Dwa lata za zabicie sąsiada

Zamordowany Wacław Kumięga

RZESZÓW, SIEDLISKA BOGUSZ. Drewnianą maczugą roztrzaskał mu czaszkę.

Dwa lata wiezienia i wypłata po 2 tys. zł na rzecz bliskich zabitego – taki wyrok w poniedziałek (6 bm.) wydał Sąd Okręgowy w Rzeszowie wobec Jana P. (61 l.) ze wsi Siedliska Bogusz, który rok temu drewnianą maczugą roztrzaskał sąsiadowi czaszkę. Prokuratura Rejonowa w Dębicy żądała dla niego 4 lat pozbawienia wolności i wypłaty pokrzywdzonym po 20 tys. zł. Możliwe, że w takiej sytuacji śledczy złożą apelację.

Do tragedii doszło 11 grudnia ub. r. w Siedliskach Bogusz (gm. Brzostek). – Tego dnia byliśmy z mężem i sąsiadem w Jaśle na jarmarku – wspomina pani Kumięga. – Do domu przyjechaliśmy koło południa. Mąż zauważył, że na naszym polu wałęsają się psy sąsiada. Poszedł zobaczyć, co się tam dzieje. Ja z zakupami poszłam do domu – dodaje.

Twarz miał siną, a w uchu pełno krwi

69-letni Wacław Kumięga na swojej posesji zauważył trzech mężczyzn. To 60-letni Jan P., jego syn Marcin (25 l.) i ich znajomy Stanisława G. (52 l.). Wycinali gałęzie z przydrożnych drzew rosnących na posesji Kumięgów. Mężczyzna próbował ich przegonić. Doszło do ostrej wymiany zdań. Później Jan P. z niewiadomych przyczyn złapał drewnianą pałę i uderzył sąsiada w głowę. Ten stracił przytomność i bezwładnie upadł na ziemię.

- Zaniepokoiło mnie, że mąż długo nie wraca, dlatego poszłam zobaczyć co tam się dzieje. To, co zobaczyłam było straszne. Wacław w zakrwawionej kurtce siedział na drzewie – szlocha pani Zofia. – Twarz miał siną, a w uchu pełno krwi. Wołałam go po imieniu, ale nie reagował. Głowę i ręce miał spuszczone w dół. Był zupełnie bezwładny. Jego już nie było.

Cios zadał drewnianym kołkiem

Kobieta zadzwoniła po syna Roberta i sąsiada. Ci uradzili, że natychmiast trzeba wezwać pogotowie. Zaraz potem przyjeżdża karetka. Dwa radiowozy z policjantami czekają już na przystanku w Zawadce Brzosteckiej. Sanitariusze za pomocą specjalnego krzesełka wkładają Kumięgę do karetki. Lekarz stwierdza ciężki stan. Na tyle poważny, że zamiast do szpitala w Dębicy, mężczyznę wiozą do Tarnowa. Tam od razu przeprowadzili operację.

Krwiak mózgu był jednak zbyt rozległy. Mężczyzna nie odzyskał już przytomności i 3 stycznia zmarł. Do zabicia sąsiada przyznaje się Jan P. Twierdzi, że cios zadał drewnianym kołkiem. Za ciężkie uszkodzenie ciała i nieumyślne spowodowanie śmierci grozi do 12 lat więzienia. Został aresztowany, ale ze względu na stan zdrowia sąd wypuścił go na wolność. Po trwającym prawie rok postępowaniu sąd skazał go na dwa lata wiezienia.

Paweł Galek

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.