Do siedmiu razy sztuka. ZDJĘCIA

W 11 minucie sobotniego meczu piłkarze Resovii mogli się cieszyć z pierwszej bramki zdobytej w tym sezonie w meczu ligowym.

RESOVIA – WIGRY SUWAŁKI. W siódmym ligowym meczu jesiennej rundy rzeszowianie wreszcie przełamali strzelecką niemoc i wygrali na pożegnanie z IzoAreną.

Aż 551 minut potrzebowali piłkarze Resovii na zdobycie pierwszej w tym sezonie bramki w meczu ligowym. W sobotę podopieczni Marcina Jałochy czterokrotnie trafili do bramki rywala, dzięki czemu zainkasowali pierwszy w tym sezonie komplet punktów.

Sobotnie spotkanie było prawdopodobnie ostatnim pojedynkiem, jaki Resovia rozegrała na IzoArenia. Kolejny pojedynek przed własną publicznością (24 września z Garbarnią Kraków) “pasiaki” powinny rozegrać już na stadionie przy ul. Wyspiańskiego, gdzie dobiega końca modernizacja płyty.

Kantor dał przykład

Strzelecką niemoc rzeszowian przerwał Dariusz Kantor, który w 11. min meczu z Wigrami, który wykorzystał znakomite podanie z rzutu wolnego Michała Chrabąszcza i strzałem głową nie dał szans Grybauskasowi. To właśnie Kantor i Chrabąszcz byli pierwszoplanowymi postaciami Resovii w sobotniej potyczce. Ten pierwszy dobrze wywiązał się z roli egzekutora, chociaż mimo dwóch strzelonych bramek, mógł pokusić się o kolejne trafienia. Chrabąszcz z koeli raz za razem rozdzielał piłki do swoich partnerów, którzy stwarzali zagrożenie pod bramką Wigier.

Cios za ciosem

Miejscowi jeszcze na dobre nie skończyli fetować po zdobyciu pierwszego gola, a już mogli się cieszyć z drugiego. Kolejny raz w roli głównej wystąpił Kantor, który nie zmarnował sytuacji sam na sam z bramkarzem Wigier. Rzeszowianie nie zamierzali na tym poprzestać i chcieli najwyraźniej powetować sobie dotychczasową strzelecką niemoc. Po kwadransie gospodarze prowadzili już 3-0. Tym razem w roli egzekutora wystąpił Twardowski, który zamienił na bramkę kolejne dobre dośrodkowanie Chrabąszcza. Po takich trzech ciosach zadanych na początku meczu, goście długo nie mogli się otrząsnąć. Mecz mógł się jednak potoczyć zupełnie inaczej, gdyby już na jego początku dogodnej sytuacji dla Wigier nie zmarnował Mikulenas, który zbyt długo zwlekał z oddaniem strzału, aż ostatecznie niebezpieczeństwo zdołała zażegnać Szkolnik. Gra gości niemal w każdej akcji opierała się na doświadczonym Mikulenasie i Brazylijczyku Willerze. Rzeszowianie bardzo dobrze odrobili zadanie domowe i jak tylko mogli uprzykrzali życie liderom ekipy z Suwalszczyzny.

Wigry nie odpuszczały

Prowadzenie różnicą trzech bramek sprawiło, że z gospodarzy zeszła olbrzymia presja, która rosła na nich wraz z kolejną minutą bez strzelonej bramki. Goście nie dawali jednak za wygraną czego efektem był gol Mikulenasa. Pozwolił on przyjezdnym na chwilę uwierzyć w możliwość odrobienia start. Na boisku ponownie zrobiło się gorąco, doszło nawet do małej przepychanki. Końcówka należała jednak ponownie do rzeszowian, a konkretnie Piotra Piechniaka. Sprowadzony w letniej przerwie zawodnik, który w sobotę pojawił się na placu gry w II połowie, wykorzystał podanie Cygnara i strzałem w długi róg ustalił wynik meczu.

ZOBACZ ZDJĘCIA!

mj

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.