Derby tutaj to śmiech

Fot. Archiwum

Obecny szkoleniowiec polskiej reprezentacji, Marek Cieślak, ma za sobą dwuletni trenerski epizod w Rzeszowie (lata 1998 – 99). W niedzielę, prowadzone przez niego Azoty Tauron Tarnów przyjadą do stolicy Podkarpacia. – Derby to ja przeżyłem w zeszłym roku. Derby tutaj to śmiech – mówi z przymrużeniem oka o rywalizacji rzeszowsko-tarnowskiej MAREK CIEŚLAK.

- Kibice w Rzeszowie i Tarnowie już ostrzą sobie apetyty na derby południa. Obie drużyny w przeciągu tygodnia spotkają się dwukrotnie…
- Spokojnie. Dla mnie spotkania Rzeszowa z Tarnowem są jak pojedynki Zielonej Góry z Gorzowem, normalnymi meczami. Miejscowi to przeżywali niczym jakąś rewolucję. Dla mnie były to zwykłe mecze, chociaż takie one w rzeczywistości nie były, bo to, co się tam wyrabiało, to szkoda mówić. Przypuszczam, że tutaj lokalni rywale z Rzeszowa też mają nieco innego podejście do konfrontacji z nami niż z kimś innym, ale myślę, że tyczy się to bardziej kibiców, niż zawodników.

- Z perspektywy dotychczasowych kolejek, jak pan ocenia PGE Marmę Rzeszów?
- Rzeszów właściwie stracił tylko jeden punkt w meczach u siebie, a przed sobą ma jeszcze bardzo dużo spotkań, tak więc wszystko na dobrą sprawę dopiero się rozkręca. Najważniejsze jest na tym etapie dostać się do czwórki i dopiero tam zacznie się prawdziwa walka.

- Pamięta pan 1998 roku i brązowy medal DMP z ówczesnym VanPur-em Rzeszów?
- Było coś takiego w mojej karierze (śmiech).

- Nie lubi pan tego określenia, ale w Tarnowie powstał przed tym sezonem prawdziwy dream team i jak na razie spisuje się on rewelacyjnie…
- Przed sezonem tak nas nie nazywano. Dopiero gdy zaczęliśmy wygrywać, to się mówi, że mamy dream team w Tarnowie. Mamy dobrą drużynę, bardzo zgraną ze sobą. Mamy wspaniałego lidera, jakim jest Greg Hancock. Mamy zawodników, którzy w ubiegłym sezonie jeździli słabiej, teraz z kolei jeżdżą lepiej. Wszystko się zazębia i idzie w dobrym kierunku. Skoro zatem chcą nas nazywać dream teamem, to niech nas tak nazywają.

- Zadomowił się pan już na dobre w Tarnowie?
- Dla mnie to wszystko jedno, gdzie pracuję. W Tarnowie pracuje się bardzo dobrze, bardzo fajny klub, jest spokój, nikt tam za dużo się nie wymądrza, jest więc tak, jak powinno być.

- Daje się odczuć presję na wynik?
- My sobie sami narzucamy presję. To nie jest tak, że zawodnicy nie chcą wygrywać. Ja tak samo chcę. Jednak to nic nie pomoże, jak przyjdzie prezes i powie: musicie. My chcemy sami, a jak będziemy musieli, to może być różnie.

- Jakie jest pana zdanie w kwestii zmian proponowanych na przyszły sezon w Enea Ekstralidze?
- Bez komentarza. Nie wypowiadam się na ten temat.

- Tomasz Gollob, Jarosław Hampel, Janusz Kołodziej i Patryk Dudek – tak miał wyglądać skład polskiej reprezentacji na DPŚ (Hampel z powodu kontuzji będzie pauzował około dwóch miesięcy – przyp. red.)?
- Czasami sobie siedzę z Tomkiem Gollobem i sobie gadamy, a ktoś podsłuchuje i potem idzie to wszystko w eter. Jest jeszcze niemal miesiąc czasu do półfinału i wszystko będzie zależeć od formy żużlowców. Wyścig o miejsce w reprezentacji ciągle trwa.

Rozmawiał Marcin Jeżowski

do “Derby tutaj to śmiech”

  1. To ja

    Panie Marku witamy w Rzeszowie, ale życzymy… przegranej ;-)

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.