Drogowcy jak zwykle przegrali ze śniegiem

Rzeszów, ul. Podwisłocze, piątek (15 marca), godz. 7.40. Na takich poligonowych drogach łatwiej poradziłyby sobie czołgi niż auta. Fot. Paweł Bialic

PODKARPACIE. Czy to była klęska żywiołowa czy nieporadność służb odpowiedzialnych za stan dróg?

Przez dwa dni, w czwartek i w piątek, spadło na Podkarpaciu około pół metra śniegu. Ruch drogowy w miastach i na drogach przelotowych regionu został sparaliżowany. Tak obfite opady śniegu nie są jednak w naszym klimacie niezwykłym zjawiskiem. Wieloletnie obserwacje meteorologiczne pokazują, że nawet w połowie marca intensywne śnieżyce są zupełnie normalne. Nienormalne było to, że przez ostatnie kilkanaście lat mieliśmy nietypowo łagodne zimy. Nie może to być jednak usprawiedliwieniem nieudolności w organizacji odśnieżania.

Intensywny śnieg nad Podkarpaciem zaczął padać w nocy ze środy na czwartek. O nadchodzącej śnieżycy synoptycy ostrzegli kilkanaście godzin wcześniej – w środę w południe. Jednak mobilizację służb do odśnieżania dróg ogłoszono dopiero, gdy gruba warstwa białego kitu pokryła drogi.

Zmobilizowano tylko tych, którzy byli potrzebni do obsługi pługów i solarek posiadanych przez poszczególne zarządy dróg, a także tych, z którymi zawarto umowy na zimowe utrzymanie. Było to zdecydowanie za mało, by utrzymać w dobrym stanie choćby główne drogi i ulice. Nie dotrzymano żadnych standardów zimowego utrzymania.

W czwartek nieprzejezdnych było kilka dróg wojewódzkich. Sparaliżowany też został ruch w Rzeszowie. W piątek centrum Rzeszowa zamknięto dla tirów i dużych autobusów. Zatrzymano je przed granicami miasta. Zablokowane były też odcinki dróg krajowych.

Na pokrytych śniegiem i lodem głównych drogach nie radzili sobie kierowcy ciężarówek. Drogowe kolosy stawały na podjazdach, a niektóre wpadały do rowów i blokowały część jezdni. Tworzyły się korki, a śnieg… padał i padał.

W piątek tysiące mieszkańców Podkarpacia spóźniło się do pracy, a wielu nie dojechało w ogóle do swoich zakładów. Dzieci nie dotarły do szkół. Zamarł transport drogowy. Towary nie dojechały do sklepów i hurtowni. Materiały nie dotarły do przedsiębiorstw. Koszty zimowego paraliżu województwa trzeba liczyć w milionach złotych. Kto jest winien tym stratom? Najłatwiej obwinić pogodę.

Zimowe standardy utrzymania dróg
Na drogach krajowych w województwie podkarpackim obowiązuje II i III standard zimowego utrzymania. W II, wyższym standardzie, oblodzenie jezdni powinno być zlikwidowane w ciągu 3, 4 godzin od wystąpienia, a śnieg usunięty z jezdni w ciągu 4, 6 godzin od ustąpienia opadów.

Żeby nie dopuścić do powstania skorupy ubitego śliskiego śniegu, trzeba o drogi zadbać (posypać je) jeszcze przed prognozowaną długotrwałą śnieżycą. Drogowcy twierdzą jednak, że muszą oszczędzać pieniądze podatników. Dlatego wyjeżdżają do zimowych akcji dopiero, gdy drogi stają się śliskie i zaśnieżone. Przy intensywnych opadach śniegu po prostu nie nadążają.

Podobnie, choć z nieco niższymi standardami, jest na drogach wojewódzkich i powiatowych. Na nie też, ze względu na oszczędności, sprzęt wyjeżdża zbyt późno.

Bez rezerw sprzętu
Kolejną oszczędnością drogowców jest zbyt mała liczba samochodów z pługami i solarkami. Ponieważ przez wiele lat zimy były nietypowo lekkie, policzono ile sprzętu potrzeba na utrzymanie 100 km dróg przy opadach śniegu do 10 cm na dobę. Jeżeli pada dwa lub trzy razy mocniej – ludzie mimo ciężkiej i ofiarnej pracy są bezradni.
Przed laty, gdy duże opady śniegu częściej nawiedzały Polskę, zaplanowane było doraźne zwiększanie taboru do oczyszczania dróg. Po meteorologicznych ostrzeżeniach pługi zakładano do wszystkich ciężarówek, które się do tego nadawały. Do zimowej akcji kierowano samochody wszystkich firm transportowych i… nawet przy intensywnych i długotrwałych śnieżycach drogi były przejezdne.

