Czy przyjaźń z Ukraińcami cokolwiek daje?

Podpisaniu umowy w 2006 r. towarzyszyła wielka pompa. Od lewej ówcześni starostowie: Walerij Jasiński (Romanów) i Bogdan Romaniuk (Kolbuszowa). Fot. Autor

Podpisaniu umowy w 2006 r. towarzyszyła wielka pompa. Od lewej ówcześni starostowie: Walerij Jasiński (Romanów) i Bogdan Romaniuk (Kolbuszowa). Fot. Autor

KOLBUSZOWA. Współpraca z rejonem romanowskim wywołuje kontrowersje. 

Współpraca powiatu kolbuszowskiego z ukraińskim rejonem romanowskim od dłuższego wywołuje emocje – i to raczej te negatywne. W starostwie mówi się o Stiepanie Banderze, rzezi wołyńskiej i zapóźnieniu cywilizacyjnym Ukraińców. Ale pojawiają się też argumenty pragmatyczne. Waldemar Macheta (50 l.), były wicestarosta, twierdzi, że współpraca z Romanowem to układ jednostronny, gdzie stara się tylko strona polska.

Przypomnijmy, że umowę o przyjaźni między oboma powiatami zawarto w 2006 r. Dokument podpisali ówcześni starostowie: Walerij Jasiński (pow. romanowski) i Bogdan Romaniuk. Umowa miała dotyczyć m.in. przemysłu, handlu, kultury, turystyki i ekologii.

Minęło kilka lat i z tej współpracy niewiele wychodzi. Nic dziwnego, że temat ten niczym bumerang wraca na forum Rady Powiatu. – Mieszkańcy powiatu romanowskiego to sympatyczni ludzie, ale ta współpraca działa tylko w jedną stronę – mówił Waldemar Macheta (50 l.). – Strona ukraińska jest miła, pracuje tam nasz kolbuszowski ksiądz, wszystko ładnie wygląda, ale… jest, jak gdyby gra do jednej bramki. Nie za fajnie to wygląda – dodał.

Macheta zaproponował, aby powiat kolbuszowski poszukał partnera, ale już raczej – jak to określił – w obszarze kultury łacińskiej. Z sugestiami radnego nie do końca zgadza się starosta Józef Kardyś (59 l.). – To współpraca jest nam potrzebna – mówił, zaznaczając, że nie zamierza mnożyć kolejnych międzynarodowych umów. Natomiast jednostronność układu z Romanowem tłumaczył biedą na Ukrainie i jej zapóźnieniami cywilizacyjnymi.

Paweł Galek

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.