Dębica boi się kiboli

Ganicą nienawiści są tory. Po ich jednej stronie jest teren Wisłoki, po drugiej - Igloopolu.Fot. Paweł Galek

Granicą nienawiści są tory. Po ich jednej stronie jest teren Wisłoki, po drugiej – Igloopolu.

Od lat o Dębicy mówi się, że to miasto szalikowców. Wrażenie to potęguje “święta wojna” fanów dwóch miejscowych, skądinąd zasłużonych, klubów – Wisłoki i Igloopolu. Rywalizację tę widać na niejednym budynku, ulicach miasta i brutalnych ustawkach.

Andrzej Bal, szef Komisji Sportu przy Radzie Miasta wspomina, że kiedyś dębickie kluby powiązane były z zakładami pracy. – To minęło wraz z PRL-em. Teraz kibice chcą, żeby to miasto utrzymywało wyczynowców. Sęk w tym, że zabrania nam tego prawo. Możemy jedynie finansować juniorów, a i tak w sposób ograniczony – przekonuje Bal.
Nasz rozmówca zapewnia, że, choć prywatnie bliżej mu do Wisłoki, to, jako szef komisji sportu wszystkie dębickie kluby traktuje tak samo. – Dębicę przecinają tory. Po jednej stronie są kibice Wisłoki, a po drugiej Igloopolu. Jako radny, staram się ich łączyć. Znam i rozumiem to środowisko. Nigdy nie bałem się do nich wyjść. Za każdym razem staram się ich uspokoić, porozmawiać, aby ten konflikt nie narastał do poziomu jakiegoś bandytyzmu.

Biją się po meczach i na imprezach
Dramatyczna kondycja finansowa, a co za tym idzie kiepski poziom rozgrywek wcale nie zniechęca kibiców. Aktywni są zwłaszcza ultrasi. To właśnie ich boją się mieszkańcy. Lucyna Grych-Kusak przekonuje, że w Dębicy czuje bezpiecznie, ale tylko do zmierzchu. Inaczej jest, kiedy robi się ciemno. – Zwłaszcza wtedy, kiedy są mecze lub inne masowe imprezy. Tym bardziej, że zdarzają się pobicia – mówi Lucyna Grych-Kusak.
Agresję stadionowych bandytów na własnej skórze poznali mundurowi z Komendy Powiatowej Policji w Dębicy. Pewnego lipcowego dnia tamtejsi funkcjonariusze otrzymał zgłoszenie o planowanej ustawce w rejonie ulic Tysiąclecia, Sienkiewicza i Pana Tadeusza. W bijatyce miało brać udział kilkudziesięciu kiboli. Informacja potwierdziła się, bo właśnie w tej części miasta policjanci zauważyli dwóch młodych ludzi na skuterze, którzy nie mieli kasków, a zamiast tego w rękach trzymali drewniane pały. Na widok patrolu młodzieńcy wpadli w popłoch. Kierowca pojazdu, chcąc uniknąć kontaktu z policją, zjechał na chodnik. Na niewiele się to jednak zdał i skuter został zatrzymany przy ul. Sienkiewicza. W momencie, kiedy mundurowi “zaprosili” młodych dębiczan do radiowozu, nagle przybiegło kilkudziesięciu mężczyzn. Otoczyli go, a potem zaczęli kołysać. Niektórym udało się nawet go otworzyć. Chuligani chcieli w ten sposób wymusić na funkcjonariuszach uwolnienie kompanów.

“Piłka nożna jest tylko pretekstem”
Lincz wydawał się być kwestią czasu. Zamknięci w radiowozie policjanci ostrzegli napastników, że, jeśli nie odejdą, to narażają się na przykre konsekwencje. Poskutkowało. Choć od tego szokującego zdarzenia minęło ponad dwa lata, to wciąż ono żyje w pamięci nie tylko dębickiej policji. – Choć pretekstem jest piłka nożna, to tak naprawdę przyczyną jest nienawiść do drugiego człowieka – tłumaczy st. sierż. Alina Sujdak-Kostka z KPP Dębica.
- Prezesi dębickich klubów tłumaczą, że kibice nie są wcale złymi ludźmi. – Jak twierdzą, ich agresję potęgują fani zaprzyjaźnionych zespołów, m.in. z Górnika Zabrze, którzy przyjeżdżają na mecze Wisłoki. Wtedy się pojawia się problem. A kiedy szaleją przyjezdni to zła sława spada na rodzimych kibiców – dodaje policjantka.
Ludzie widzą ich okrucieństwo i bezwzględność
Policja zapewnia, że cały czas trzyma rękę na pulsie. – Szczególną uwagę zwracamy na derby miasta. To mecze o podwyższonym ryzyku, gdzie jest większa mobilizacja sił i środków. Często na meczach kibice są spokojni. Dopiero potem stwarzają problemy, kiedy to pod wpływem alkoholu “świętują” sukces, albo “przeżywają” porażki. A ludzie boją się, bo często widzą okrucieństwo i bezwzględność tych młodych ludzi. Tym bardziej, że temat ten w mediach jest bardzo rozdmuchany. Mamy policjanta “squatersa”, którego zadaniem jest wtopienie się w tłum kibiców. On ma się utożsamić z tymi ludźmi. Gdy widzi agresję, to stara się ją tłumić w zarodku. – - podkreśla st. sierż. Sujdak-Kostka.

Kibic źle się kojarzy
- Rozumiem policję. Ona dmucha na zimne. Woli podejść poważniej do sprawy, aby nie doszło do niepotrzebnych incydentów – uważa Stanisław Nauka, szef stowarzyszenia kibiców Wisłoki “Nasz KS”. – Derby miasta mają być świętem futbolu, a nie bijatyką. Bo nie o to chodzi. Rzecz w tym, żeby ludzi zachęcić do odwiedzania stadionów.
- Ta świadomość jest u nas bardzo duża. Naprawdę zdajemy sobie z tego sprawę – zapewnia lider kibiców Wisłoki. – Jakie mam zdanie na temat polityki rządu względem kibiców? Zamykanie stadionów świadczy tylko o ich idiotyzmie. Nie tędy droga. Wystarczy popatrzeć na inne kraje. Nie trzeba krat. Trzeba tylko wdrożyć w życie odpowiednie sankcje, a potem je egzekwować z żelazną konsekwencją. A nie robić z tego politykę.
Dlaczego więc dębiczanie boją się kiboli? – pytamy. – Funkcjonuje zły stereotyp. Mamy dwa zwaśnione ze sobą kluby. Dlatego często dochodzi do różnych incydentów, m.in. w szkołach. To przeważnie takie popisywanie się przed rówieśnikami. Ale ludzie to widzą, wyciągają wnioski i generalizują. Stad taka, a nie inna opinia w Dębicy o kibicach.

Paweł Galek

do “Dębica boi się kiboli”

  1. JP na 100 %

    ch**a prawda , psiarnia stoi i jak tylko kibice cos robia to napier***aja ile wlezie palami gazem i gumowcamy … Jakos kibice wisloki jeszcze nigdy do mnie nie zaczynali na ulicy , a igloopolu to co innego , kilka razy ukradli mi telefon czy kase

  2. frog

    Bo Dębica słynie tylko z łysych debilnych pał!!! I nie dziwcie się że ludzie sie boją

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.