Czy Komisja Europejska odblokuje dotacje dla Podkarpacia?

- Próba przerzucenia na nas odpowiedzialności w sprawie zablokowanej certyfikacji jest żenująca – odpowiada byłemu marszałkowi Mirosławowi Karapycie europoseł PiS, Tomasz Poręba. Fot. Wit Hadło
– Próba przerzucenia na nas odpowiedzialności w sprawie zablokowanej certyfikacji jest żenująca – odpowiada byłemu marszałkowi Mirosławowi Karapycie europoseł PiS, Tomasz Poręba. Fot. Wit Hadło

O wstrzymanej certyfikacji, o przyszłości Vii Carpatii oraz o Karpatach rozmawiamy z Tomaszem Porębą – podkarpackim europosłem Prawa i Sprawiedliwości.

– Mieliśmy już w Unii Europejskiej sytuacje, że przez korupcję urzędników decyzją Komisji Europejskiej państwa traciły grube miliony euro dotacji, a obecnie to samorząd województwa podkarpackiego ma problem z zablokowaną w Brukseli jeszcze w trakcie marszałkowania Mirosława Karapyty certyfikacją wydatków z Regionalnego Programu Operacyjnego. Jak duże jest ryzyko, że i my stracimy dotacje?
– Tak rzeczywiście było m.in. w Rumunii, Grecji, Hiszpanii czy Portugalii, ale jeśli chodzi o Podkarpacie, to mogę powiedzieć, że po ostatnim, kolejnym już spotkaniu z dyrektorem Patrickiem Amblardem (dyrektor wydziału ds. Polski w Komisji Europejskiej – red.) wyszliśmy z marszałkiem Ortylem i przewodniczącym Buczakiem z przekonaniem, że  odblokowanie środków dla Podkarpacia będzie możliwe w ciągu  kilku tygodni. A reszta należy do prokuratury i innych urzędów, które będą prowadzić sprawę korupcji w Urzędzie Marszałkowskim na Podkarpaciu. Najważniejsze jest jednak to, by ta afera nie uderzyła rykoszetem w beneficjentów środków unijnych na Podkarpaciu, którym wciąż  grozi utrata   zablokowanych środków.

– Marszałek Władysław Ortyl mówi jednak, że te środki są na razie brane z tej całej puli.
– To prawda. Pamiętajmy jednak, że jeśli nie rozliczymy tych środków zgodnie z zasadą N+2 dającą beneficjentom środków unijnych dwa lata na rozliczenie się z otrzymanego wsparcia, wówczas te środki przepadną. Mówimy o dużej kwocie, bo bliskiej 440 mln zł. Tymczasem, trudno jest mówić o rozliczeniu środków,  skoro Bruksela ze względu na aferę korupcyjną wstrzymała ich certyfikację. Sytuacja jest więc poważna i bardzo dobrze, że nowy zarząd traktuje załatwienie tej sprawy jako cel priorytetowy.

