Diabły nad Rzeszowem

Trwają próby do spektaklu. Premiera zaplanowana jest na 30 marca. Fot. Galeria internetowa Teatru im. Wandy Siemaszkowej

Przy ul. Sokoła zjawią się Woland z kotem Behemotem. Cezary Iber przygotowuje bowiem w „Siemaszce” spektakl pt. „Mistrz i Małgorzata”. Będzie on nasz – lokalny, do szpiku kości podkarpacki, m.in. ze względu na autorów nowego przekładu powieści Bułhakowa, na podstawie której powstał scenariusz sztuki. Rodzina Przebindów (Igor, Leokadia i Grzegorz), która przetłumaczyła to literackie arcydzieło, związana jest z Krosnem. 

Jako jedni z nielicznych dotarliśmy za kulisy spektaklu. Rozmawiamy z…

Fot. Archiwum Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej im. Stanisława Pigonia w Krośnie

* Profesorem Grzegorzem Przebindą

Przekład powstałby bez Krosna?
– Nie! To Krosno stworzyło dla nas przyjazną atmosferę i wpłynęło na to, że czuliśmy rodzinną wspólnotę. Połowę tekstu przełożyliśmy właśnie tam.

Dlaczego Bułhakow?
– To druga, po Biblii, najważniejsza książka w naszym domu. Pracuję nad nią od 30 lat. Dla Biblioteki Narodowej przygotowałem jej wydanie krytyczne.

Mój syn przeczytał „Mistrza i Małgorzatę” bardzo wcześnie. Sekundował mi, gdy ślęczałem przy biurku nad tekstem Bułhakowa. A wiele lat później pomógł mnie i mojej żonie przy tłumaczeniu.

Po co nam nowe przekłady?
– Czytelnicy ich  potrzebują. Sprzedaliśmy już kilkanaście tysięcy egzemplarzy „naszego” Bułhakowa. Na podstawie „Mistrza i Małgorzaty” powstają kolejne spektakle, ich twórcy pracują właśnie z naszym tłumaczeniem.

Cieszą się Państwo na spektakl Cezarego Ibera?
– Och, bardzo. Na pewno pojawimy się na premierze. Szalenie interesuje mnie wątek biblijny, który przedstawiony zostanie w formie teatrzyku kukiełkowego.


Fot. Archiwum Filmpolski.pl

* Reżyserem Cezarym Iberem

Dlaczego przekład Przebindów?
– Wybrałem nowy przekład, ponieważ jest bardzo dobry. Uważam go za najciekawszy, najwspółcześniejszy, za napisany w taki sposób, że się doskonale „układa w gębie aktora”.

„Mistrz i Małgorzata” liczą ponad 500 stron. Są cięcia?
– Muszę myśleć o widowni, skracam więc niektóre wątki. Pozostawiam z nich to, co najistotniejsze, przy czym staram się „ugryźć” je wszystkie. Gwarantuję, że pomimo obszernego materiału źródłowego spektakl nie będzie ani przydługi, ani przyciężki.

Premierę zaplanowano na koniec marca, blisko Wielkanocy.
– Ach, rzeczywiście. To absolutny przypadek.

Czarna msza w wielki piątek… Będą protesty pod teatrem?
– Nie wiem, zresztą nie obawiam się ich. Żyjemy w wolnym kraju. Ja robię swoje – przygotowuję spektakl na podstawie wielkiej literatury.

Szykuje Pan widowisko pozbawione metafizycznego pazura?
– Moja interpretacja „Mistrza i Małgorzaty” odbiega od tej powszechnie przyjętej. Chcę stworzyć spektakl realistyczny, odrzeć Bułhakowa z jego sztuczek. Na scenie nie pojawi się kot Behemot – pojawi się aktor, który odegra postać o cechach charakterystycznych dla kota. Teatr posługuje się przecież metaforą, wiele miejsca pozostawia wyobraźni widza.

A główną rolę zagra…
– Dagny Cipora. Nie pisałem scenariusza „pod aktorów”, ale nie ukrywam, że to właśnie Dagny najszybciej przyszła mi na myśl. 


Fot. Piotr Kręglicki

* Dagny Ciporą, odtwórczynią Małgorzaty

Próby trwają. Szybuje Pani nad sceną?
– (śmiech) Nie będę latać na miotle. Rozwiązaliśmy to w inny, pobudzający wyobraźnię sposób. Niestety, nie mogę zdradzić w jaki.

Małgorzata jest naga…
– Pokazanie na scenie ciała jest dla mnie mniejszym kłopotem od obnażenia emocjonalnego. To pierwsze jest nawet pewnego rodzaju wyzwoleniem. Aktor nie ma się już za czym ukryć.

Moje ciało jest częścią mojego warsztatu. Mogę je wykorzystać w różnych aspektach sztuki. Jeden z moich ukochanych profesorów z łódzkiej filmówki powiedział, że obnażanie się na scenie powinno być czymś w rodzaju modlitwy.

Uważam, że każde przedstawienie jest możliwością „przekroczenia” siebie. Po „Wenus w futrze” zaczęłam pracować nad swoim ciałem – dbam o nie, ćwiczę.

Jak idą przygotowania do spektaklu?
– Obejrzałam już wszystkie dostępne mi realizacje „Mistrza i Małgorzaty”.  Teraz porównuję je z wizją, którą przedstawił nam reżyser na pierwszych próbach, i zmagam się z nią. 

Dla mnie, jako Małgorzaty, najważniejsza jest relacja z drugim człowiekiem – z mężczyzną mojego życia – i jego dziełem. Myślę, że jestem we właściwym momencie swojego życia. Małgorzata jest bowiem 30-letnią, bezdzietną kobietą. Tak jak i ja (śmiech).

Pracy jest dużo?
– Robimy spektakl wierny literackiemu pierwowzorowi. Bułhakow zawarł kilka wątków w swojej powieści. Realizacje, które oglądałam, pomijały niektóre z nich. W naszym rzeszowskim spektaklu zmieściliśmy je wszystkie. Cieszę się, ponieważ książka ma piękne przesłanie.

MARCIN CZARNIK

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o