Czy mafia rządzi na granicy w Korczowej?

– Rotacje funkcjonariuszy na polsko-ukraińskiej granicy w Korczowej to “pic na wodę”- twierdzą niektórzy celnicy.

- Na Korczowej działa regularna celnicza spółdzielnia albo mafia jak kto to woli – twierdzi nasz informator. – Powstała z rozbitej i reaktywowanej teraz “grupy lubaczowskiej” i ma się świetnie – podkreśla. Jak to możliwe, skoro już prawie 1,5 roku temu wprowadzono obligatoryjny system komputerowego przydzielania celników na dane stanowisko pracy w danym dniu? – Rotację się sprytnie obchodzi – zaklina się pragnąca zachować anonimowość osoba. – A dzieje się tak na dwóch konkretnych zmianach – zapewnia.

Informacje o tym, że rotacja na Korczowej to lipa docierały do nas już od dawna. Nie tylko do nas, bo także, jak się dowiedzieliśmy do prokuratury. – W zeszłym roku wpłynęło do nas doniesienie w tej sprawie, ale nie dopatrzyliśmy się podstaw do wszczęcia postępowania – mówi prok. Krzysztof Pietruszka z Prokuratury Rejonowej w Jarosławiu. – Teraz mamy kolejne zawiadomienie – potwierdził. – Sprawa jest na etapie postępowania wyjaśniającego – dodał.

System można obejść?

System komputerowego, losowego przydzielania celnikom miejsca pracy “na zmianie” wprowadzono w styczniu zeszłego roku. Miał być lekarstwem na korupcje, ba nawet na podejrzenia o nią. – I to działa, ale nie na dwóch zmianach w Korczowej – mówią nam celnicy. – Dlaczego? Bo tu są spółdzielnie – “przekonują”. Według naszych informatorów owe celnicze “spółdzielnie” opierają się na członkach tzw. “grupy lubaczowskiej”. Tak kilka lat temu nazywano funkcjonariuszy z Lubaczowa i okolic, którzy pracowali na przejściu granicznym w Korczowej i delikatnie mówiąc, nie stronili od korupcji. Jeden z dyrektorów skutecznie rozbił grupę, kierując jej członków do pracy gdzie indziej. Nie tak dawno powrócili znów na korczowskie przejście i jak twierdzą nasi rozmówcy “dzielnie” sobie poczynają obchodząc skutecznie system rotacyjny. – Teoretycznie ten system jest nie do “obejścia” – wyjaśnia nam zorientowana osoba. – Ale to tylko teoria, bo praktycznie jest to jak najbardziej wykonalne – przekonuje opowiadając o szczegółach. Otóż na przykład można spowodować, że system będzie losował celników na dane stanowisko pracy na danej zmianie z mniejszej ich liczby, niż faktycznie dysponuje kierownik.  – Wystarczy, żeby na przykład wprowadzić konkretnego funkcjonariusza do systemu z pominięciem jego rzeczywistych uprawnień i zadekretować go, jako takiego, który ich nie ma – wyjaśnia zawiłości nasz informator. – W takiej sytuacji system nie bierze go pod uwagę podczas losowania na odcinek, którego obsługa takich uprawnień wymaga i pomija w losowaniu – dodaje.

Celnicy twierdzą, że tak

To, jak podkreślają nasi rozmówcy tylko jeden ze sposobów, bo…- Zasada jest taka, że celnik przypisany systemowo do danego stanowiska pracy powinien na nim pracować, ale przecież zawsze zdarzają się różne sytuacje “awaryjne” i trzeba go przesunąć gdzieś indziej – mówią. Według nich na dwóch zmianach w Korczowej takie sytuacje i taka konieczność pojawiają się podejrzanie często. – Wszystko to musi być odnotowane w specjalnej “książce”, bo jest monitoring – mówią. – Ale jakoś nikogo nie dziwi, że na tych zmianach “awaryjnie” przenosi się celników z wylosowanych miejsc – dodają zainteresowani.

Z relacji zainteresowanych wynika, że dyrekcja przemyskiej Izby Celnej o problemie została zawiadomiona już w marcu 2010 roku. – Poszło kilka pism do dyrektora w tej sprawie – opowiadają. – I nic! Owszem, odpowiadał, że sprawa jest badana i na tych “badaniach” chyba się kończyło – ironizują celnicy.

“Bracie”, “Matołek” i inni “spółdzielcy”?

Dodają też więcej szczegółów. – W 2004 roku ówczesny naczelnik na jednym ze szkoleń w obecności kilkudziesięciu funkcjonariuszy przeczytał pismo, z którego wynikało, że kadra kierownicza zamieszana jest w przemyt mięsa na Ukrainę – opowiada jeden z nich. -  Po przeczytaniu podsumował “No to ładnie się bawicie” i  trzon “grupy lubaczowskiej” został przeniesiony do innych oddziałów, a ówczesny kierownik oddziału doprowadził przejście do europejskiego standardu minimalizując dzięki nowoczesnej technice możliwości korupcyjne- dodaje funkcjonariusz celny. – Obecny dyrektor znowu zjednoczył “grupę lubaczowską” na jednym przejściu a funkcjonariuszy kojarzonych z korupcją, układami i “spółdzielniami” powołał na kierownicze stanowiska – mówi wprost. – Na przykład: funkcjonariusza o pseudonimie  “Bracie” na kierownika oddziału,  a na jego zastępcę powołał funkcjonariusza o pseudonimie “Matołek” – ujawnia szczegóły. -.Trudno nam zrozumieć dlaczego dyrektor w dobie modernizacji i walki z korupcją obsadził na tak ważnych stanowiskach “umoczonych” funkcjonariuszy – podkreśla celnik.

Na razie komentarza nie będzie

Dyrektora IC w Przemyślu, Piotra Daniela nie mogliśmy zapytać o tę sprawę, bo jest nieobecny. Jedynie telefonicznie udało się nam skontaktować z rzeczniczką, Małgorzatą Eisenberger, która przebywa na szkoleniu. – Nie mamy żadnych informacji o złożeniu doniesienia w prokuraturze –mówi rzeczniczka. – Trudno zatem byłoby nam się ustosunkować – dodaje. – Jeśli tylko taką informację mieć będziemy, z pewnością się wypowiemy – zapewnia M. Eisenberger.

Monika Kamińska

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.