Dwaj młodzi ludzie zginęli pod pociągiem

Do tragedii doszło obok nieczynnego budynku stacyjnego. Gdyby do wypadku doszło na tym niestrzeżonym przejeździe, sytuację można byłoby zrozumieć, ale pociąg przed przejazdem zdążył już wyhamować. Fot. Jerzy Mielniczuk

NISKO. Policja szuka tajemniczego świadka tragicznego wypadku.

W piątek, kilka minut po godz. 21., pociąg pospieszny z Warszawy wyruszył z Niska. Za dwie godziny miał wjeżdżać na dworzec w Przemyślu. Nie przejechał nawet 3. km., gdy na stacji w Podwolinie, skład zatrzymał się na prawie dwie godziny. Pod kołami lokomotywy zginęło dwóch młodych mężczyzn.

Policji prawdopodobnie nigdy nie uda się odtworzyć ostatnich chwil życia 20-latka i o rok starszego jego kolegi.

Chyba, że mundurowi odnajdą znajomego zmarłych. Tajemniczy młody mężczyzna był widziany na peronie w Podwolinie w chwili wypadku. Gdy przy torach zaczęła się powypadkowa krzątanina, młodzieniec zniknął.

Próbowali przebiec przez tory, czy celowo weszli?

Ofiary wypadku to mieszkańcy sąsiedniego osiedla. Pociągi pospieszne nie zatrzymują się w Podwolinie. Na osiedlowej stacji nie ma nawet kas, a poczekalnię zastępują dziurawe wiaty. W ciągu doby zatrzymują się tam tylko trzy pociągi jadące po trasie do Przeworska. Nie jest możliwe, by młodzieńcy pomylili pociągi i zamiast przed „leniwym” regionalnym, próbowali przeskoczyć przez tory przed składem pospiesznym. Być może jeden z nich wszedł na tory, a kolega próbował go powstrzymać? Tę wersję powtarzają ich koledzy, co może wskazywać, że szamotaninę na torach przed nadjeżdżającym pociągiem, widział ktoś jeszcze.

Lokomotywa uderzyła ich na wysokości peronowej wiaty. Prowadzący skład zauważył ludzi na torach i zaczął hamowanie. Nawet w lecie by się to nie udało, nie mówiąc o zimowych warunkach. Na świeżym śniegu, który zasypał tory, pojawiły się wielkie plamy krwi, na długości ok. 50 m. Policjanci zbadali trzeźwość obsługi pociągu, wykonali dokumentację fotograficzną i to było wszystko, co się w takich sytuacjach robi. Syreny karetek ściągnęły na stację mieszkańców osiedla. Gdy po przeszło 100. min. przymusowego postoju pociąg odjeżdżał w kierunku Przemyśla, na peronie już paliły się znicze przyniesione przez kolegów.

Jerzy Mielniczuk

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.