Dzieci na bruk, rodzice na ulice

– Według danych rodziców, w ciągu najbliższych lat do przedszkoli pójdzie więcej dzieci. Fot. Bogdan Myśliwiec

Nieudolność rządu i brak jakiejkolwiek troski o rodzinę zmusza samorządy do zamykania już nie tylko małych szkół i przedszkoli, ale nawet tych, do których trudno się dostać!

Przedszkolaki płaczą, choć nie do końca wiedzą o co chodzi. Uczniowie podstawówek boją się, że będą mieli daleko do szkoły i stracą kolegów. Gimnazjaliści nie godzą się na zamknięcie „ich” szkół, a rodzice w desperacji zbierają podpisy, organizują zebrania, pikietują i wołają o pomstę do nieba dla tych, którzy krzywdzą ich dzieci. Tak masowej akcji zamykania placówek edukacyjnych jeszcze w Polsce nie było.

Ważne miały być dzieci. Ważna miała być rodzina i ważny miał być głos obywateli. Miały, ale nie są. Rząd przez swoją politykę, w której człowiek zdaje się być najmniej istotnym elementem doprowadził do masowego zamykania szkół i przedszkoli. Za nic ma też inicjatywę obywatelską, pod którą podpisało się 300 tysięcy osób przeciwnych posyłaniu 6-latków do szkół.

Brakuje milionów

Decyzje samorządów o zamykaniu szkół i przedszkoli wymuszone są błędną polityką rządu – uważają politycy Solidarnej Polski. Tego samego zdania są politycy Prawa i Sprawiedliwości. Ci pierwsi zaproponowali poprawkę do budżetu w wysokości 930 mln zł na pomoc gminom w utrzymaniu placówek, PiS wyliczył, że samorządom należy przekazać dodatkowe pół miliarda złotych, żeby mogły utrzymać dotychczasową sieć szkół. Pieniędzy jednak jak na razie nie ma, ani nawet nie wiadomo skąd je wziąć.

- Gminy są przyparte do muru trudną sytuacją finansową, brakiem pomocy ze strony rządu i niżem demograficznym. I podejmują trudne decyzje o zamykaniu placówek oświatowych. Nie stać nas już na dokładanie do oświaty. Budżetowa subwencja jest za niska i nie uwzględnia podwyżek dla nauczycieli, rząd nie deklaruje też zmian w Karcie nauczyciela – wylicza prezydent Tarnobrzega Norbert Mastalerz cytując prezydenta Poznania Ryszarda Grobelnego.

- I Tarnobrzeg nie jest wyjątkiem, wyspą szczęśliwości na oceanie bryndzy finansowej samorządów, których nie stać na dopłaty do oświaty.

Dlaczego my?

Władze Tarnobrzega, podobnie jak włodarze innych miast przygotowały już propozycję zmian w samorządowej oświacie. Gdy tylko informacje o tym, które placówki mogą pójść do odstrzału trafiły do rodziców, rozpoczęły się protesty.

- Dlaczego my? Dlaczego nasze dzieci, skoro do naszego przedszkola jest więcej chętnych niż miejsc? – pytają nie kryjąc złości rodzice. – Kto nas wytypował?! Czym się kierował?
W Tarnobrzegu od dwóch tygodni rodzice dzieci, które od 1 września mogą być zmuszone do zmiany placówek, zbierają podpisy przeciwko takiej decyzji, organizują spotkania, studiują dane Głównego Urzędu Statystycznego.

- Z aktualnych danych GUS wynika, że w Tarnobrzegu w ciągu najbliższych dwóch lat potrzebnych będzie więcej miejsc w przedszkolach niż teraz, bo właśnie dzieci z wyżu z lat 80. zaczynają rodzić dzieci – mówił ojciec dziecka uczęszczającego do Przedszkola nr 7 w Tarnobrzegu. – Gdzie zmieścicie te dzieci, skoro już nasze mają zostać upchane do innych placówek. Zgodnie z prawem dziecko przedszkolne ma prawo do 2,4 metra kwadratowego powierzchni sali!

Nie ma dobrych rozwiązań

Anna Czaplińska, naczelnik tarnobrzeskiego magistratu odpowiedzialna za szkolnictwo nie kryje, że przy likwidowaniu placówek nie ma dobrych rozwiązań. – Gdybyśmy zaproponowali inne placówki, też przyszliby do nas oburzeni rodzice. Widzielibyśmy tylko inne twarze. Tarnobrzega nie stać na 14, ale na 12 przedszkoli.

- Nie godzimy się na zamknięcie placówek, które są oblegane, w których pracują wspaniali nauczyciele, a dzieci doskonale się rozwijają! Nie jesteśmy jakąś opustoszałą placówką na skraju miasta! Tu jest się trudno dostać i takie przedszkole się zamyka?! – grzmią rodzice.
A pani naczelnik przyznaje, że wszystkie przedszkola w mieście przygotowują dzieci na takim samym, wysokim poziomie. Nie ma przedszkoli lepszych, czy gorszych.

Rodzice walczą, rząd manipuluje

Samorządowcy zbierają cięgi za decyzje rządu, a ten nie tylko nie wyciąga do nich pomocnej ręki, ale po kryjomu próbuje zablokować jedną z największych inicjatyw rodziców, którzy sprzeciwiają się posłaniu 6-latków do szkół w roku 2014.

Od 6. grudnia ubiegłego roku w tzw. „zamrażalce” sejmowej leży projekt inicjatywy obywatelskiej pod, którym podpisało się aż 300 tysięcy osób. Razem z nim czeka na realizację identyczny projekt Klubu Parlamentarnego Prawo i Sprawiedliwość.
Projekt rządowy jedynie odsuwający powyższy obowiązek do 2014 r. doczekał się już drugiego czytania.

- Pozbawienie możliwości tworzenia dobrego prawa z inicjatywy społecznej i opozycji, zawęża prace do jednego projektu – uważa poseł PIS Sławomir Kłoosowski – Pani marszałek Kopacz lekceważy inicjatywę obywatelską i powinna w tej sprawie zabrać głos.

- Od 6 grudnia ubiegłego roku czeka w sejmie również projekt ustawy KP PiS, w którym proponujemy przywrócenie veta kuratora w spawie zamykania szkół. W tej chwili samorządy terytorialne do końca lutego br. mają obowiązek podejmowania uchwał likwidacyjnych szkół. Swoją bezczynnością pani marszałek Kopacz sprzyja likwidacjom. Jeśli podda nasz projekt pod procedowanie na przełomie kwietnia i maja, będzie już za późno

Znów runą mury

Wielu z nas pamięta szkoły 1000-latki, które w ciągu kilku lat urosły w całym kraju jak grzyby po deszczu i wypełniły się młodzieżą. W roku ubiegłym w kraju zamkniętych zostało około 300 małych szkół, w tym przewidziane jest zamknięcie około 800. Historia zatoczyła koło. Kierunek, w którym jednak zmierza nie napawa optymizmem.

Małgorzata Rokoszewska

do “Dzieci na bruk, rodzice na ulice”

  1. hk

    Szkoły zamykają,dzieci ubywa aaaaaaaa liczba nauczycieli rośnie!!!Oto Polska właśnie.
    A jeżeli do szkoły chodzi 40 dzieci to przeliczcie sobie koszty jej utrzymania—a potem wrzeszcie!
    Nie lepiej by gimbus dzieci dowoził do innej placówki???U nas tak jest i nikt nie narzeka…

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.