomasz Ciećko przyznaje, że najlepiej czuje się za plecami napastnika.
- Tomek tak powiedział? W takim razie nie mam pojęcia, jakich piłkarzy Resovia potrzebuje (śmiech).

- Czuje się pan liderem drużyny?
- Hmm, jeśli gram dobry mecz to tak, ale nie każde spotkanie w tej rundzie mogłem zaliczyć do udanych.

- To spytam inaczej. Dariusz Frankiewicz to serce czy mózg zespołu?
- Zdecydowanie serce!

- Stawia pan młodych do pionu, jeśli wymaga tego sytuacja?
- Zdrowy zespół to taki, gdzie panuje podział na starych i młodych. Zdarza się, że zabiorę głos, krzyknę. Robią to również inni doświadczeni zawodnicy. Nic niezwykłego.

- To, że straciliście jesienią tylko 9 goli jest w dużej mierze zasługą pana i Andrija Nikanowycza. Stanowicie pierwszą zaporę przed linią obrony.
- W systemie, który preferujemy, atak sunie głównie bokami, więc ja odpowiadam raczej za defensywę. Takie otrzymuję zadania, ale się nie skarżę. Wprost przeciwnie, pasuje mi to.

- Odbiór piłki, nieustępliwość, walka – to wszystko jest u pana na wysokim poziomie. Brakowało mi natomiast otwierających podań i goli, choćby z rzutów wolnych. A przecież umie pan to robić.
- Zgoda. Powinienem lepiej wykonywać stałe fragmenty, częściej i celniej strzelać, podawać prostopadle. Generalnie za mało było w moim wykonaniu gry do przodu. Choć pamiętajmy, że – o czym już mówiliśmy – częściej skupiałem się na defensywie.

- Nie lubi pan, gdy dziennikarze wystawiają panu noty, często się pan z tymi ocenami nie zgadza…
- Bo czasem te oceny nijak się mają do tego, co się działo na boisku. Chodzi głównie o mecze wyjazdowe. Jednak staram się zachować dystans, rozumiem, że nie zawsze macie możliwość, by obejrzeć na żywo takie spotkanie. Dziennikarze robią swoje, piłkarze swoje. Jak zespół ma wyniki, to nikt się nie czepia (śmiech).

- Resovia nie płaci na czas, choć właśnie zaczęła regulować należności. Kasa to temat, który panu i kolegom z drużyny spędza sen z powiek?
- Mamy nadzieję, jeszcze wierzymy, że pieniądze się pojawią i klub wyjdzie na prostą. Tyle w tym temacie.

- Nie tak dawno grał pan w Grecji. Interesuje pana, co się dzieje w tym kraju w związku z kryzysem?
- Jak słyszę o tamtejszym kryzysie to zawsze lekko się uśmiecham, bo standard życia nadal jest nieporównywalnie wyższy od polskiego. To smutne, ale prawdziwe. U nas ludzie nie wychodzą na ulice protestować, choć żyje im się gorzej.

Rozmawiał TOMASZ SZELIGA

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.