– Były marszałek stoi na stanowisku, że wstrzymanie certyfikacji w Brukseli to również Pana „zasługa”…
– To wierutne kłamstwo i obraźliwa dla mnie insynuacja. Próba przerzucenia na opozycję  odpowiedzialności w tej sprawie jest żenująca. Prawda jest taka, że Komisja Europejska po informacjach prasowych o korupcji w Urzędzie Marszałkowskim natychmiast,  zgodnie z procedurą, wstrzymała certyfikację środków dla Podkarpacia. Potwierdziła to kilka dni temu w Rzeszowie minister Bieńkowska, którą trudno posądzić o polityczne sympatie dla PiS. Były marszałek i sekundujący mu niektórzy radni czy posłowie PO muszą to wreszcie zrozumieć i uderzyć się we własne piersi. Wstrzymanie środków europejskich jest efektem afery korupcyjnej w sejmiku wojewódzkim rządzonym jeszcze do niedawna przez koalicję PO-PSL-SLD. Ja, podobnie jak Komisja Europejska, zareagowałem w tej sprawie w oparciu o informacje prasowe. W sytuacji, kiedy wówczas panował totalny chaos informacyjny, wzajemne przerzucanie się odpowiedzialnością pomiędzy Urzędem Marszałkowskim a prokuraturą, kiedy nikt nie wiedział, o co chodzi, podjąłem w Brukseli próbę ustalenia, jaka jest skala zagrożenia, jeśli chodzi o zablokowanie środków unijnych dla Podkarpacia. Trudno, abym jako poseł do Parlamentu Europejskiego z tego regionu był w tej sprawie bierny. To był mój obowiązek. Teraz jestem za to atakowany. Jeśli nadal te kłamstwa i insynuacje pod moim adresem będą publicznie przez pewne osoby z kręgu PO-PSL powtarzane, to podejmę przeciwko nim wszelkie możliwe kroki włącznie z prawnymi, bo to są pomówienia sprzeczne z chronologią zdarzeń, które są przecież łatwe do odtworzenia.

– Niedawno w Urzędzie Marszałkowskim zakończył się audyt Urzędu Kontroli Skarbowej. W jaki sposób rzutuje on na problem zablokowanej certyfikacji?
– Audyt został zlecony przez KE na podstawie doniesień prasowych i informacji o aferze korupcyjnej w Urzędzie Marszałkowskim, ale ja nie znam jeszcze jego wyników. Mogę jednak powiedzieć, że jestem w tej sprawie w stałym kontakcie z marszałkami Ortylem i regularnie spotykam się w Brukseli z odpowiedzialnymi za środki dla Podkarpacia osobami, tak aby te środki zostały jak najszybciej odblokowane.

– Czyli wszystko powinno skończyć się dla nas dobrze…
– Tak, ale z całej tej sprawy muszą być wyciągnięte wnioski na przyszłość. Wiem, że nowy zarząd ma tego świadomość. Od przejęcia władzy przez PiS wiele spraw uległo przyspieszeniu. Przyjęto strategię rozwoju województwa, podpisano umowę na szerokopasmowy Internet. Jeśli jeszcze uda się odblokować środki unijne, w co bardzo wierzę, widoczna będzie jakościowa zmiana w sposobie zarządzania sprawami Podkarpacia. Na pewno obraz i wizerunek Podkarpacia w kontekście afery korupcyjnej ucierpiały. Jestem jednak pewien, że za kilka miesięcy nikt nie będzie nas już postrzegał przez jej pryzmat, ale jako region, który ma spójną wizję rozwoju i który sprawnie wykorzystuje środki unijne.

– W zeszłym tygodniu w Parlamencie Europejskim miało odbyć się głosowanie w jej sprawie ważnej dla Podkarpacia drogi Via Carpatia. Dlaczego zostało ono przełożone?
– Głosowanie zostało przeniesione na listopad, bo nie ma jeszcze ostatecznej zgody PE na przyszły budżet Unii na lata 2014 – 2020. A szlaki transportowe są uzależnione od środków budżetowych, dlatego będzie to wszystko, wraz z Vią Carpatią, głosowane pakietowo w listopadzie.

Jakie są szanse, że cała Via Carpatia od Grecji do Litwy, w tym cały polski jej odcinek, zostanie zbudowana do 2030 roku?
– Cały czas powtarzam, że będzie bardzo trudno, bo ta sprawa została pokpiona w 2009 i w 2010 roku, kiedy Komisja Europejska pytała polski rząd o to, jakie powinny być główne szlaki transportowe w Polsce, finansowane ze środków unijnych w ramach odbywającej się raz na 10 lat rewizji europejskich szlaków transportowych Unii Europejskiej tzw.TNT.  Wówczas polska część Via Carpatii, droga S19, nie znalazła się w systemie głównych korytarzy transportowych UE. Dziś płacimy za to dużą cenę. Duże fragmenty Via Carpatii mają Litwini, Rumuni i Słowacy. U nas Donald Tusk publicznie, podczas wizyt na Podkarpaciu, mówił, że jej budowa w naszym kraju nie będzie problemem. Twierdził, że odcinek Rzeszów – Lublin powstanie do 2015 r.. Tymczasem rozpisano na tym odcinku maleńkie przetargi na dwa 8-kilometrowe odcineczki. Szkoda to nawet komentować. Jedyną szansą są środki unijne, ale w finalnym dokumencie rewizji korytarzy transportowych UE, który trafił do PE, Via Carpatii nie ma. Pozostaje złożenie poprawek i przekonywanie innych europosłów do poparcia tej drogi.

