Do Stanów jeździmy dziś po samochody i markowe ubrania

Coraz mniej Polaków decyduje się emigrować do USA w celach zarobkowych.

Jeszcze kilka lat temu Stany Zjednoczone były dla nas niemal jak ziemia obiecana. Na Podkarpaciu trudno było znaleźć rodzinę, która nie miałaby “kogoś” za wielką wodą.  Dziś to już przeszłość, wielki kryzys gospodarczy w jakim od kilku lat pogrążone jest to światowe mocarstwo sprawił, że przestało się tam nam opłacać wyjeżdżać w celach zarobkowych. Szczęśliwi posiadacze wiz i odpowiedniego zapasu gotówki, lubią natomiast odwiedzić Amerykę w zupełnie innych celach.

Pani Agata z Rzeszowa w USA mieszka już ponad dwadzieścia lat. Do Polski przyjeżdża na wakacje i często z rozrzewnieniem wspomina ostatnia dekadę XX wieku. – Wtedy jeszcze opłacało się tam jechać – mówi. – Wartość amerykańskiej waluty w stosunku do złotówki była taka, że mając płacę minimalna (wówczas 5 dolarów na godzinę) zarabiałam w tydzień, tyle ile za dwa miesiące dostałabym w Polsce. W ogóle łatwiej było wtedy o pracę. Gdy w Polsce zaczynały się przemiany gospodarcze i rosło bezrobocie, tam od ręki można było znaleźć zatrudnienie. Nie mając wielkich perspektyw w kraju, na początku lat 90-tych zdecydowałam się na emigrację i wtedy to był bardzo dobry krok. – opowiada swoją historię.

Wyjazd w ciemno to duże ryzyko

Dziś, znając z autopsji sytuację jaka panuje w Stanach Zjednoczonych, kilka razy by się dobrze zastanowiła, zanim zdecydowałaby się na wyjazd. – Prawda jest taka, że nie znając dobrze języka i nie mając znajomości, a przede wszystkim pozwolenia na pobyt stały, nie ma sensu tu przyjeżdżać. Ogólnoświatowy kryzys, mocno dał się we znaki USA. Firmy padały i nadal padają jak muchy, te które przetrwały, redukują zatrudnienie. Ci, którzy są tu niedługo i przyjechali w ciemno, mają małe szanse, by zarobić i odłożyć. A jak już żyć w ciągłej niepewności, od wypłaty do wypłaty, to chyba lepiej wśród swoich, aniżeli na obczyźnie. – przyznaje nasza rozmówczyni.

Szło ku gorszemu

Jej spostrzeżenia potwierdza jej syn Mateusz, który nie zdecydował się na stałe zamieszkać w USA. – W Stanach byłem bodaj cztery razy, najpierw jako uczeń, potem jako młoda osoba szukająca perspektyw na dalszy rozwój. Mieszkałem u mamy w okolicach Waszyngtonu, gdzie sporo jest większych i mniejszych zakładów produkcyjnych, a bardzo mało Polaków i emigrantów w ogóle, a co za tym niewielka konkurencja na rynku pracy. Gdy w 1999 roku złożyłem aplikację do bodaj czterech firm, w ciągu tygodnia pozytywnie odpowiedziało mi trzy. Wybrałem jedna ofertę i zostałem przyjęty do pracy, mimo że słabo znałem angielski. Jedynym moim atutem była tzw. zielona karta, czyli pozwolenie na pobyt stały. Gdy dwa lata później starałem się gdzieś zaczepić, aplikowałem do ponad 20 przedsiębiorstw i nie było żadnego odzewu. Dopiero po wykorzystaniu znajomości, znalazłem zatrudnienie. Wtedy już widać było, że idzie ku gorszemu, choć o kryzysie nikt wówczas tam nie słyszał – wspomina Mateusz.

Nie żałuje, że wybrał Polskę

Sam, mimo perswazji mamy i otoczenia, zdecydował się wracać do Polski. – Widziałem tutaj lepsze perspektywy dla siebie. Rodzina i znajomi mieszkający od kilku lat w Stanach, nie rozumieli mojej decyzji. Kiedy oni wyjeżdżali, u nas był postkomunistyczny skansen i taki obraz mieli w swojej pamięci. Ja nie żałuję, że wróciłem. Skończyłem studia, mam niezłą pracę. Życie w Polsce jest droższe, ale możliwość życia w rodzinnym kraju w pełni mi to rekompensuje. – dodaje 30-letni mężczyzna.

Końca kryzysu nie widać

Według pani Agaty, wiadomości o kończącym się kryzysie w USA, są zbyt przedwczesne. – U nas tego po prostu nie widać. Jest duże bezrobocie, płace są na tym samym poziomie, a drożeją media. Coraz więcej trzeba płacić za gaz, prąd czy wodę. Ostatnio zaczęła tanieć i to wyraźnie benzyna. Czy to jednak zdoła napędzić amerykańską gospodarkę, szczerze wątpię – uważa nasza rodaczka, która dodaje, że z skutkami recesji Polacy mieszkający w USA radzą sobie znacznie lepiej, aniżeli rodowici Amerykanie. – My potrafimy oszczędzać, gotować, wykonywać prace domowe. Oni zaś są nauczeni za wszystko płacić, do tej pory żyli na kredyt, teraz wielu z nich nie ma za co oddać zaciągniętych pożyczek. Niektórzy tracą domy, a nawet dorobek całego życia. – przyznaje.

Rzeszowianka powoli sama myśli o powrocie do Polski. – Jedyne co mnie tutaj trzyma to dom, którego mimo kilkakrotnie obniżanej ceny, nie mogę sprzedać. Nie tylko ja mam ten problem, rynek nieruchomości jest bowiem pogrążony w megakryzysie. Ludzie nie mają pieniędzy na ich zakup. Podam prosty przykład: domy o wartości 100 tys dolarów są dziś oferowane niemal za połowę tej ceny, a i tak nie ma na nie chętnych. – dodaje.

Kupują bo taniej i bez podatku

Nasza rozmówczyni zwraca też uwagę na nowy trend, jaki zapanował wśród Polaków przyjeżdżających ostatnimi czasami do USA. – Część osób przylatuje tutaj w celach turystycznych, zdecydowana większość na zakupy. Najchętniej zaopatrują się w elektronikę, która jest dużo tańsza niż w Polsce i markowe ubrania. Wystarczy pokazać paszport, a sprzedawca, odliczy od ceny podatek. Wtedy jest ona jeszcze bardziej atrakcyjna. Rodacy chętnie sprowadzają też stąd samochody, nawet te nowe. Ich ceny bowiem poszły tak w dół, że opłaca się poczekać pół roku i bez dodatkowych opłat wysłać auto do Polski. – opisuje pani Agata.

Raj obiecany bliżej domu
Życie w Stanach Zjednoczonych wciąż jest tańsze niż w Polsce. Trudności z uzyskaniem pozwolenia na stały pobyt, znalezieniem jakiejkolwiek pracy i wreszcie spadek wartości dolara, sprawił że obecnie za wielką wodę nie opłaca się jechać. Szansy na szybki zarobek Polacy szukają dziś przede wszystkim na Zachodzie Europy. Tam jest dziś ich raj obiecany. Stamtąd – nawet jak coś nie wyjdzie – prościej wrócić niż zza wielkiej wody.

Piotr Prezdan

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.