Dożywocie za otrucie żony

Jacek Ch. o warunkowe zwolnienie będzie mógł ubiegać się po 25 latach więzienia. Fot. Wit Hadło

KRAJ. RZESZÓW. Wyrok dożywotniego więzienia dla byłego ratownika medycznego za zabicie żony lekiem usypiającym jest ostateczny. Sąd Najwyższy odrzucił kasację wyroku.

Jacek Ch. w lutym 2012 roku usłyszał wyrok dożywotniego więzienia. Według prokuratury, w grudniu 2008 r wstrzyknął swojej 34-letniej żonie śmiertelną dawkę ketaminy, leku usypiającego używanego do znieczulenia ogólnego. Lek spowodował niewydolność krążeniowo-oddechową i doprowadził do śmierci kobiety. W czerwcu Sąd Apelacyjny w Rzeszowie podtrzymał ten wyrok w mocy. Obrona wniosła jednak o kasację wyroku, ale Sąd Najwyższy ją odrzucił.

- Takiego wyroku oczekiwałam, choć trudno mówić o satysfakcji, bo córce to życia nie wróci. Jej zabójca za jednym zamachem pozbawił nasze wnuki obojga rodziców – powiedziała po ogłoszeniu wyroku w 2012 roku Zofia Tańcula, mama zamordowanej 34-latki. – Jedyną ulgą jest fakt, że dzięki śledztwu i procesowi dowiedzieliśmy się, że to właśnie on ją zamordował, a więc nasze podejrzenia w stosunku do niego nie były bezpodstawne.

Zabił żonę i wezwał pogotowie
Jacka Ch. oskarżono o zabójstwo popełnione 17 grudnia 2008 r. przy wykorzystaniu ketaminy, leku stosowanego w znieczuleniu ogólnym, który doprowadził do niewydolności krążeniowo-oddechowej ponieważ jego poziom stężenia w nerkach i wątrobie pokrzywdzonej był olbrzymi, kilkakrotnie przekraczający dawkę terapeutyczną – niespotykany dotąd w literaturze światowej. W ostrożnej ocenie biegłego, pokrzywdzona otrzymała dawkę co najmniej 1000-1500 mg tej substancji (1000 mg to czterokrotnie więcej niż maksymalna dawka terapeutyczna, jaką można podać osobie ważącej tyle co pokrzywdzona).

Oskarżony przez całe śledztwo i proces nie przyznał się do popełnienia zarzucanego mu czynu, ale sąd w całości przyjął wersję zdarzeń wynikającą z aktu oskarżenia, przychylił się też do wnioskowanej przez prokuraturę kary. Jacek Ch. o warunkowe zwolnienie będzie mógł ubiegać się po 25 latach więzienia.

To mogła być zbrodnia doskonała
Po podaniu żonie zabójczej dawki leku Jacek Ch. zadzwonił na pogotowie (gdzie pracował) i wezwał do niej karetkę. Lekarka, która przyjechała na wezwanie, na jego prośbę wypisała kartę zgonu. Natychmiast po tym fakcie oskarżony skontaktował się telefonicznie ze znajomym pracownikiem firmy pogrzebowej. Lekarka miała jednak poważne wątpliwości co do prawidłowości podjętej decyzji, w efekcie więc wezwała policję. Nawet wtedy po przeprowadzeniu zewnętrznych oględzin zwłok z udziałem biegłego lekarza, na prośbę oskarżonego, prokurator zadecydował o odstąpieniu od sekcji zwłok. Kiedy jednak po upływie 3 i pół godziny od pierwszego telefonu na pogotowie – o śmierci żony powiadomił jej rodzinę, ta podzieliła się swoimi wątpliwościami z policją i prokuratorem. W związku z tym zapadła decyzja o przeprowadzeniu sekcji zwłok, której wynik był porażający i wskazywał na otrucie.

Anna Moraniec

do “Dożywocie za otrucie żony”

  1. wiesiek

    Wysokiej klasy specjalista uśmiercił żonę. Mój kolega chemik pracował przy produkcji leków też swojej podsypywał coś do jedzenia ale dostała tylko żółtaczki.

  2. emeryt

    A matce ktora zamordowala swoje dziecko sedzia pogrozil palcem ?
    Tez mi sprawiedliwosc !! Phi !

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.