Dlaczego w aptekach brakuje niektórych leków?!

Nie dość, że za jedno opakowanie insuliny płacimy ponad 40 zł to jeszcze musimy szukać jej po całej Polsce. Do czego to ma doprowadzić? - mówi Beata Weredka z Jarosławia. Fot. Anna Moraniec

PODKARPACIE. Od półtora miesiąca są poważne braki leków w aptekach. Rada aptekarska interweniuje w ministerstwie zdrowia.

Lek nasercowy bemecor dla taty, kupiłem po obejściu już wszystkich aptek. W dodatku było to ostatnie opakowanie i farmaceutka powiedziała, że leku nie ma w hurtowni więc nie może go zamówić – mówi pan Piotr z Rzeszowa. – Od półtora miesiąca insulinę Humalog dla męża szukamy po całym kraju, pod koniec czerwca dzięki Super Nowościom udało się nam ją kupić w Rzeszowie, potem teściowa upolowała ją na Śląsku. Co będzie dalej, nie wiem – mówi Beata Weredka z Jarosławia.

Podobnych problemów z zakupem leków pacjenci mają więcej. Czytelnicy zgłaszają nam czasowe braki w zaopatrzeniu się w clexane – zwiększającego krzepliwość krwi stosowanej przez kobiety w ciąży lub po zabiegach operacyjnych. Entocortu 3 mg (budezonid) stosowanego w chorobie Leśniowskiego-Crohna (nie ma refundowanego odpowiedniku), pulmicortu używanego przez alergików itp.

Aptekarze rozkładają ręce
Prezes Naczelnej Rady Aptekarskiej Grzegorz Kucharewicz zwrócił się do ministra zdrowia o zbadanie przyczyn tych braków i podjęcie działań, które rozwiążą istniejący problem. Jak pacjenci mają jednak przeżyć kryzys lekowy?

- W przypadku leków, które mają zamienniki problem jest dużo mniejszy bo możemy wydać inny medykament. Niestety w przypadku np. bemecoru lub innych leków które nie mają zamienników chory musi wrócić do lekarza bo tylko on może zmienić kurację i wypisać inny lek – mówi Lucyna Samborska, prezes Podkarpackiej Okręgowej Izby Aptekarskiej w Rzeszowie. – Niestety takich czasowych braków leków jest w ciągu roku sporo. Spodziewamy się jeszcze większych zawirowań w II połowie sierpnia, przed kolejną zmianą na liście leków refundowanych.

***
Producenci zapewniają, że medykamenty są produkowane albo, że produkcja jest wstrzymana z przyczyn technicznych, na okres który nie powinien mieć wpływu na dostępność specyfiku na rynek. Wygląda na to, że hurtownie i apteki wstrzymują się z zamawianiem większych partii leków bojąc się, że w razie nie pozbycia się ich przed zmianą cen (co dwa miesiące zmienia się lista refundacyjna) mogą stracić na różnicy. Tylko co to pacjentów obchodzi? Oni chcą dostać lek, który często ratuje im życie i nie interesują ich ewentualne straty farmaceutów. Podobno też apteki zamawiają partię leku, który potem do nich nie dociera. Trafia do innej hurtowni, która z kolei odsprzedaje lek zagranicznym przedsiębiorcom za wyższą cenę.  I tym powinno zająć się ministerstwo.

Anna Moraniec

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.