Deja vu poprzedniego sezonu

Fot. Paweł Dubiel

PLUSLIGA. Asseco Resovia zawodzi na całej linii i wciąż pozostaje bez zwycięstwa.

Trzy mecze i trzy porażki. Taki bilans ma Asseco Resovia, która zawodzi na całej linii. W III kolejce rzeszowianie przegrali z Indykpolem AZS Olsztyn, a po meczu sfrustrowani kibice nie szczędzili gwizdów drużynie. Początek sezonu jest niemal lustrzanym odbicie ub. rozgrywek, gdzie również zespół z Rzeszowa przegrywał mecz za meczem, a przełamanie nastąpiło dopiero po siedmiu porażkach. Oby teraz kibice nie musieli tak długo czekać…

ASSECO RESOVIA 1
INDYKPOL AZS Olsztyn 3
(20:25, 20:25, 25:21, 19:25)
ASSECO RESOVIA: Shoji 4,  Hoag 6, Kosok 11, Bartman 17, Marechal 2, Krulicki 6 oraz Mariański (libero), Buszek 9, Komenda 2, Schulz, Perry (libero), Możdżonek 1.
INDYKPOL AZS: Woicki 1, Żaliński 20, Poręba 12, Hadrava 24, Andringa 7, Sayed 8 oraz Żurek (libero), Kowalski
Sędziowali: B. Sikora (Bielsko-Biała) i P. Król (Katowice). Widzów: 3607. MVP: Jan Hadrava.

Może patrząc z boku wygląda to, jak takie deja vu z poprzedniego roku, ale moim zdaniem nie ma co się załamywać – mówi Nicolas Marechal, przyjmujący Asseco Resovii i dodaje. – Przede wszystkim musimy się bardziej skupić na podstawowych rzeczach na boisku, bo jest wiele takich sytuacji, w których w prosty sposób tracimy punkty. Mamy naprawdę dobry zespół, w którym panuje świetna atmosfera. Potrzeba nam pierwszego sukcesu w postaci zwycięstwa, które otworzyłoby nam grę i dodało skrzydeł. Jestem przekonany o tym, że już wkrótce zaczniemy wygrywać. Wierzę w naszą drużynę, sztab trenerski i pracę, jaką wykonują wszyscy w klubie. Nie możemy zwiesić głów, tylko musimy jeszcze mocniej pracować, żeby grać lepiej. Sezon będzie długi i wciąż mamy wiele do wygrania – stwierdza Francuz, który nie błyszczał, podobnie jak inni skrzydłowi, którzy przez dwa pierwsze sety nie potrafili przekroczyć 22 procent skuteczności ataku. Dopiero w III partii gra resoviaków zaczęła w miarę funkcjonować i wydawało się, że są na dobrej drodze na doprowadzenie do tie-breaka. W IV secie wygrywali 13:11, ale kluczowa okazała się obrona piłki gdzieś zza kamery przez Wojciecha Żalińskiego. Po tej spektakularnej akcji w obronie olsztynianie wyprowadzili kontrę i wyszli na prowadzenie, którego nie oddali już do końca.

– W takich trudnych momentach zamykamy się każdy sam w sobie i jest problem, że nie potrafimy z tego wyjść jako zespół – analizuje trener Piotr Gruszka. – To widać bardzo nawet w relacjach między chłopakami, którzy gdzieś w tych trudnych sytuacjach gdzieś jakby do siebie mają pretensje, a nie motywację, żeby kolejną akcję zagrać lepiej. To jest dosyć dziwne. Widać, że ci zawodnicy, którzy najpóźniej do nas dojechali, nie są kompletnie w tym rytmie, w którym powinni być. Również od tych, którzy byli z nami od samego początku, oczekujemy dużo więcej niż to, co aktualnie prezentują – mówi szkoleniowiec Asseco Resovii, która największe problemy miała z zatrzymaniem świetnie dysponowanego Jana Hadravy. Czeski atakujący miał aż 68 procentową skuteczność. Po meczu zbierał gratulacje m.in. od swojej rodaczki, grającej w Developresie SkyRes Rzeszów Michaeli Mlejnkovej, z którą to od kilku lat regularnie spotyka się podczas gali w swoim kraju, gdzie oboje odbierają nagrody dla najlepszego siatkarza i siatkarki. – Z „Miszą” znam się bardzo dobrze i dziękuję jej za wsparcie. Fajnie było się spotkać i trochę porozmawiać o reprezentacji. Poopowiadała mi też o tym, jak jest w Rzeszowie, gdzie czuje się bardzo dobrze. Po nieudanym meczu w Zawierciu jestem dumny z naszego zespołu, że pokazaliśmy charakter i wygraliśmy. Walczyliśmy w każdym momencie. Nawet jak byliśmy w opałach w III secie, to w kolejnym udało się nam odbudować i przełamać rywala, który zaczął się rozkręcać. Nie popełniliśmy tylu błędów, co w poprzednich meczach. Lepiej zagrywaliśmy i co najważniejsze, graliśmy zespołowo – mówił zadowolony Hadrava. Zupełnie inne nastroje panowały wśród miejscowych kibiców opuszczających halę Podpromie. Ci nie szczędzili gwizdów pod adresem siatkarzy Asseco Resovii. – Dziwię się trochę, że kibice tak reagują – mówi Gruszka i dodaje. – Uważam, że tej grupie zawodników potrzebne jest duże wsparcie od samego początku. Jeśli mogę mieć prośbę do kibiców, to naprawdę pomóżmy zespołowi i zróbmy to, z czego cały Rzeszów słynie. Może tym wspólnym dopingiem jeszcze bardziej pomożemy drużynie, ale musimy przede wszystkim pracować. Nie ma innej drogi niż ciężka praca. Musimy się skupić na tym, co mamy robić, a nie liczyć, na to, że w Rzeszowie zawsze będzie się fajnie grało i wygrywało, bo jak na razie się nie wygrywa – kończy trener Asseco Resovii.

rm

1
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
andrzej Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
andrzej
Gość
andrzej

A ja dziwię się że Pan trener opowiada takie bzdury , że dziwi się że kibice tak reagują (gwizdy) to przecież on był a raczej jest odpowiedzialny za przygotowanie zespołu to on razem z nowym Prezesem opowiadał jaki to będzie styl jakie oddanie grze a wychodzi na to że z „kelnerami” przygrywają za -3. Samouwielbienie sięga szczytu , jeszcze czekam na wypowiedz Prezesa że to co gra drużyna to wina kibiców a kto jak nie obecni „wodzowie” dobrali taki skład nie chcę się pastwić na poszczególnymi zawodnikami chyba wszyscy widzą co się dzieje!