Czy szkoły nauki jazdy oszukują kursantów?

To instruktor, a nie kursant, dokonuje podziału godzin zajęć oraz ustala ich zakres tematyczny. Fot. Wit Hadło

PODKARPACIE. – Jakbym jeździł poza miastem, to kursant nie zda mi egzaminu – mówi egzaminator z 30- letnim doświadczeniem.

– Siedzę w „elce” 5 godzin z czego na prawdziwą naukę jazdy po mieście mam tylko 1,5 godziny – skarży się Wiola (imię zmienione), jedna z kursantek z Brzostka (pow. dębicki). Takich jak ona jest na Podkarpaciu setki. Jak to możliwe? Do miasta, gdzie prowadzone są zajęcia praktyczne, dwóch kursantów wraz instruktorem musi z mniejszych miejscowości dojeżdżać kilkadziesiąt kilometrów. – Jeden jedzie w jedną, drugi w drugą stronę, co łącznie zajmuje nawet około godziny, bo jechać trzeba zgodnie z przepisami. A na jazdę po mieście z 5 godzin zostaje nam tylko 3 – tłumaczy niezadowolony kursant z okolic Leżajska, który kilkukrotnie oblał egzamin.

Czy takie praktyki są zgodne z prawem? Według tzw. rozporządzenia 217 ministra infrastruktury, to „instruktor dokonuje podziału godzin zajęć oraz ustala ich zakres tematyczny odpowiednio do stwierdzonego u osoby poziomu wiedzy i umiejętności, jej predyspozycji, łatwości przyswajania poszczególnych zagadnień itp.” Co ważne, zajęcia praktyczne na prawo jazdy kat. B muszą uwzględniać jazdę poza obszarem zabudowanym o „łącznym czasie nie krótszym niż 4 godziny”.

To oznacza, że opisane dojazdy kursantów do miast, nawet jeśli zajmowałyby zdecydowaną większość z 30 godzin jazdy, prawa nie łamią.

Powstaje jednak pytanie czy taka nauka na terenie niezabudowanym jest efektywna? – Całkiem tego dyskredytować nie można, ale generalnie bardziej opłaca się uczyć w mieście – twierdzi Zenon Skóra, instruktor z Rzeszowa. Przyznaje też, że dodatkowe godziny biorą u niego nawet kursanci z Mielca, bo chcą uczyć się jazdy w mieście, a nie po prostej drodze. – Musi być i jedno i drugie, ale jakbym jeździł poza miastem, to kursant nie zda mi egzaminu – mówi Bogusław Lorenc, egzaminator z 30-letnim doświadczeniem z Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego w Krośnie. Tłumaczy to faktem, iż w programie egzaminu praktycznego nie ma zadań poza obszarem zabudowanym.

Wcielamy się w rolę zainteresowanego kursem i pytamy w jednej z brzosteckich szkół jazdy, ile godzin przypadłoby nam na dojazdy z i do Krosna? – Dokładnie nie liczyłem, ale pewnie coś koło 10. Wiemy, że jest to uciążliwe, ale dzielimy to tak, żeby każdy był w miarę zadowolony – słyszymy w słuchawce. Czy da się to jakoś ominąć? – Nie ma szans. Musiałby się pan w Krośnie zapisać – brzmi odpowiedź.

Mariusz Andres

6
Dodaj komentarz

avatar
5 Comment threads
1 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
6 Comment authors
dedemarkoromanasdfkierowca Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
dede
Gość
dede

Zmieńcie autoszkołę

marko
Gość
marko

Prawo jazdy to jest przywilej i nie kazdy musi go miec jezeli nie na talentu do jazdy to lepiej zeby wozili inni

asdf
Gość
asdf

Korupcja w rządzie korupcja na dole.Dziękujemy Ci Donku .

roman
Gość
roman

Lepper nie dał sie skorumpować agentom Ziobry to go wykończyli w inny sposób …
Za duzo wogóle wiedział i wygadał sie w Sejmie o Klewkach i Talibach – robili wtedy z niego wariata,
a wiadomo, ze torturowali ludzi nie w Klewkach a w Kiejkutach

kierowca
Gość
kierowca

Czy szkoły nauki jazdy nadal oszukują na minutach jazdy? Zgodnie z rozporządzeniem praktyczna jazda ma trwać 30 godzin. To oznacza 1800 minut, bo godzina ma minut 60. Niektóre szkoły nauki jazdy próbują jednak z tego zrobić 1350 minut, bo godzina lekcyjna ma 45 minut. Tyle że w rozporządzeniu wyraźnie i jednoznacznie napisano 30 godzin i nic o lekcyjnych tam nie ma. Tą metodą kursant płaci za 30 godzin jazdy, a jeździ 22,5 godz. Tak to kiedyś działało. Nie wiem, jak jest obecnie.

gość
Gość
gość

Czy jeżdżąc po za miastem kursant się nie uczy??? Też musi kontrolować to co na drodze sie dzieje, też musi być czujnym. Ja robiąc prawko 3 lata temu również sporo wyjeździłam po wsiach i jakoś mi to nie zaszkodziło. Bycie kierowcą nie tylko odnosi się do dróg miejskich ale na każdej trasie. Egzamin zdałam za pierwszym podejściem. Jak ma się być dobrym kierowcom to się nim zostanie a jak coś nie wychodzi to przysłowie mówi:” kiepskiej baletnicy to i rąbek u spódnicy przeszkadza”.