– A jeśli się nie uda, to czy mieszkańcy Podkarpacia mają mieć pretensje o tę drogę do Unii Europejskiej, rządu Donalda Tuska czy może do eurodeputowanych?
– Nie znajduję żadnych argumentów, dlaczego S19 przez polski rząd nie została potraktowana w sposób priorytetowy. Bez wątpienia przyspieszyłaby rozwój Polski wschodniej.

– W ubiegły czwartek, z Pana inicjatywy, w Parlamencie Europejskim odbyła się po raz pierwszy w historii PE debata na temat Karpat. Jakie są jej efekty? Czego możemy się spodziewać? Czy coś dała?
– Przede wszystkim bardzo dobrze, że do tej debaty doszło, bo udało się wskazać najważniejsze problemy Karpat. Debata była ważnym krokiem na rzecz przygotowania strategii karpackiej. Pomimo tego, że Komisja Europejska jest na tym etapie na „nie”, to jednak pamiętam, że zanim przyjęto strategię bałtycką, dunajską czy śródziemnomorską, to KE też była na „nie”. KE czeka bowiem na sygnał od szefów rządów i dopiero wtedy przygotuje stosowne analizy i dokumenty. Teraz trzeba rozpocząć mocny lobbing na polski rząd i inne rządy karpackie, aby tę sprawę postawić na poziomie Rady Unii Europejskiej, czyli brukselskich spotkań szefów rządów. 3 grudnia br. organizuję dużą konferencję w Parlamencie Europejskim w Brukseli z udziałem przedstawicieli rządów regionu Karpat, samorządowców, eurodeputowanych. Chcę, aby powstała tzw. mapa drogowa dojścia do strategii karpackiej.

– Jakie są dziś zatem szanse, że ta strategia powstanie i pójdą za nią duże pieniądze na rozwój?
– Debata w PE była pierwszym ważnym krokiem. Teraz jest czas na przekonanie rządów krajów karpackich. Strategia to dodatkowe środki unijne, także służące przyspieszeniu rozwoju Podkarpacia. Dla wszystkich powinna więc być kwestią priorytetową.

Rozmawiał Arkadiusz Rogowski

0 0 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
4 komentarzy
Newest
Oldest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
ROMAN
ROMAN
7 lat temu

te miliony w tą czy w tamtą to są w zapowiedziach tyle samo warte co te Inflanty – które Pan Zagłoba sprzedawał
– pożyjemy zobaczymy jak mówi przysłowie a teraz to są opowiastki / recenzje / co by było gdyby to czy tamto ; czas wszystko zweryfikuje a jak będzie i co nam kapną to już inna bajka – nie ?

olek
olek
7 lat temu

widzę ze gracie na PiS – słusznie w końcu ich czasy idą… niestety

Moher
Moher
7 lat temu
Reply to  olek

Czemu niestety ? Czyżbyś był obsadzony wg klucza ? Jeśli nie to tylko się cieszyć. Gdy nie ma częstej wymiany świń przy korycie to świnie dziczeją i mogą pogryźć rękę, która ich karmi. Teraz czas na PIS, później się zobaczy…

UE fan
UE fan
7 lat temu

Poczytaj o zasadach realizacji projektów unijnych na http://funduszeunijneodkuchni.blogspot.com/