Dlaczego matki porzucają noworodki

Fot. Archiwum

- Nie wolno lekceważyć depresji poporodowej i zostawiać matek samym sobie – ostrzegają psychologowie. 

„Dlaczego kobiety to robią?” – tak zatytułował swój wątek na jednym z forów dyskusyjnych pewien dyskutant, mężczyzna. Pytał, dlaczego matki potrafią zabić swoje dzieci, porzucić je na ulicy, zakopać w lesie, czasem jeszcze żywe. – Co te baby w głowach mają? – dopytywał. Mężczyźnie wtóruje na forum chór kobiet: „suki nie kobiety”, „zwyrodniałe szmaty”, „na szafot z taką”. Wirtualny tłum już wydał wyroki na te matki, a tymczasem psychiatrzy i psychologowie biją na alarm: depresja poporodowa to nie mit. – Może być groźna dla matki i dla dziecka, a bagatelizowanie jej  to droga – być może do – „dziecka w beczce” – ostrzegają.
Polska jeszcze nie ochłonęła po odkryciu prawdy o zniknięciu rzekomo porwanej półrocznej Madzi z Sosnowca, gdy kraj obiegła makabryczna informacja o tym, że w Wodzisławiu na Śląsku, Magdalena P. urodziła w domu dziewczynkę, która rzekomo zmarła, więc kobieta spaliła ją w piecu w kotłowni. – Matka nie potrafiła wyjaśnić, dlaczego to zrobiła. Twierdzi, że zamierzała oddać dziecko do „okna życia” – poinformowała Joanna Paszenda, rzeczniczka policji w Wodzisławiu.- Nie wie, akurat! – 50-letnia Krystyna z Podkarpacia nie musi czekać na opinie biegłych i wyrok sądu, by „wiedzieć” co myślą, czują takie kobiety, jak matka Madzi, Katarzyna W., Magdalena P., czy 17-letnia Ewelina ze Świerchowej pod Jasłem, która urodziwszy dziecko w domu schowała je w pojemniku na pościel. – Taka dobrze wie, co robi – mówi kobieta z pewnością w głosie. – Do lóżka to chętnie pójdzie, ale opiekować się dzieckiem nie chce. No to zabije i po sprawie – uważa 50-latka. – Skąd to wiem? Czworo dzieci urodziłam, matką jestem, to wiem – stwierdza z mocą kobieta.

 

To nie mit, to straszne uczucie

30-letnia Aneta z Przemyśla z uśmiechem patrzy, jak jej synek, 4-letni Krzyś, dokazuje z innymi dziećmi na przedszkolnej zabawie „ostatkowej”. Chłopczyk zaabsorbowany kolegami nawet nie patrzy w stronę mamy, ta jednak raz po raz zerka nań czujnym okiem. – Nie, już sobie nie wyrzucam tego, co było po porodzie – mówi Aneta. – Wybaczyłam to sobie, ale wspominać nie chcę. No dobrze, zrobię ten wyjątek dla innych kobiet – decyduje wreszcie. – Po urodzeniu Krzysia dopadł mnie „baby blues” – opowiada 30-latka.

Według niektórych ów tajemniczy i jakże niewinnie brzmiący termin to wymysł egzaltowanych bab. Takich, co to nie dojrzały do posiadania dziecka, bawić się chcą, wygodnickie są…- Bzdura na bzdurze – stwierdza Aneta. – Przeszłam to i wiem – dodaje. Krzyś był dzieckiem chcianym i planowanym. – Żadna tam „wpadka” – podkreśla jego mama. Oboje z mężem z niecierpliwością czekali na synka, czekała też ich starsza córeczka, Martynka. – W ciąży wszystko przebiegało dobrze, czułam się nawet lepiej niż kiedy „chodziłam” z Martynką- wspomina 30-latka. – Mąż pracował wtedy za granicą, ale często przyjeżdżał. Poród zaczął się o czasie, moja mama była przy mnie, wszystko było dobrze – opowiada. Do czasu jednak. Kiedy mały Krzyś przyszedł już na świat, Aneta wcale nie poczuła tego ciepła w sercu, gdy jej go podano. – Był jakiś obcy, jakby dali mi cudze dziecko – wyznaje Aneta. – Nakarmiłam go, ale niechętnie. Wcale nie chciałam go przytulać – opowiada.

