Drugie podejście Zaklikowa do mieszczaństwa

Wicewojewoda Alicja Wosik, popierając wniosek Zaklikowa zwróciła uwagę na charakterystyczny dla miasteczek rynek otoczony siecią uliczek. Fot. Jerzy Mielniczuk

ZAKLIKÓW, STALOWA WOLA. Okroili przyszłe granice do niezbędnego minimum i mają pełne prawo oczekiwać, że minister Michał Boni ich wniosku nie odrzuci.

Wojewoda Podkarpacki wesprze starania Zaklikowa o nadanie praw miejskich. Wesprze po raz drugi, bo w ubiegłym roku uczyniła to po raz pierwszy. Mimo pozytywnej opinii z Urzędu Wojewódzkiego, tamten wniosek został odrzucony w Ministerstwie Administracji i Cyfryzacji. Zaklików chciał być za dużym miastem. Teraz zaklikowianie poskromili apetyty terytorialne i z mniejszą mapą jadą do stolicy po pewne mieszczaństwo. Decyzja zapadnie pod koniec roku.

Zaklikowiacy składając wniosek do MAiC objęli granicami przyszłego miasta obszar prawie całej obecnej wsi z przyległościami. Urbaniści z MAiC uznali, że tak szerokie granice nie pozwolą właściwie rozwinąć się młodemu miastu i wniosek odrzucili. Całą procedurę trzeba było zacząć od nowa.

Akt historycznej sprawiedliwości
Największym problemem było oczywiście ponowne ustalenie granic. Objęto nimi tylko 1141 ha, czyli prawie czterokrotnie mniej, niż w wersji z 2012 r. W granicach przyszłego miasta nie ma prawie lasów, które mogłyby stanowić w przyszłości dobre tereny budowlane, ale wniosek ma bardzo realne szanse na powodzenie. Ciekawostką może być to, że w zimowym referendum przeciwko staraniom o prawa miejskie opowiedziało się ok. 20 proc. mieszkańców gminy, którym chciało się wziąć udział w konsultacjach. Frekwencja była bardziej niż mizerna. Swoje zdanie na temat ewentualnego mieszczaństwa wyraziło mniej niż 20 proc. uprawnionych. To rzadko spotykana sytuacja, by przyszłość była obojętna czterem z pięciu mieszkańców.

A prawa miejskie Zaklikowowi należą się chociażby z racji sprawiedliwości historycznej. Powstawał prawie 450 lat temu jako miasto i prawa grodzkie miał do 1869 r., tracąc je za sprzymierzanie powstańcom. Większość innych miast, które podobnie jak Zaklików utraciły wtedy prawa do mieszczaństwa, dawno je odzyskała. Wieś nad Sanną nie zabiegała o to wcześniej. Zaklikowiacy i tak uważają się za mieszczan, a że wójt nie jest burmistrzem, to sprawa drugorzędna. Wielu obawiało się obawia dalej, że z mieszczaństwem przyjdą wyższe podatki, a niektórzy, jak chociażby nauczyciele, utracą „dodatki wiejskie”. Tymi niepotrzebnymi obawami tłumaczy się wspomnianą słabą frekwencję w konsultacjach społecznych. Inną sprawą jest, że władze gminy nie robią prawie nic, by mieszkańcom wytłumaczyć, że na miejskości Zaklikowa nic nie stracą, a zyskają chociażby splendor.

Wieś ma wszystko, co powinno mieć miasto
Zaklików ma wszystko, co potrzebne jest miastu. Ma przede wszystkim wystarczającą liczbę mieszkańców, która dla innych starających się o mieszczaństwo wsi, jest najczęstszą przeszkodą. Z blisko 2. tys. mieszkańców miałby miejsce w miastach małych, ale nie najmniejszych, bo nawet w naszym regionie są od niego dwukrotnie mniejsze. Stałby się drugim miastem w powiecie stalowowolskim i to miastem o najstarszym rodowodzie. No i ma „rynek charakterystyczny dla przestrzeni miejskich”, czego nie ma dużo większa i powiatowa Stalowa Wola. Cała operacja ewentualnej zmiany tablic, pieczęci i niektórych dokumentów, nie powinna – zdaniem wnioskujących – kosztować więcej niż 20 tys. zł.

Jerzy Mielniczuk

do “Drugie podejście Zaklikowa do mieszczaństwa”

  1. miro

    Panie Redaktorze, wyczytałem w Wikipedii że Zaklików liczy 3000 mieszkańców . Niby niewiele, ale w porównaniu do 2000 to stanowi dużą różnicę. Gdzie Pan podział 1/3 mieszkańców???

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.