Derby znowu dla Sokoła

Szczelna obrona i niezła gra w ataku – to był klucz do zwycięstwa Sokoła w sobotnich derbach regionu w Łańcucie.

SOKÓŁ ŁAŃCUT – DC PBS BANK MOSIR KROSNO. Drugi mecz i druga wygrana Sokoła. Krośnieński beniaminek ciągle bez zwycięstwa.

Ekipa Dariusza Kaszowskiego wyrasta powoli na specjalistę od zwycięstw w spotkaniach derbowych. Po ubiegłotygodniowym zwycięstwie w Przemyślu, w sobotę Sokół rozprawił się we własnej hali z innym beniaminkiem, Delikatesami Centrum PBS Bank MOSiR Krosno.

Goście jeszcze przed sobotnim spotkanie mieli nietęgie miny, bowiem nie mogli skorzystać z usług mierzącego 211 cm Kamila Gawrzdyka. Brak środkowego MOSiR-u był aż nadto widoczny w podkoszowych poczynaniach przyjezdnych, którzy z kretesem przegrali walkę pod oboma tablicami (zbiórki 33 do 15 na korzyść Sokoła). – O żadnych gwałtownych ruchach czy zmianie trenera nie ma mowy. Musimy się zastanowić, co dalej z obsadą pozycji centra, bo przerwa w treningach Kamila może potrwać nawet 8 tygodni – mówił po sobotnim spotkaniu prezes krośnieńskiego klubu, Janusz Walciszewski.

Dobry początek Krosna

Goście, którzy w Łańcucie chcieli się zrehabilitować za 25-punktową porażkę na inaugurację sezonu, zaczęli sobotnie zawody od mocnego uderzenia i już po 6 minutach prowadzili 11:4. Jak się później okazało, były to dla przyjezdnych miłe złego początki. Miejscowi bardzo szybko opanowali sytuację na parkiecie i niespełna 180 sekund później, po celnej trójce Macieja Klimy wyszli na pierwsze tego wieczoru prowadzenie (14:13). Inauguracyjna kwarta zakończyła się wygraną gospodarzy 22:19, a równie dobrze mogła trzema “oczkami” więcej. Niemal równo z końcową syreną celnym rzutem z około 10 metrów popisał się Jaromir Szurlej, ale ku rozpaczy samego zawodnika, jak i miejscowych kibiców, sędziowie punktów nie zaliczyli. W kolejnych dwóch odsłonach miejscowi grali niemal ze szwajcarską precyzją i podobnie jak w pierwszych 10 minutach, także drugą i trzecią kwartę zakończyli zdobyciem 22 punktów. Wśród gości na próżno było szukać lidera, który byłby w stanie wziąć ciężar walki na swoje barki. O ile jeszcze krośnianie punktowali z trudnych pozycji, o tyle pudła niemal spod samego kosza stały się ich przekleństwem w tym spotkaniu. Jakby tego było mało, już w pierwszej połowie po trzy faule złapali rozgrywający MOSiR-u: Michał Baran i Rafał Partyka. To właśnie rola rezerwowych miała niebagatelne znaczenie w tym spotkaniu. Już do przerwy zmiennicy w ekipie Sokoła zapisali na swoim koncie aż 19 punktów, przy zaledwie 6 rezerwowych gości.

Bez rozgrywających ani rusz

Po długiej przerwie nadal przeważali gospodarze, którzy na początku IV kwarty prowadzili już 70:53. Gdy na 5 minut przed końcową syreną z parkietu spadli kolejno Michał Baran i Rafał Partyka, a za rozgrywanie musiał się zabrać młody Marcin Makander, stało się jasne, że goście nie są w stanie odwrócić losów tego spotkania. Podopiecznym Ryszarda Żmudy należą się jednak słowa uznania, bo dzięki agresywnemu kryciu na całym boisku w ostatnich minutach, zdołali oni zmniejszyć rozmiary porażki do 13 punktów. Na więcej gospodarze im w tym spotkaniu nie pozwolili.

Marcin Jeżowski

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.