Obecnie zarządcy dróg ani nie mają planu przeprowadzenia odśnieżnej kampanii, ani nie mają pieniędzy na takie akcje. Łatwiej bowiem kupować kolejne fotoradary i samochody z widerejestratorami, niż gospodarować tak, by nie dopuścić do drogowego paraliżu przy mocniejszym tchnieniu zimy. I jakoś nikt nie ma skrupułów, żeby wyrzucać kolejne miliony w błoto na wspomniane fotoradary, tłumacząc to pokrętnie poprawą bezpieczeństwa i jednocześnie oszczędzając na bezpieczeństwie tam gdzie ono jest faktycznie potrzebne.

Krzysztof Propolski

do “Drogowcy jak zwykle przegrali ze śniegiem”

  1. emigrant

    W Chicago potrafi spasc w przeciagu 1 nocy powyzej 2 stop (600mm) sniegu i jakos rano ludzie dojezdzaja do pracy poniewaz odsniezanie trwa DO SKUTKU az glowne ulice beda przejezdne. Tam sie nie tylko odsnieza ale i usuniety na skraj ulic snieg laduje na ciezarowki i wywozi.
    No ale to ten zatwardzialy kapitalizm wyzyskujacy robotnika tak czyni, a nie DEMOKRATYCZNE opiekujace sie obywatelami panstwo robotnikow i chlopow w Polsce. Dlaczego glowne drogi oraz ulice i chodniki w Wiedniu w Austrii mozna odsniezac na czas aby komunikacja byla sprawna i ludzie mieli dojazd do pracy a w Polsce jest to niemozliwe ? Komuna niebyla lepsza od tego co sie dzieje obecnie. Ten sam syf !

  2. Stan

    Do dzisiaj jest źle na Projektancie ale „Nasz Tadziu” ma to w d. Dobrze, że trasa Drabinianka – Ratusz jest z małą ilością śniegu reszta sie nie liczy.

  3. art

    Przypominam, że na terenie Rzeszowa jest ponad 400 km dróg. Łączna długość dróg w województwie objętych odśnieżaniem to ponad 1600 km. Jakim cudem wyobrażacie sobie odśnieżenie tego w krótkim czasie sprzętem, który stał w tych samych korkach, co wszyscy?! Może warto czasem ruszyć głową zamiast bezmyślnie powtarzać za tłumem, że drogowcy zaspali. Może warto zapytać u źródła jak naprawdę wygląda walka z odśnieżaniem, jaki sprzęt jest do dyspozycji i ILE KOSZTUJE – ale łatwiej wylać pomyje na drogowców, bo przecież społeczeństwo tego oczekuje…
    Racja – też mnie denerwuje, że po weekendzie wciąż jest dużo miejsc ze zwałami śniegu. Szczególnie dziwią śniegowe zwężenia na skrzyżowaniach, gdzie robi się przez to niebezpiecznie (pozdrawiam skręcających z Miłocińskiej na Osmeckiego..). Ale nigdy nie zrozumiem tej absurdalnej nagonki.

  4. jędrula

    szanowny panie redaktorze, a niby jak taki pług ma przejechać przez ulicę jak wszystko zakorkowane. Kierowcy sami sobie miasto sparaliżowali. ale oczywiście każdy jest wielkim bohaterem i myśli że sobie poradzi z warunkami na drodze ale niestety nieporadność niektórych przeraża

  5. dert

    Jeżdżąc po Rzeszowie w te trudne dni można było stwierdzić, że większość problemów to jednak powodowali sami kierowcy. Brak jakichkolwiek umiejętności jazdy w warunkach zimowych, albo choć odrobinę wyobraźni. Po śniegu DA SIĘ JECHAĆ, a tymczasem trochę popruszy i paraliż. Przykładowo taka scena: wyjazd z ulicy podporządkowanej. Sznur aut zatrzymuje się z obu stron aby przepuścić wyjeżdżającego z tej ulicy. Kierowca (mniejsza o płeć) wciska gaz do dechy, koła kręcą się w miejscu bo akurat leciutka góreczka, auto wyjeżdża na środek skrzyżowania i ani rusz dalej bo koła nadal boksują w miejscu. Korek na dobre 3 minuty, zanim się rozładuje mija 10 minut. I tak co drugi-trzeci kierowca. A wystarczyła naprawdę odrobina umiejętności …