Hormony, samotność i wyrzuty sumienia 

Potem było jeszcze gorzej. – Załamałam się – mówi wprost 30-latka. – Byłam przerażona tym, że nie kocham swego dziecka. Myślałam „co ze mnie za matka?”. Przychodziły też inne czarne myśli: że mąż mnie zostawi, że wyglądam po ciąży, jak potwór, że nie mamy ani ja, ani dzieci żadnej przyszłości – wylicza Aneta. – Myślałam o samobójstwie – wspomina. Stan psychiczny kobiety zaniepokoił jej matkę i męża. – Prawie siłą zawieźli mnie do psychologa – wspomina mama Martynki i Krzysia. Na szczęście to był tylko „baby blues”, stan poporodowy, w którym spadek serotoniny w organizmie i ogólna burza hormonów powoduje silne obniżenie nastroju, niechęć do otoczenia, w tym dziecka, czarnowidztwo. Zwykle mija samoczynnie po około 2 tygodniach od porodu, ale nie należy go lekceważyć, bo podobne objawy daje początkowo także depresja poporodowa – stan chroniczny i bardzo groźny dla kobiety i dziecka.

Zbyt wiele oczekiwań od młodej mamy

Skąd to się bierze? Powodów jest wiele. Przede wszystkim – stres związany z porodem. Według Social Readjustment Rating Scale poród znajduje się w pierwszej piętnastce najbardziej stresogennych sytuacji w życiu. Ten ranking układali mężczyźni, amerykańscy naukowcy. A co na to kobiety? – Poród stresem? – dziwi się 50-letnia Krystyna, matka czwórki dzieci. – Jaki tam stres? W ciąży się jest, a potem się rodzi. Wielkie mi coś – dziwi się. – To podejście typowe dla kobiet ze starszego pokolenia – uważa 25-letnia Anna z Jarosławia, mama dwu córeczek, bliźniaczek. – Może kiedyś kobiety mniej wiedziały o możliwych wadach dzieci, o powikłaniach porodowych – wylicza. – Może też mniej od nich wymagano, mam na myśli takie bycie „mamą idealną”, jak z reklamy: perfekcyjnie opiekującą się dzieckiem, piękną, spokojną i w dodatku osiągającą sukcesy w pracy – wzdycha. – Ja bardzo się bałam – przyznaje Anna. – Jak sobie dam radę z dwójką maleńkich dzieci na raz, jak sobie poradzimy finansowo, jak dam radę dojść do formy po trudnej ciąży – wspomina Anna. – Na szczęście miałam ogromne wsparcie męża, moich rodziców i szwagierki. Nie wiem, jak bez ich pomocy dałabym radę – przyznaje.

Kobiety, nie wstydźcie się!

Do „baby bluesa” i depresji poporodowej przyznaje się – łamiąc tabu i mur milczenia o nich – wiele znanych kobiet, w tym aktorek. Wśród polskich gwiazd,  które się na to odważyły są Katarzyna Cichopek i jej imienniczka i koleżanka po fachu, Katarzyna Bujakiewicz. Piękne kobiety, zdolne aktorki i dobre, kochające matki. One też płakały w nocy w poduszkę, bały się wziąć swe dzieci na ręce, chciały, żeby je od nich zabrano i wyrzucały sobie, że nie są idealne. Podobnie, jak Gwyneth Paltrow, Tilda Swinson, czy  Brooke Shields, która poszła najdalej – napisała książkę o tym, co przeżywała w związku ze swym macierzyństwem. O tym, jak córeczka była dla niej coraz bardziej obca i jak chciała, żeby znikła choć na chwilę. Gdy przez głowę aktorki przebiegła myśl, by wyrzucić ją przez okno, skontaktowała się z psychiatrą. Dlaczego dopiero wtedy? Bo kobietom wstyd, że nie są modelowe, że nie reagują, jak powinny, że dzieje się z nimi coś, o czym nie wypada mówić. Jeśli jeszcze przy tym są osamotnione, nie mają wsparcia bliskich, a liczyć z ich strony mogą tylko na krytykę i ocenianie, granica wytrzymałości, za którą nie ma już odwrotu jest bardzo, bardzo blisko.

Monika Kamińska

do “Dlaczego matki porzucają noworodki”

  1. LUKI

    NIE ROBCIE TEGO WIECEJ!!! PROSZE

  2. babcia wez-sie

    fajnie cytujesz forumowiczow z forum kobieta na gazecie :)

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.