Czy szkoły są gotowe na sześciolatki?

- Nie chcę, żeby mój syn szedł do szkoły o rok wcześniej - mówi Marcin z Rzeszowa, tata 4-letniego Maksia. - Ministerstwo powinno dać rodzicom decydować, zwłaszcza że nie wszystkie szkoły są przystosowane do nauki młodszych dzieci - dodaje. Fot. Autor
– Nie chcę, żeby mój syn szedł do szkoły o rok wcześniej – mówi Marcin z Rzeszowa, tata 4-letniego Maksia. – Ministerstwo powinno dać rodzicom decydować, zwłaszcza że nie wszystkie szkoły są przystosowane do nauki młodszych dzieci – dodaje. Fot. Autor

PODKARPACIE. Co roku mniej rodziców decyduje się na posłanie dzieci wcześniej do podstawówki.

Ministerstwo Edukacji Narodowej opublikowało przekazaną na ręce marszałek Sejmu Ewy Kopacz informację ministra o stanie przygotowań organów prowadzących do objęcia obowiązkiem szkolnym dzieci sześcioletnich. Ile w tym prawdy, a ile fikcji?

W informacji ministra czytamy o szeregu działań wykonanych w celu dostosowania szkół do edukacji najmłodszych. Według MEN, „W ostatnich latach działania samorządów umożliwiły zapewnienie młodszym dzieciom przyjaznego przejścia z przedszkola do szkoły, a także stworzenie im dobrych i bezpiecznych warunków do nauki. Dziś polska szkoła jest szkołą nowoczesną, coraz lepiej wyposażoną, zatrudniającą kadrę pedagogiczną o wysokich kwalifikacjach”. Postanowiliśmy sprawdzić, czy w praktyce szkoły są gotowe na przyjęcie sześcioletnich dzieci.

Jedna wielka fikcja
Zadzwoniliśmy do kilkunastu szkół w Rzeszowie i regionie. Większość dyrektorów podstawówek nawet nie chciała z nami rozmawiać, kiedy dowiedzieli się, jaki temat chcieliśmy poruszyć. Zgodziło się zaledwie dwóch, zastrzegając, by nie podawać imienia i nazwiska.

– Faktycznie dostaliśmy trochę środków, część poszło na wyposażenie sal dla małych dzieci, mamy wykładziny w tych salach, plac zabaw, salę zorganizowaną w programie “Radosna szkoła” – mówi pani dyrektor jednej w rzeszowskich podstawówek. – Troszeczkę poszliśmy do przodu, ale to wszystko jest robione pod publikę i nie zmienia warunków w szkole tak jak powinno – dodaje.

W informacji ministra czytamy o milionach, a nawet setkach milionów złotych, które miały zrewolucjonizować polską szkołę podstawową. A jak jest naprawdę?

Reformy pod publiczkę
– Może te pieniądze gdzieś są, ale nie u nas – wyznaje dyrektor z innej szkoły. – Największym problemem jest to, że te dzieci nawet jeśli przyjdą do ładnych szkół, to nadal będą uczone w stary sposób. Taki sześciolatek ma całkowicie inną zdolność skupienia się, on nie wysiedzi 45 minut na lekcji – dodaje.

Pytamy jak to, skoro “Od stycznia do kwietnia 2013 roku placówki doskonalenia nauczycieli zrealizowały dla 66 589 nauczycieli szkół podstawowych różne formy doskonalenia w zakresie nauki szkolnej sześciolatków”.

– Ja nie wydaję śmiesznie pieniędzy na szkolenia, które nic nie wnoszą, które niczego nauczycieli nie nauczą – wyjaśnia dyrektorka. – To wszystko jest pod publiczkę, te reformy często wprowadza się po to, aby ktoś na tym zarobił – mówi.

Jak wygląda sytuacja dzieci po lekcjach? Świetlica szkolna to dwa pomieszczenia po 50 metrów kwadratowych, w których często przebywa 5 grup po 30 dzieci każdej z nich. Maluchów jest bardzo dużo, mieszają się ze starszymi, nauczyciele nie są w stanie ogarnąć tak dużej liczby dzieci w kilka osób.

Do unijnych standardów wciąż za daleko
– W szkole w Anglii w klasie 6-latków siedzi 14 dzieci i dwie panie – opowiada dyrektorka, która na własne oczy zobaczyła, jak wygląda edukacja w szkołach podstawowych na Zachodzie. – Dzieci sobie grzebią w miskach, mają mąkę, piasek, kaszę, przy drugim stole próbują owoców z zasłoniętymi oczami. Niech pani sobie wyobrazi coś takiego w publicznych szkołach – ironizuje. – W klasach, gdzie jest prawie 30 osób i jedna nauczycielka, takie spokojniejsze dzieci giną na lekcjach – mówi.

Blanka Szlachcińska

0 0 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Newest
Oldest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
anonim
anonim
7 lat temu

Kadra jest wykształcona ,ale szkoła nie jest dobrym miejscem dla małego dziecka.Dzieci starsze na przerwach krzyczą okropnie,ganiają aż ciarki przechodzą popychają,odzywają się do mlodszych wulgarnie,straszą ich itp.
Jak w tym wariatkowie dziecko ma czuć się bezpieczne.