Czy po Rzeszowie grasuje nożownik?

Świadek, który być może widział napad na kobietę. Nagranie z monitoringu. Fot. PR dla miasta Rzeszów

RZESZÓW. Ludzie się boją, ale nie wiadomo czy mają czego.

Od czasu napadu na sklepikarza przy ul. Krakowskiej, któremu napastnik rozłupał głowę i napadu na dziewczynę, której zbir wbił nóż, do Super Nowości dociera wiele informacji o kolejnych napadach. Zwłaszcza mieszkańcy osiedla Nowe Miasto przynoszą nam rewelacje o ofiarach nożownika, który rzekomo grasuje po Rzeszowie. Czy w tych opowieściach jest rzeczywiście prawda?

Dostaliśmy informacje o bandycie, który nożem zaatakował dziewczynę koło Millenium Hall, o kolejnym napadzie przy Tesco na osiedlu Nowe Miasto, o ataku na mężczyznę niedaleko komisariatu policji, a nawet o nożowniku, który miał dodatkowo zgwałcić dziewczynę przy ul. Hetmańskiej. To nie koniec, bo czytelnicy mówili Super Nowościom o ataku nożownika obok jednej z klatek schodowych przy ul. Popiełuszki, po którym zostało dużo śladów krwi.

Miejskie legendy

- Moja żona zabroniła chodzić naszej córce do dyskoteki, za którą doszło do napadu na kobietę – mówi nam jeden z Czytelników. Czy rzeczywiście po Rzeszowie grasuje jakiś psychopata? Np. w wieżowcu przy ul. Popiełuszki krew była i owszem, zdarzenie miało miejsce, ale jeden mężczyzna szarpał się z drugim. W pewnym momencie jeden drugiemu wsadził palec do nosa i polała się krew. O nożu nie było mowy. Inne wspomniane zdarzenia na czele z gwałtem przy ul. Hetmańskiej nie miały absolutnie miejsca. – Od czasu napadu na sklepikarza przy ul. Krakowskiej i kobietę przy al. Rejtana nie było na terenie Rzeszowa żadnego zdarzenia z użyciem niebezpiecznego narzędzia – mówi podkomisarz Paweł Międlar, rzecznik prasowy podkarpackiej policji.

Rzeszów to spokojne miasto

Tyle oficjalnie. Nieoficjalnie policjanci twierdzą, że jest „spokój” i potwierdzają słowa rzecznika. – U nas jak są takie zdarzenia jak te dwa napady, to jest „święto”. Rzeszów to nie Kraków, gdzie codziennie tną się maczetami, albo Warszawa gdzie mają więcej zabójstw niż u nas włamań do piwnic – mówi jeden z rzeszowskich policjantów.

Wiadomo też, że w żaden sposób śledczy nie łączą napadu na sklepikarza z napadem na kobietę. Twierdzą, że to kompletnie inne sprawy i nie ma mowy o tym, że to ten sam sprawca. Być może w obydwu przypadkach sprawy nie zostaną rozwiązane, ale jak nieoficjalnie się dowiedzieliśmy niekoniecznie przez złą wolę zajmujących się tymi sprawami śledczych.

***

Strach ludzi być może ma uzasadnienie, bo akurat tak się zdarzyło, że w niewielkim odstępie czasu doszło do dwóch mrożących krew w żyłach wydarzeń. Niemniej jednak nie tylko Rzeszów, ale i całe Podkarpacie to spokojne miejsce. U nas nawet jak dochodzi do zabójstw, to nie są to historie jak z książek Agathy Christie, tylko zwyczajne i banalne. Zwykle też funkcjonariusze bardzo dobrze wiedzą kto popełnił przestępstwo muszą mieć jednak mocny materiał dowodowy, żeby zatrzymać bandytę i aby nie wyszedł on na wolność już po kilku godzinach. Kłopot zaczyna się wtedy, gdy nawet ofiary nabierają z pewnych względów wody w usta. Na to niestety nie ma już rady. 

Grzegorz Anton

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.