Dzieci zabijane są w domach

Fot. Archiwum

Maluchy są bite, katowane i mordowane bo wychowują je niedojrzali rodzice, a otoczenie zwykle udaje, że nie widzi co się dzieje.

Malutka Madzia z Sosnowca została porzucona na rumowisku. Konającego Szymka z Będzina rodzice wrzucili do stawu w okolicach Cieszyna. Gabrysiowi z Morąga wyrodna matka najpierw owinęła główkę plastikowym workiem, potem dusiła go poduszką, a następnie podpaliła jego ciało, by na koniec zagrzebać je w wersalce. Te wstrząsające zbrodnie miały miejsce w odstępie kilkunastu ostatnich miesięcy. Choć wielu z nas poruszyły one do głębi, wciąż nie poznaliśmy odpowiedzi na pytanie: Dlaczego niemal na naszych oczach giną dzieci? Kto zawiódł oprócz rodziców? Państwo, jego instytucje, a może my sami?

- Nałożyłam synkowi plastikowy worek na głowę i go dusiłam. Potem dla pewności jeszcze przytrzymałam go poduszką. Martwe ciało owinęłam w koc, włożyłam do wanny i podpaliłam. Kiedy zdałam sobie sprawę, że swąd spalenizny mogą wyczuć sąsiedzi, zalałam zwłoki wodą, zapakowałam je do plastikowego worka i wrzuciłam do wersalki – takie zeznania złożyła Magdalena R., matka Gabrysia, którego zamordowała w lutym tego roku.

W czym przeszkadzało jej niewinne dziecko? W pracy. Magdalena R., jest bowiem prostytutką i często z klientami spotykała się we własnym domu. Zostawiała też synka na długie godziny samego. Sąsiedzi zauważyli, że chłopczyk był zawsze dziwnie apatyczny i spokojny. Policja podejrzewa, że przez swoją opiekunkę notorycznie był odurzany narkotykami.

Ślepy MOPS i policja
Podobną gehennę przeszedł Szymek z Będzina – skatowany został wrzucony do stawu koło Cieszyna. Zanim policja ustaliła jego dane, minęło ponad dwa lata. W ramach zakrojonej na szeroką skalę akcji, funkcjonariusze dwukrotnie odwiedzili matkę chłopczyka. Za pierwszym razem wmówiła im, że dziecko przebywa w szpitalu, co jednak nie zostało sprawdzone. Za drugim pokazała wnuka, twierdząc, że to jej syn. Szymek pewnie do dziś pozostałby bezimiennym dzieckiem, gdyby nie donos jednego z sąsiadów. Po dwóch latach od znalezienia ciała, anonimowa osoba zadzwoniła do opieki społecznej. To był przełom. Przy okazji jednak ta sprawa pokazała, jak nieudolnie funkcjonują służby i instytucje odpowiedzialne za niesienie pomocy tym, którzy sami nie mogą się obronić. Pracownicy MOPS-u z Będzina mieli stały kontakt z rodziną Szymka. Mimo to, żaden z nich nie zauważył braku dziecka, choć matka regularnie pobierała zasiłek. O tym, jak nieprofesjonalnie zachowali się policjanci, było już wcześniej.

- Niewątpliwie funkcjonariusze w tej sprawie się nie popisali. Nie można jednak wszystkiego zwalać na policję. Nie żyjemy w takim państwie, gdzie dzielnicowy wie wszystko o każdym mieszkańcu podległego mu rejonu. Dużo można w tej sprawie zarzucić pracownikom opieki społecznej. Nie można tylko dawać pieniędzy na zapomogi. To nie rozwiązuje problemu ludzi, którzy nie potrafią poradzić sobie w życiu, a potem swoje frustracje przelewają na dzieci. Stąd biorą się później takie zbrodnie. Bardzo ciężko im zapobiec, bo dramat rozgrywa się z reguły w czterech ścianach domu. Szanse na to, że zdążymy zareagować rosną wtedy, gdy dostajemy sygnał od sąsiadów, znajomych, że w danej rodzinie dzieje się źle, że malec jest bity i krzywdzony. Takich przypadków jest jednak bardzo mało, bo ludzie nie chcą się wtrącać w sprawy innych, wolą udawać, że nic nie widzą – twierdzi proszący o anonimowość policjant.

Zbrodnia bez kary
Okoliczności śmierci obu chłopców z grubsza już są znane. W sprawie Madzi, która zmarła na skutek urazu głowy, wciąż jest dużo niejasności. Śledczym nadal nie udało się ustalić, w jaki sposób zginęła dziewczynka. Gra jaką prowadzą z nimi rodzice, a w szczególności matka dziewczynki, nie przyniosła postępów w sprawie. Wokół śmierci dziecka zrobił się ogromny show medialny, nic poza tym. Osoby, które przez swoją nieodpowiedzialność najpierw doprowadziły do śmierci dziecka, potem sugerując jego porwanie, wywołały akcję poszukiwawczą, do której zaangażowano ludzi, sprzęt i wielkie pieniądze, do dziś pozostają bezkarne.

Nie bądźmy tchórzami – reagujmy
Wszystkich nas niewątpliwie poruszyły opisane tutaj przypadki. Tragedią tych maluchów było to, że trafiły na nieodpowiedzialnych lub zdemoralizowanych rodziców, którzy nie radzili sobie w życiu. Dzieciom można było pomóc, ale zawiedli pracownicy opieki społecznej, a także najbliższe otoczenie. Sąsiedzi Gabrysia wiedzieli, że chłopczyk notorycznie przebywa sam w domu. Szymek był często bity, ale znajomi rodziny udawali, że tego nie dostrzegają. Ludzie woleli odwracać głowę, by nie zostać posądzonym o donosicielstwo. To jest jednak zwykłe tchórzostwo. Dlatego, gdy widzimy gdy dziecku dzieje się krzywda, gdy słyszymy jego płacz – reagujmy. Ci najmniejsi tego potrzebują, bo kto im może pomóc, gdy własna matka lub ojciec stają się ich katem i mordercą?

Piotr Pezdan

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.