Działacze: – Nie my nawarzyliśmy piwa

Mateusz Kantor to nie jedyny piłkarz Stali, który w piątek nie zgodził się na proponowaną przez działaczy zmianę wynagrodzeń. Fot. Wit Hadło

II LIGA. Nie wszyscy zawodnicy Stali Stalowa Wola zgodzili się na zmianę wynagrodzeń.

Piątkowe spotkanie działaczy Stali z piłkarzami w sprawie renegocjacji umów nie przyniosło rozstrzygnięcia. Kilku zawodników nie zgodziło się na zamrożenie 40 procent wynagrodzeń, ale sprawa nie jest definitywnie zamknięta. – W tym tygodniu piłkarze powinni się określić – mówi Mariusz Szymański, członek rady nadzorczej Stali.

W “Stalówce” są tacy jak Michał Czarny, który przyjął propozycję działaczy oraz tacy, jak Krystian Getinger, Bartłomiej Dydo czy Mateusz Kantor. Dla nich kontrakt jest świętością i słabsze wyniki zespołu nie mogą stanowić pretekstu, by w niego ingerować.

Kasę dostaną w czerwcu
Zawodników przyjmował w gabinecie Bronisław Żak, prezes piłkarskiej spółki i firmy Wodex, głównego sponsora klubu. To właśnie Wodex ma zamrozić pensje i oddać drużynie, gdy ta utrzyma się w II lidze. – Zawodnicy mają wykonać plan minimum. Stać ich na to, więc w czerwcu pieniądze trafią na ich konta. Wiem, że jeśli ktoś umawia się z pracodawcą na określoną kwotę, a potem dokonuje się zmiany w umowie, to ma prawo być poirytowany. Szkopuł w tym, że jedna strona nie wywiązała się ze swoich zobowiązań, bo zespół miał na półmetku zająć miejsca 1-8. Nie my nawarzyliśmy tego piwa – odpowiada piłkarzom Mariusz Szymański. Przyznaje, że wszyscy w klubie są zmęczeni zaistniałą sytuacją i uspokaja, że jeszcze nikt nie postawił sprawy na ostrzu noża. Szymański nie wierzy w czarny scenariusz. – Myślę, że gdy większość niezdecydowanych raz jeszcze “prześpi się” z tematem, zgodzi się pozostać w Stali.

Będzie większa dyscyplina?
Dla zawodników na dorobku, młodych, niezmuszonych do utrzymywania rodziny, zamrożenie wynagrodzeń nie stanowi takiego problemu jak choćby dla Przemysława Żmudy. Były obrońca Motoru Lublin ma żonę i dzieci, więc trudno się dziwić, iż zastanawia się nad przyjęciem nowych warunków. Działacze przekonują, iż rozumieją problem, ale drużyna nie dała im wyboru. – Musimy ratować sezon, wprowadzić większą dyscyplinę – tłumaczy Szymański. A prezes Żak dopowiada. – Gdyby zespół był w innym miejscu, dziś nie rozmawialibyśmy o pieniądzach. Na koniec podaje liczby i okazuje się, że na wynagrodzenie piłkarzy klub wydaje miesięcznie 70 tysięcy zł.

Trener Mirosław Kalita nie chce zabierać głosu w dyskusji. – Pewne jest jedno: potrzebujemy wzmocnień. W sobotę zakończyliśmy okres roztrenowania, zawodnicy otrzymali do domu zestaw ćwiczeń. Spotykamy się po urlopach 7 stycznia, mam nadzieję, że w szerokim gronie – skwitował.

Tomasz Szeliga

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.