Czy faktycznie jest dobrze?

Fot. Wiesław Kozieł

PLUSLIGA. Na półmetku I rundy Asseco Resovia ma sześciopunktową stratę do liderującej ZAKSY.

Na półmetku fazy zasadniczej Asseco Resovia zajmuje trzecią pozycję z takim samym dorobkiem 16 punktów jak czwarty Jastrzębski Węgiel (rzeszowianie maja lepszy stosunek setów). Trzy porażki poniesione do tej pory i tylko dwa punkty wywalczone z czołowymi zespołami ligi (ZAKSĄ, Skrą i Jastrzębskim Węglem) nie są zadowalające biorąc pod uwagę wysokie aspiracje ekipy trenera Andrzeja Kowala.

- W tym momencie nasze miejsce odzwierciedla poziom gry, jaki zaprezentowaliśmy w pierwszej części sezonu – mówi atakujący Asseco Resovii, Georg Grozer. – Oczywiście mam nadzieję, że w przyszłości, kiedy więcej czasu spędzimy ze sobą i jeszcze lepiej popracujemy, efekty będą widoczne. Nie będzie nam łatwo zmienić pewne niedociągnięcia w naszej grze, które były widoczne do tej pory, ale postaramy się to zrobić. Najważniejsze żebyśmy się nie poddawali nawet w trudnych momentach i wierzyli w to, że w każdej sytuacji jesteśmy w stanie odwrócić niekorzystny wynik i wrócić do gry. Już w Jastrzębiu niewiele brakowało nam do tego żeby doprowadzić do tie-breaka – stwierdza Niemiec.

Nie ta jakość
Sytuacja ekipy z Rzeszowa na półmetku rundy zasadniczej nie jest jakaś beznadziejna. W ub. sezonie Asseco Resovia na tym etapie rozgrywek zajmowała czwarta miejsce z identycznym bilansem zwycięstw i porażek jak teraz, a później w rundzie rewanżowej odniosła osiem zwycięstw i do fazy play-off przystąpiła z drugiego miejsca. Tak więc bardziej niepokojąca jest jakoś gry zespołu, niż wyniki. Przed sezonem dokonano kilku transferów, które miały przede wszystkim poprawić przyjęcie zespołu, przez co gra w ataku byłaby bardziej kombinacyjna i szybsza. Jak na razie tego za bardzo nie widać. – Nie wymagajmy już optymalnej dyspozycji od tego zespołu, żeby grał już na tym etapie na maksa – mówi wiceprezezs Asseco Resovii, Marek Karbarz. – W pełnym składzie nasz zespół był dopiero na dwa tygodnie przed rozgrywkami PlusLigi, a później znów mieliśmy blisko miesięczną przerwę na Puchar Świata i eliminacje olimpijskie, a z naszego klubu wyjechało wówczas pięciu zawodników. Z czasem ta jakoś gry na pewno będzie coraz lepsza i efektowna, a i tak uważam, że jak na ten etap nie jest wcale źle – stwierdza wiceprezes klubu z Rzeszowa.

Zadowalający wynik
Zdaniem Marka Karbarza wynik jaki osiągnął zespół w I rundzie jest zadowalający. – Jest dość dobry – mówi wiceprezes Asseco Resovii. – Na pewno najbardziej boli porażka poniesiona u nas z AZS-em Częstochowa bo nie mieliśmy prawa tego meczu przegrać. Duży niesmak pozostaje też po ostatnim meczu w Jastrzębiu, a zwłaszcza dwóch pierwszych setach. Nie ma jednak co rozdzierać szat, rozliczać zespołu itd.. Sztab trenerski na pewno wyciągnie wnioski z tej rundy, aby takie wpadki się już nie powtórzyły. Myślę, że z optymizmem możemy patrzeć w przyszłość i wkrótce zespół pokaże swój prawdziwy potencjał- stwierdza wiceprezes Karbarz.

Spory niedosyt
Sami zawodnicy nieco bardziej krytycznie podchodzą do swoich występów w I rundzie. – Odczuwam spory niedosyt, bo uważam, że stać nasz zespół na znacznie lepsza pozycję – mówi rozgrywający Asseco Resovii, Lukas Tichacek i dodaje. – Wiem, że do play-offów jeszcze kawał drogi, ale liczyłem, że będziemy na tym etapie pierwsi, ewentualnie na drugim miejscu. Oczywiście straty do wyprzedzających nasz zespołów nie są zbyt duże, ale też rywale za nami mocno naciskają – mówi Czech, który nieco z niepokojem patrzy w przyszłość. – Jak tak dalej pójdzie i nasza gra się nie zmieni to trudno być optymista i z graniem w finale o złoto może być problem. Myślę, że na tym etapie nie ma co już mówić o braku zgrania itd. Popełniały za dużo błędów i w tym jest największy problem – kończy Tichacek.

Rafał Myśliwiec

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.