  6. 40i4

    same spece od zimowego utrzymania dróg. Jak to dobrze że mamy takie mądre społeczeństwo… ehhh

    Ludziska, narzekacze – ja też stałem w korkach, też się zakopałem parę razy, spóźniłem do pracy i po dzieciaka. Mam wiele zastrzeżeń do pracy służb miejskich niemniej tutaj stanę w ich obronie. Jakimi środkami pytam się ja was mieli utrzymać drogi przejezdne? W jaki sposób? Pomijam fakt że np przez pół godziny jechałem za pługiem który nie wykonywał swojej pracy bo wlókł się za jakimś amatorem w letnich oponach. Przez kilkanaście minut odgranął śnieg z 500 m drogi. Takich historii było więcej zapewne. Ale nawet mimo to – iloma pługami musiałyby dysponować służby miejskie żeby rzucić je na wszystkie drogi? 50? 150? Ok da się kupić. Kto z Was zatem zapłaci za ich całoroczne utrzymanie+utrzymywanie dostępności wymaganych zasobów ludzkich?

    Pomyślcie czasem zanim napiszecie….

  7. piotr

    O czym tu pisać , spadło trochę śniegu i straszne mi to wydarzenie jeszcze kilka dni i po śniegu nie będzie ani śladu .

  8. ROMAN

    dziwne jest zachowanie niekompetentnych – siedzących na taboretach
    - wiadomo w jakim klimacie mieszkamy
    - wiadome są prognozy pogody [ 21 wiek]
    - wiadomo za jakie sznurki należy szarpnąć
    i co ? ano to że ktoś niekompetentny- przyspawany do swojego taboreto- biurka nie wykonał odpowiednich posunięć w odpowiednim czasie no i tyle.

  9. mieszkaniec rzeszowa

    A w Rzeszowie wszystkie ulice odśnieżone zasługa to naszego prezydenta Tadzia !!!!!!!!!!!!!!!!!

  10. Łowca Burz

    Zanim zaczniecie coś pisać na temat pogody-klimatu to proponuje informacje skonsultować bo są błędy – „Tak obfite opady śniegu nie są jednak w naszym klimacie niezwykłym zjawiskiem. Wieloletnie obserwacje meteorologiczne pokazują, że nawet w połowie marca intensywne śnieżyce są zupełnie normalne. Nienormalne było to, że przez ostatnie kilkanaście lat mieliśmy nietypowo łagodne zimy”. Coś się autorowi zapomniało. Jeszcze większą sumę opadów śniegu mieliśmy na Podkarpaciu nie tak dawno, w 2010 roku! (już nie pamiętacie, jak drogowcom zabrakło wówczas soli?). Po śnieżnej zimie na przełomie maja i czerwca owego roku zatrzymał się nad regionem niż genueński, który doprowadził do powodzi (rozerwany wał w rejonie Sandomierza i Tarnobrzega)…takie są fakty, więc zimy w ostatnich kilkunastu latach nie były takie łagodne…zdarzają się jej mocne uderzenia rzadziej, ale jednak są i ten trend nadal będzie się utrzymywać, gdyż postępujący wzrost temperatury globalnej powoduje zwiększenie kondensacji wilgoci w atmosferze…

  11. Wacław

    No i co z tego że nie dotrzymano żadnych standardów, czy ktoś za to odpowie? Nie. Możemy sobie zaśpiewać ” nic się nie stało …” Nie dotrzymywanie standardów stało się już standardem dla władz Podkarpacia więc honor uratowany – jeden utrzymany.

  12. rodzic

    tiry rzadza na E4 zawsze w taka pogode

  13. ja

    Nie da się odśnieżyć „na zaś” …

    • kik

      „Na zaś” oczywiście nie da się, ale dzisiaj w centrum miasta była tragedia. Trudno przejechać, na ulicach zwały śniegu, ogromne trudności z parkowaniem, niektóre miejsca parkingowe dla niepełnosprawnych nie były odśnieżone. PRZYPOMINAM, śnieg przestał padać w piątek wieczorem. Na przygotowanie miasta była cała sobota i niedziela. (OCZYWIŚCIE przed Ratuszem śnieg pozamiatany).

  14. Mieszkaniec

    Drogowcy dali ciała to fakt, ale sami kierowcy zachowywali się jak dzieci.
    Wjedżali na skrzyżowanie widząc ze nie da się go opuścić, zastawiali inne kierunki jazdy.

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.