Czy za akcje ratownicze w górach powinno się płacić?

19-letnia studentka z Poznania w przeddzień sylwestra wieczorem ruszyła w góry i zabłądziła. Na jej poszukiwania w mroźną noc ruszyło 20 ratowników z Grupy Bieszczadzkiej Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego. Akcja prowadzona w bardzo złych warunkach atmosferycznych zakończyła się na szczęście powodzeniem. Kompletnie wyczerpana dziewczyna została uratowana niemal w ostatniej chwili. Gdy GOPR-owcy do niej dotarli, straciła przytomność.

Niestety, przypadek tej nastolatki jest przykładem skrajnej i przede wszystkim szalenie kosztownej głupoty. Niedoświadczona dziewczyna wybrała się w góry wieczorem, kompletnie nieprzygotowana. Bez termosu z herbatą, żywności, bez latarki, w dżinsach, w sportowym obuwiu i krótkim półkożuszku. Nie znając trasy do bacówki, zeszła ze szlaku. Tylko dzięki Opatrzności i błyskawicznej akcji ratowników GOPR, wyprawa nie zakończyła się tragedią.

Takich przykładów jest więcej. Często w mediach pojawiają się informacje o akcjach ratowniczych, w które zaangażowanych jest wiele osób i służb. W zdecydowanej większości przypadków takie akcje wynikają z ludzkiej głupoty, nieodpowiedzialności, przeceniania własnych możliwości i niedoceniania sił natury. Często w poszukiwaniach używany jest drogi, specjalistyczny sprzęt, nieraz śmigłowce. A to kosztuje i to bardzo dużo. Utrzymanie służb ratowniczych pochłania miliony złotych, wliczyć w to trzeba koszty paliwa, transportu i zużycia sprzętu.

W niektórych krajach, np. Szwajcarii czy Słowacji, osoby, które swoją niefrasobliwością czy głupotą doprowadzają do takich sytuacji, angażując ludzkie siły i środki, muszą pokryć koszty akcji. Czy podobnie powinno być w Polsce? Z jednej strony ludzkie życie jest najważniejsze, z drugiej jednak bezmyślność drogo kosztuje.

Tak

Mirosław Karapyta, marszałek województwa podkarpackiego, wykładowca akademicki:

- Głupotę, bezmyślność i nieodpowiedzialność bezwzględnie należy karać. Dlaczego za to mają płacić inni? Tu nie chodzi przecież tylko o koszty finansowe, ale również o to, że ratownicy biorący udział w akcji często narażają własne zdrowie i życie, by pomóc takiemu delikwentowi. Jeżeli wypadek czy zaginięcie związane jest z niefrasobliwością, to taka osoba powinna pokryć przynajmniej część kosztów akcji ratowniczej.

Andrzej Kaźmierczak, były poseł na Sejm RP, zapalony turysta górski:
- Od lat wędruję po górach, bardzo kocham Bieszczady i uważam się za doświadczonego turystę. Ale w takich warunkach, jakie w tej chwili panują, nie odważyłbym się wyjść w góry o nieodpowiedniej porze i bez należytego przygotowania. Trzeba być – za przeproszeniem – skończonym kretynem, wręcz samobójcą, żeby w nocy ruszać na szlak w sportowych butach. Trzeba ponosić konsekwencje swoich czynów.

Paweł Polański, wicekanclerz Podkarpackiej Szkoły Wyższej w Jaśle, organizator akcji charytatywnych w Bieszczadach:
- Karać, karać, jeszcze raz karać. Może to wreszcie nauczy bezmyślnych pseudoturystów, że z górami nie ma żartów. Skoro konsekwencje finansowe ponoszą głupcy zgłaszający fałszywe informacje o bombie, to niech poniesie je również głupek bez przygotowania ruszający w ciężką trasę i angażujący przez to ogromne siły i środki, narażający innych. A pieniądze z tego tytułu niech idą na doposażenie GOPR, tak by ci dzielni ludzie jeszcze skuteczniej mogli ratować ludzi w prawdziwych, niezawinionych dramatach.

Nie

Marek Górak, dyrektor Wydziału Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego Podkarpackiego Urzędu Wojewódzkiego w Rzeszowie:
-   Ludzkie życie jest wartością bezcenną. Sam brałem udział w wielu akcjach ratowniczych, np. przy powodzi, i uważam, że ratując innego człowieka, nie można oszczędzać ani sił, ani środków. Zgadzam się z tym, że często przyczyną dramatów, tragedii jest ludzka bezmyślność, ale pamiętajmy, że linia mądrości, miedzy głupotą a niefrasobliwością jest bardzo cienka. W wielu przypadkach samo takie zdarzenie staje się najlepszą nauczką.

Stefan Orzech, przedsiębiorca, właściciel pensjonatu w Bieszczadach:
- Ludzi trzeba przede wszystkim edukować. Karać trzeba za przestępstwa, głupotę eliminować zaś uświadamianiem. Wiele ofiar wypadków, tragicznie kończących się górskich wypraw, to ludzie młodzi, niedoświadczeni życiowo, postępujący często zbyt spontanicznie, bez zastanawiania się nad konsekwencjami swych czynów. Ale są to częste błędy młodości. Każdy z nas przecież je popełniał i często wciąż – mimo upływu lat – popełnia.

Jan Lech, zastępca dyrektora w urzędzie marszałkowskim w Rzeszowie:
- Największą karą za bezmyślność są jej konsekwencje. Ta młoda dziewczyna omal nie zapłaciła największej ceny, ceny życia za swą nieodpowiedzialność. To – myślę – jest wystarczającą dla niej karą i podejrzewam, że nigdy już do takiej sytuacji nie dopuści, ma nauczkę na całe życie. Dlaczego jeszcze dodatkowo ją karać, skoro karę już poniosła?

do “Czy za akcje ratownicze w górach powinno się płacić?”

  1. mario

    NALEŻY WPROWADZIĆ UBEZPIECZENIE I JUŻ! płacone przy wstępie na szlak w ramach biletu ,czy coś tak.
    Może nie całkowitej odpowiedzialności ,ale choćby częściową.

    • jestem za

      Ale czemu doświadczony i odpowiedzialny użytkownik szlaku ma płacić za ewentualną głupotę innych?
      Co do przeciwników płacenia za akcje ratunkowe – to nie kara, ale forma odpowiedzialności. Zmusiłem ludzi do zorganizowania kosztownej eskapady – to za nią płacę.

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.