Dlaczego dawne bajki nie przemawiają do dzieci?

Fot. Wojciech Preisner

„Miś Uszatek” i „Miś Coralgol” to bajki, których już dziś w telewizji nie zobaczymy. Teraz króluje „Strażak Sam”, „Bob Budowniczy” i „Auta”. – Przemiana polega na odejściu od świata natury i zwierząt na rzecz maszyn – mówi prof. Wiesław Godzic.

Takie bajki jak „Strażak Sam”, „Bob Budowniczy”, „Auta” czy „Strażackie opowieści”, to podstawowe tytuły w repertuarze telewizyjnym naszych kilkuletnich maluchów. A co z „Misiem Uszatkiem”, „Coralgolem” i „Reksiem”? Czy dzieci mogłyby dziś jeszcze to oglądać?

- Dzieci mogą obejrzeć stare bajki, ale nie byłyby w stanie się identyfikować z ich bohaterami. Ten typ relacji, którą miał Miś Uszatek ze swoimi przyjaciółmi, dziś już nie ma takiego znaczenia, jak dawniej. Te relacje są bardziej rozchwiane – powiedział prof. Wiesław Godzic – medioznawcza i filmoznawca.

- Nie chodzi nawet o to, że świat scenografii jest inny. Zwierzaki i ludzie po prostu odnoszą się do siebie inaczej. Wcale bym się nie zdziwił, gdyby nasze dzieciaki po obejrzeniu Misia Uszatka albo Coralgola zapytały się, w jakim świecie to się dzieje – dodał.

Profesor zauważył także, że obecnie bohaterami bajek są maszyny, bądź ludzie, którzy mają przypisane konkretne role. – Przemiana polega na odejściu od świata natury i zwierząt na rzecz maszyn. Przez ostatnich 10 lat pojawiło się mnóstwo bajek z robotami oraz z ludźmi, którzy mają przypisane zawody, jak strażacy, roznosiciele mleka – twierdzi Godzic.

Medioznawca zaznaczył, że bajki dziś uczą dzieci żyć w określonym społecznym porządku. – Odchodzimy od człowieka w stronę społeczeństwa, które jest znakomicie ułożone. Na przykład w „Smerfach” każdy ma swoją rolę społeczną. Jest Poeta, Papa Smerf, Osiłek. Nowe bajki uczą zupełnie czegoś innego. Pokazują świat, w którym jest pewien porządek, w którym dziecko ma swoje miejsce i nie ma szans na jego zmianę – powiedział Godzic.

Profesor zwrócił też uwagę na to, że dawniej bajki uczyły dzieci podstawowych zasad życiowych, jak na przykład mycie rąk, przykręcanie żarówki, bądź rozpalanie ogniska. Dziś uczą tego, że każda dziedzina ma swojego specjalistę i lepiej nie wkręcać żarówki samemu… – Nie wymaga się od młodego człowieka znania się na wszystkim. Człowiek został odarty z pewnych możliwości. Jako dziecko byłem bardziej wszechstronny, teraz dzieci są ustawiane do pewnej roli w społeczeństwie, ponieważ od wszystkiego jest jakiś specjalista. Dzieci są uczone specjalizacji. To jest równie złą rzeczą, co przesadzony dydaktyzm bajek – powiedział Godzic.

PAP Life, anja

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.