Derby z nerwami i rzutami karnymi

Scena z końcówki meczu. Z takim poświęceniem futboliści jednego i drugiego zespołu zaczęli grać dopiero w drugiej połowie. Szkoda, że pierwszą sobie odpuścili. Fot. bogdan Myśliwiec

II LIGA. STAL STALOWA WOLA – SIARKA TARNOBRZEG. Spotkali się po latach, by wydzierać sobie ligowe punkty, ale emocje pojawiły się dopiero wtedy, gdy goście wygraną „mieli w kieszeni”, a gospodarze murowaną kompromitację.

Los sprawiedliwie rozdzielił punkty, choć przyznać trzeba, że gospodarze wrócili z dalekiej podróży. O nich mniej, bo zaczęli grać dopiero wtedy, gdy wstyd zaczął zaglądać im w oczy. Więcej o gościach, bo dokonali nie lada sztuki. Krótko mówiąc, frajersko oddali dwa punkty i choć zdobyli jeden, to te dwa stracone będą im się śnić przez długi czas. Na kwadrans przed końcem meczu Siarka prowadziła 2-0. Wystarczyło wtedy wykopywać piłkę i udawać kontuzje. Tarnobrzeżanom zamarzył się jednak jeszcze jeden gol i w efekcie stracili dwa.

Na ligowe derby Stalowej Woli i Tarnobrzega trzeba było czekać osiem długich lat. Ostatni raz piłkarskie reprezentacje sąsiednich miast walczyły w trzeciej lidze, ale porównując drugoligowe z trzecioligowymi meczami, to skoku piłkarskiego nie było widać. Przed sobotnim spotkaniem kibice wiedzieli, że Siarka fatalnie gra na wyjazdach, a Stal tak samo u siebie. Co mogło wyjść z tego połączenia? Tylko fatalny mecz.

Nonszalancja z obu stron
Nudy zaczęły się dopiero po kilku minutach, bo w tych pierwszych, „Stalówka” próbowała zmiażdżyć beniaminka. Kilka udanych akcji przeprowadził grający na obronie pomocnik Rafał Turczyn. Wojciech Fabianowski pokazał się swoim kibicom jako dobry sprinter, a powinien jako snajper. Mocarstwowe zapędy miejscowych przydusił w 15. min. Konrad Stępień fantastycznym strzałem z 30. m pod poprzeczkę. Bartłomiej Dydo uratował wtedy honor gospodarzy wybiciem futbolówki na róg. A potem były flaki z olejem.

Ciekawy był pierwszy w tym spotkaniu rzut karny. Turczyn pchnął Gębalskiego w polu karnym, ale było to już po tym, jak piłkę spod nóg tego drugiego wyłuskał bramkarz Stali. Arbiter pokazał jednak żółty kartonik obrońcy gospodarzy i wskazał na „wapno”. Skutecznym egzekutorem rzutu karnego był grający jeszcze wiosną w Stali, Jarosław Piątkowski.

Kuriozalny był drugi gol dla Siarki. Dopiero co wprowadzony na boisko Bartosz Madeja został poproszony o wykonanie rzutu wolnego z ok. 16. metrów od bramki gospodarzy. Przerzucił piłkę nad tzw. murem Stali, a Dydo ani drgnął, gdy futbolówka, jak w zwolnionym filmie, wpadała do siatki. Gdyby nie ofiarność golkipera stalowowolan, po chwili byłoby 0-3. To dopiero wypchnęło miejscowych pod drugą bramkę. Kontaktowego gola głową zdobył Przemysław Żmuda, przedłużając lot piłki po rzucie wolnym Łanuchy. Rzut karny, którym Krystian Getinger doprowadził do końcowego remisu, był efektem faulu w „szesnastce” Daniela Beszczyńskiego na Mateuszu Kantorze, który chciał z piłką wbiec do bramki Siarki.

Wykartkowani na następne mecze
Co do rzutów karnych, dziennikarze mieli wątpliwości. Ku ich zaskoczeniu, obaj trenerzy powiedzieli, że decyzje sędziego z Torunia były słuszne. Mariusz Korpalski jednak zmył radość z twarzy szkoleniowców, bo kartki żółte wyjmował jakby ich miał w nadmiarze. Przez to kolejni rywale Siarki i Stali będą mieli ułatwione zadanie. Ale to już kwestia następnych spotkań i efekt derbowych nerwów. I tak dobrze, że skończyło się bez kartki czerwonej. A podstawy były.

Jerzy Mielniczuk

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.