Dreszcze w świątyni pamięci

Wicemarszałek Bogdan Romaniuk wręczył Szewachowi Weissowi fajkę ze znakiem województwa podkarpackiego. - Dbacie o moje zdrowie, nie ma co - zażartował obdarowany, który jest wielkim miłośnikiem palenia fajki. Nie wszyscy wiedzą jednak, że Weiss był w młodości świetnym dyskobolem. Fantastycznie zapowiadającą się karierę przerwał jednak wypadek samochodowy. Fot. Paweł Dubiel (2)

Wicemarszałek Bogdan Romaniuk wręczył Szewachowi Weissowi fajkę ze znakiem województwa podkarpackiego. – Dbacie o moje zdrowie, nie ma co – zażartował obdarowany, który jest wielkim miłośnikiem palenia fajki. Nie wszyscy wiedzą jednak, że Weiss był w młodości świetnym dyskobolem. Fantastycznie zapowiadającą się karierę przerwał jednak wypadek samochodowy. Fot. Paweł Dubiel (2)

Profesor Szewach Weiss po raz pierwszy odwiedził Markową, gdzie podczas II wojny światowej ratowano Żydów. Wizyta zbiegła się z 75. rocznicą powstania Żegoty.

- To mogłaby być moja matka! – krzyknął na widok zdjęcia Wiktorii Ulmowej, przekraczając próg Muzeum Polaków Ratujących Żydów Podczas II Wojny Światowej. On, Szewach Weiss. Ocalony przez dobrych ludzi w czasach, gdy za odwagę płaciło się najwyższą cenę.

Takich wzruszających chwil było podczas wizyty w muzeum w Markowej więcej, bo profesor Weiss odbywał podróż do lat dzieciństwa. – To wszystko jest takie podobne. Krajobraz, zagrody, deski, za którymi i nas ukrywano. Tylko naftusi nie mieliście – uśmiechnął się na wspomnienie „polskiego Teksasu”. Urodził się w 1935 roku w Borysławiu na terytorium przedwojennej Rzeczypospolitej, siedem lat później trafił z rodzicami i bratem do pierwszej kryjówki. Schronienia udzieliła Ukrainka Julia Lasotowa, później rodzinie Weissów pomagali Polacy: Anna i Michał Góralowie oraz Maria Potężna z synem Tadeuszem. Po latach Szewach dowie się, że istniała jeszcze czwarta rodzina. Wszyscy zostaną odznaczeni tytułem Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata – bohaterów, którzy ratowali Żydów w czasie Holokaustu. Swoje drzewko w Jerozolimie mają również Wiktoria i Józef Ulmowie.

Katharsis
Dali oni schronienie 8-osobowej grupie Żydów z Łańcuta i Markowej, ale ta historia nie ma szczęśliwego zakończenia. Prawdopodobnie jeden z granatowych policjantów z Łańcuta doniósł Niemcom o ukrywających się Żydach i 24 marca 1944 roku przed dom Ulmów przyjechała żandarmeria. Hitlerowcy zabili wszystkich Żydów i Polaków. Nie oszczędzili szóstki dzieci ani Wiktorii, która wkrótce znów miała urodzić. – Czuję się jak w świątyni. Świątyni pamięci – szeptał Szewach Weiss, przemierzając muzeum. – Mam dreszcze, bo to co widzę jest takie podobne do doświadczenia mojej rodziny… Wracam do Borysławia, znowu zapada cisza, do stodoły wdzierają się gestapowcy i krzyczą przeraźliwie: Juden! Juden! A teraz jestem 200 metrów od domu Sprawiedliwych i zarazem miejsca kaźni. Patrząc w oczy Ulmom, mam świadomość, że za swoje poświęcenie zapłacili najwyższą cenę. Co możemy zrobić? Kultywować pamięć tych ludzi, pokazywać to miejsce przyszłym pokoleniom. Po godzinnej wizycie w tym muzeum człowiek przechodzi katharsis – Weissowi słowa więdną w gardle.

Różne stodoły
Do Markowej zawitał gość niezwykły. Profesor nauk politycznych, dyplomata, poseł do izraelskiego parlamentu Knesetu, a potem jego przewodniczący. W latach 2001 – 2003 ambasador Izraela w Polsce. Długoletni szef Rady Instytutu Pamięci Yad Vashem, kawaler Orderu Orła Białego, publicysta, komentator i wielki przyjaciel Polaków. Szewach Weiss po raz setny powtórzył, że Polacy powinni być dumni ze swojej historii. – Można krytykować, krzyczeć, że szmalcownicy, ale spójrzmy na innych. Holandia wysyłała Żydów, swoich obywateli, do obozów zagłady. Francja miała Petaina i Lavala, Norwegia – Quislinga, Słowacja – Tiso. Długo by wymieniać, to była zdrada! Jak pisał pewien znany Żyd, Europa stała się zamrożonym jeziorem żydowskiej krwi. Tymczasem Polacy na współpracę z Hitlerem nie poszli. To nie przypadek, że stąd wywodzi się najwięcej Sprawiedliwych.

