Czy Polska pod rządami Tuska stała się „kluczowym aktorem na scenie europejskiej”?

Fot. Wojciech Preisner

Tym razem w ramach naszej akcji „Rozliczamy premiera Tuska z kłamliwych obietnic” przyglądamy się działaniom rządu w polityce zagranicznej.

PRZECZYTAJ TAKŻE

Zmiany w systemie emerytalnym – reforma czy antyreforma?

Gdzie te autostrady Panie premierze?

Ścisła integracja Unii Europejskiej, realizacja w jej ramach polskiego interesu, sukces polskiej prezydencji, intensyfikacja współdziałania z Niemcami i Francją, przyjazne relacje ze wszystkimi członkami Unii Europejskiej, wspieranie prozachodnich aspiracje Ukrainy, pomoc białoruskiej opozycji, ułożenie przyjaznych stosunków z Rosją, współpraca w ramach Grupy Wyszehradzkiej i zakończenie polskiej misji wojskowej w Iraku w 2008 roku to najważniejsze obietnice premiera Donalda Tuska w expose z 2007 roku. – Polska nie była i na pewno nie będzie kopciuszkiem w Unii Europejskiej. Polska będzie kluczowym aktorem na scenie europejskiej, a co za tym idzie – na scenie światowej – przekonywał wówczas Tusk.

Przejmując stery rządu w 2007 roku gabinet Donalda Tuska rozpoczął politykę zagraniczną od podpisania 13 grudnia 2007 roku traktatu lizbońskiego. Sam traktat był różnie oceniany i już po roku z powodu kryzysu gospodarczego okazał się tylko zbiorem wzniosłych haseł, których realizację blokują narodowe egoizmy. Mimo hucznych zapowiedzi i fali krytyki pod adresem swoich poprzedników („Zarówno Platforma Obywatelska jak i Polskie Stronnictwo Ludowe nie podziela większości obaw tych, którzy takie obawy wobec Karty Praw Podstawowych artykułują”) rząd Tuska szybko zmienił swój pogląd i nie wycofał się z protokołu ograniczającego dla polskich obywateli ochronę prawną Karty Praw Podstawowych.

W drugiej połowie 2011 roku „ukoronowanie naszych europejskich i międzynarodowych aspiracji” miała być prezydencji w Unii. Kosztowała ona nasz budżet aż 430 mln zł, ale trudno doszukać się w niej jakiegokolwiek sukcesu. Okrzyknięty nim Szczyt Partnerstwa Wschodniego nie przyniósł przecież żadnego przełomu w relacjach ani z Ukrainą, ani z Białorusią, ani z innymi mniejszymi państwami tego regionu. Jak na ironię losu, w sierpniu 2011 roku polska prokuratura przypadkowo przekazała władzom w Mińsku dane o kontach bankowych białoruskich opozycjonistów, przez co niemal natychmiast lider opozycyjnej „Wiasny” Ales Bialacki został skazany na 4,5 roku kolonii karnej o zaostrzonym rygorze wraz z konfiskatą mienia.

Nie udało się też naszej prezydencji ożywić Europejskiej Polityki Bezpieczeństwa i Obrony, co było jednym z jej priorytetów. Trudno zatem powiedzieć, by Polska wykorzystała szansę jaką daje sprawowanie półrocznego przewodnictwa w Unii Europejskiej.

Puste gesty na wschodzi i zachodzie

Mimo przyjaznych relacji z Niemcami, nie odstąpili oni od budowy gazociągu północnego i wszystko wskazuje dziś na to, że będzie on największą bronią w rękach prezydenta Putina. Polska już dziś płaci za rosyjski gaz najwięcej w Europie, a nowe długoletnie umowy wynegocjowane przez Waldemara Pawlaka mocno uzależniły nasze bezpieczeństwo energetyczne od Rosji. Bezradny jest również Tusk w wyjaśnianiu przyczyn katastrofy smoleńskiej. Wszystkie kluczowe dowody od samego początku znajdowały się w rękach Rosjan, a widok gnijącego na wietrze wraku tupolewa najlepiej oddaje rzetelność prowadzonego przez nich śledztwa. Reasumując – chociaż udało się ocieplić stosunki z Niemcami i Rosją, to trzeba przyznać, że obaj sąsiedzi rzadko liczą się teraz ze zdaniem Warszawy.

Wierni, ale lekceważeni

Trudno mówić o sukcesach Tuska i Sikorskiego w relacjach ze Stanami Zjednoczonymi. Decyzję amerykańskiej administracji o zaniechaniu budowy tarczy antyrakietowej Barack Obama załagodził kolejnymi obietnicami współpracy za kilka lat. Żadnego efektu nie przynoszą też wieloletnie zabiegania o zniesienie wiz dla Polaków. Rząd nie robi chyba sobie z tego nic, bo jak przyznał w czasie ostatniej kampanii wyborczej przewodniczący sejmowej komisji ds. zagranicznych Jacek Halicki, wizy dotyczą tak znikomego odsetka Polaków, że szkoda na to czasu. Mimo, że jesteśmy jednym z najwierniejszych sojuszników Ameryki na misjach wojennych na Bliskim Wschodzie, to realnych profitów z tego nie mamy. Nigdy nie byliśmy strategicznym partnerem USA, bo jesteśmy na to za małym krajem i nie zmienią tego nawet najpiękniejsze słowa o „nierozerwalnym sojuszu”.

***

Tuż po wygraniu wyborów parlamentarnych w 2007 roku Platforma Obywatelska zapewniała, że w polskiej polityce międzynarodowej pojawi się nowa jakość. Według Tuska Polska niewiele znaczyła na arenie międzynarodowej. Premier podkreślał też trudne relacje z sąsiadami, coraz większą marginalizację na salonach Unii, utratę znaczenia w stosunkach z partnerami gospodarczymi. Minęły już ponad 4 lata od czasu gdy Tusk objął władzę, a ministrem spraw zagranicznych został Radosław Sikorski, i rzeczywiście można śmiał powiedzieć, że kierunek polskiej polityki zagranicznej uległ zasadniczej zmianie. Gorzej jeśli spojrzymy na jej kierunek.

W programie wyborczym Platformy znajdują się dwa zdania, które można uznać za definicję tegoż kierunku: „Większość naszej aktywności na polu polityki zagranicznej jest realizowana za pośrednictwem Unii Europejskiej. Skutecznie realizować naszą rację stanu można tylko poprzez umiejętne wpisanie naszego interesu w szerszy interes europejski”. Oznacza to mniej więcej tyle, że polska polityka ma być podporządkowana głównemu nurtowi polityki europejskiej. W praktyce wygląda to tak, że Polska zgadza się na niemal wszystkie warunki brukselskiej centrali, za co Donald Tusk i Radosław Sikorski mogą liczyć na politycznych salonach nie tylko na piękne słowa, uśmiechy i poklepywania. Coraz częściej mówi się też, że polski premier zostanie w niedalekiej przyszłości Przewodniczącym Komisji Europejskiej.

Marcin Fisz

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.