Czy wiemy co jemy?

Fot. Archiwum

Nie takie “E” straszne jak go malują.

Rozmowa ze Stanisławem Kowalczykiem, Główny Inspektor Jakości Handlowej Artykułów Rolno – Spożywczych.

Lista dozwolonych dodatków do żywności dość szybko się zmienia. Pojawiają się na niej nowe substancje, a niektóre dotychczas dozwolone są wykreślane bo stwierdzono ich szkodliwość. Czy konsumenci mogą zaufać takiej liście i czuć się bezpiecznie?

- Lista dozwolonych dodatków cały czas się zmienia, powstają nowe substancje, powiększa się nasza wiedza o już istniejących. Jednak wszystkie dodatki dopuszczone do użytku są zawsze gruntownie przebadane. Konsumenci mogą czuć się bezpiecznie bo każda substancja znajdująca się na liście dopuszczonych jest według obecnej wiedzy naukowej nieszkodliwa.

Czyli nie powinniśmy się obawiać?

- Nie powinniśmy się bać wszystkich dodatków. Wiele z nich jak np. E 300 czyli kwas askorbinowy, a jeszcze prościej mówiąc witamina C, jest zupełnie niegroźna. Naszą uwagę powinny zwracać natomiast barwniki i konserwanty. One np. u dzieci mogą powodować skutki uboczne jak zaburzenia koncentracji czy nadpobudliwość. Na etykiecie produktu powinna znaleźć się o tym informacja.

Jak ocenia Pan jakość żywności produkowanej w Polsce?

- Porównując Polskę z innymi państwami trzeba powiedzieć, że produkujemy żywność lepszą jakościowo, niż np. w Europie Zachodniej. Żywność od polskich producentów jest mniej przetworzona. Do tego na polskim rynku jest mniej globalnych koncernów produkujących żywność, które produkują nie wiadomo gdzie i jak. Do tego jest to jedzenie bardzo mocno przetworzone i pełne dodatków.

Rozmawiał Artur Getler

do “Czy wiemy co jemy?”

  1. Koko

    Nieważne co jemy, ważne żeby było za co to jedzenie kupić.

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.