Dramat, którego nikt nie chce widzieć

– Dzielnicowy zna sytuację w tym mieszkaniu. Nie dochodzi tam jednak do przemocy i nie mamy podstaw do interwencji – mówi asp. szt. Andrzej Walczyna, oficer prasowy policji w Stalowej Woli. Fot. Jerzy Mielniczuk

STALOWA WOLA. Paradoks współczesnego świata. W mieście, gdzie instytucji pomocowych nie brakuje, nie ma kto pomóc osobie u schyłku życia.

Że z rodziną najlepiej wychodzi się na starym zdjęciu, doświadcza pani Teodora. Starsza pani mieszka z synem i synową w swoim mieszkaniu. Noce spędza przy świeczce, dnie na wędrówkach po znajomych. Nawet za potrzebą musi często wychodzić z domu. Nie ma mowy o jakimkolwiek praniu czy gotowaniu. Są za to wezwania do sądu. Tak żyje się w samym środku Stalowej Woli; w mieszkaniu, za które inni gotowi byliby słono zapłacić. A lokum zajmowane przez 83-latkę niszczeje i jest już bardzo zadłużone.

Mieszkanie kwaterunkowe kiedyś było tylko pani Teodory. Teraz jest już współwłasnością syna i synowej. Młodsi – w wieku ok. 60 lat – państwo nie pracują i nie mają czym płacić za utrzymanie mieszkania. Robiła to starsza pani, która ma emeryturę, ale gdy zaczęły się niesnaski powiedziała dość. Płacimy po jednej trzeciej na osobę. I wtedy zaczęły się problemy. Najpierw z zakładem energetycznym, potem z gazownikami. Media zostały odcięte.

Zanim dojdzie do czegoś złego
- Od czasu do czasu chodzę sprzątać pokój babci i wtedy boję się o własne życie – mówi wnuczka Katarzyna. – Wujek mówi mi, że jestem tu osobą obcą i najlepiej byłoby, gdybym przyszła z policją, bo tak będzie bezpieczniej.

Dzielnicowy u rodziny P. bywa często. Rzadziej, a teraz już wcale, opieka społeczna, choć na pierwszy rzut oka widać, że akuratnie tą rodziną powinna się zainteresować. – Żadna z osób zamieszkałych w tym mieszkaniu nie jest naszym podopiecznym – mówi Maria Brzezińska (59 l.), dyrektor Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Stalowej Woli. – Kiedyś nasze opiekunki były tam, ale bardziej w roli rozjemcy, niż opiekuna. Ci państwo nie życzyli sobie więcej naszych wizyt. O ile pamiętam, nie było też podstaw, żeby interweniować w jakiejkolwiek innej instytucji opiekuńczej.

W mieszkaniu był już prezydent miasta i miejska komisja mieszkaniowa. – Prezydent był zdziwiony sytuacją, ale poza zdziwieniem, nic jego wizyta nie wniosła – mówi wnuczka pani Teodory. Były też wizyty radnych, a potem lokatorzy nieszczęsnego mieszkania przy ul. Popiełuszki, zostali wezwani na posiedzenie komisji mieszkaniowej. – Jedynym wyjściem z sytuacji jest odebranie tego mieszkania i przydzielenie dwu mniejszych – mówi radny Andrzej Barwiński (59 l.), szef miejskiej komisji mieszkaniowej. – Mieliśmy nawet przygotowane mieszkania, ale ci młodsi państwo nie chcą się wyprowadzać. Sytuacja jest przedziwna, ale nie możemy kogoś na siłę uszczęśliwiać mieszkaniem, skoro go nie chce. Moim zdaniem do sprawy bardziej zdecydowanie powinien wkroczyć MOPS, bo tam w końcu dojdzie do czegoś złego.

Ma mieszkanie i nie ma gdzie mieszkać
Syn próbował matkę sądowo ubezwłasnowolnić, ale nic z tego nie wyszło. Potem były inne procesy, głównie o obrazę. Wnuczka chciała mieszkanie babci wykupić, bo mieszkania z zasobów miejskich były sprzedawane za kilka procent wartości, ale na chęciach się skończyło, gdyż musiałaby mieć zgodę wujka, a tej nigdy nie dostanie. I tak w mieście, gdzie instytucje pomocowe są dobrze rozbudowane, 83-letniej kobiecie nie ma kto pomóc. A starsza pani co rano ubiera buty, płaszcz i idzie przed siebie. Za potrzebą wstąpi do sąsiadów, czasami prześpi się u kuzynostwa. Wolałaby u siebie, ale choć ma mieszkanie, to tak na prawdę, nie ma gdzie mieszkać.

Jerzy Mielniczuk

do “Dramat, którego nikt nie chce widzieć”

  1. ROMAN

    wulkanr – masz rację każdemu Bozia dała łeb i 10 palców – to niech na sie robi – proste.

  2. ROMAN

    no tak wracamy pomału do epoki kamienia łupanego – to zdobycze cywilizacyjne w 21 wieku.

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.