Szewach Weiss został kiedyś zaproszony na uroczystości związane z wydarzeniami w Jedwabnem. Powiedział wtedy: – Znam też inne stodoły w Polsce. Tam ludzi ratowano.

W Markowej, podczas dyskusji o Radzie Pomocy Żydom, jedynej organizacji w okupowanej Europie zajmującej się organizowaniem pomocy dla Żydów w gettach i poza nimi, Weiss wyznał szczerze: – Gdy mój premier Icchak Rabin wysyłał mnie do Polski, spotykałem się wielokrotnie z Ireną Sendlerową, która uratowała tysiące żydowskich istnień. Zadawałem sobie wtedy i zadaję dziś pytanie, jakby zachował się w takiej sytuacji mój naród? Odpowiedź brzmi: nie wiem. Nie wiem nawet, jak ja bym się zachował. To były dzikie czasy, powrót do jaskiń. A gdzie był Bóg? Bóg był w sercach sprawiedliwych.

Jak wybaczyć katu?
Eilert Dieken – tak nazywał się dowódca żandarmerii niemieckiej w Łańcucie i okolicach, człowiek odpowiedzialny za wymordowanie rodziny Ulmów. Po wojnie wrócił do swojej miejscowości w Dolnej Saksonii i do pracy w policji. Zmarł w 1960 roku.

Josef Kokott miał zaledwie 23 lata, gdy strzelał do Ulmów. Pochodził ze Śląska Opawskiego. Dopiero w 1958 roku sąd w Rzeszowie skazał go na karę śmierci, ale Rada Państwa PRL zamieniła ją na dożywocie, a następnie na 25 lat pozbawienia wolności. Kokott zmarł w więzieniu w 1980 roku.

Szewach Weiss mówił w Markowej o miłosierdziu i wybaczeniu, ciężko mu było ukryć emocje. – Nie mamy prawa do miłosierdzia w imieniu zamordowanych! Dlaczego ten, co odpowiada za śmierć Ulmów jeszcze przez 15 lat żył sobie spokojnie, wychował swoje dzieci? Wiem, wybaczanie jest takie chrześcijańskie, ale gdy mamy do czynienia z bestialstwem, przemysłem śmierci, to o jakim wybaczaniu mówimy?! Jak potraktować człowieka, który zabija 4-letnie dziecko? Jak to pojąć?

- Dwa symboliczne zdjęcia mogłyby opowiedzieć więcej o tym strasznym okresie niż słowa – kontynuował. – Pierwsze to mieszkanie komendanta Majdanku i rura biegnąca przez środek pomieszczenia. Rura dająca ciepło pochodzące z pobliskich krematoriów. Druga fotografia przedstawiałaby Muzeum w Markowej. To jest bowiem podsumowanie dobra ludzkiego i szlachetnych postaw.

Tomasz Szeliga

Wzruszające spotkanie Ratowanego i Ratującego - Szewacha Weissa i Eugeniusza Szylara z Markowej, którego rodzina ukrywała żydowską rodzinę Weltzów. W 1939 roku w Markowej mieszkało ok. 4300 Polaków i 120 Żydów. Większość została zamordowana w 1942 roku podczas niemieckiej akcji „Reinhardt”. Dzięki polskim chłopom uratowano w Markowej 21 Żydów, którzy po wojnie wyjechali do USA, Kanady i Izraela. Na terenie okupowanej Polski za pomoc ludności żydowskiej Niemcy zabili ok. tysiąca Polaków.

Wzruszające spotkanie Ratowanego i Ratującego – Szewacha Weissa i Eugeniusza Szylara z Markowej, którego rodzina ukrywała żydowską rodzinę Weltzów. W 1939 roku w Markowej mieszkało ok. 4300 Polaków i 120 Żydów. Większość została zamordowana w 1942 roku podczas niemieckiej akcji „Reinhardt”. Dzięki polskim chłopom uratowano w Markowej 21 Żydów, którzy po wojnie wyjechali do USA, Kanady i Izraela. Na terenie okupowanej Polski za pomoc ludności żydowskiej Niemcy zabili ok. tysiąca Polaków.

do “Dreszcze w świątyni pamięci”

  1. tomek

    ale im wchodzą w dupę!! ż…. k urwa mać a oni nas mają w dupie

    • konrad

      co TY bredzisz! Żyd chwali przecież Polaków….więc to jest raczej odwrotnie. Wygląda to jakby to on nam wazelinował.

  2. Frogu

    Pan Weiss pyka sobie fajkę w miejscu publicznym,w środku budynku? hmm…

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.