Euro zaciśnie nam pasa?

Wzrost cen w sklepach to główny powód obaw przed przyjęciem waluty euro. Fot. Archiwum

KRAJ. Słowacy narzekają na wysokie ceny i małe zarobki we wspólnej walucie. Polacy wcześniej czy później również ją przyjmą. 

Świeżo upieczony przewodniczący Parlamentu Europejskiego Niemiec Martin Schulz wypalił ostatnio na unijnym szczycie w Brukseli, że Polska przyjmie wspólną walutę euro w 2015 roku. Mimo jego dobrych chęci jest to na razie mało realne, z czego cieszą się zwłaszcza biedniejsi i średnio zamożni Polacy. Boją się, że przejście na euro spowoduje wzrost cen podstawowych produktów jak chleb, warzywa czy cukier, co miało miejsce w takich krajach jak Włochy czy Słowacja.

Tęsknota za koroną

Prawie w każdych krajach, które przyjęły wspólną walutę, dawało się zauważyć widoczny wzrost cen w sklepach. Sprzyjał im tzw. mechanizm zaokrąglania cen, czyli jeśli przykładowy towar w przeliczeniu na euro miał kosztować 0,89 euro, to dostawał cenę 0,99. Dotyczyło to zwłaszcza produktów o niskich cenach. Na Słowacji sprytni handlarze zaczęli podwyższać ceny już na rok przed datą wejścia do strefy euro. Mleko, masło i cukier podrożały tam o 20 proc., a chleb o prawie połowę! Tym sposobem nie tylko uniknęli kar (za tego typu praktyki w momencie wprowadzania euro groziła kara nawet do 100 tysięcy euro), ale również zarobili na nowej walucie jeszcze przed jej przyjęciem! Co ciekawe na przełomie 2008 i 2009 roku, czyli w okresie przejścia na euro, ceny wzrosły tam jedynie o 0,6 proc.

Nie tylko ceny

Wzrost cen to nie jedyny powód narzekań Słowaków na euro. Straciła na niej również słowacka gospodarka, bo wysokie ceny zachęcały naszych południowych sąsiadów do robienia zakupów za granicą m.in. w Polsce. Przedsiębiorstwa musiały ograniczać produkcje i redukować zatrudnienie, a turyści dużo chętniej wybierali tańsze Tatry po stronie polskiej. Od czasu przyjęcia euro na Słowacji wzrosło też bezrobocie, z 9 do 13 proc.

Złotówka czy euro?

Czy to samo czeka Polaków? Według statystyk prawie połowę wydatków na zakupy przeznaczamy na produkty o wartości poniżej 8 zł i to właśnie one w wyniku zaokrągleń cen po wprowadzeniu euro wzrosną najbardziej, co przyznaje nawet raport Narodowego Banku Polskiego. Póki co nawet odległa perspektywa przyjęcia euro nie przeszkadza we wzroście cen. Podrożało niemal wszystko, zwłaszcza żywność, bilety komunikacyjne, paliwo i materiały budowlane. Na początku 2012 roku przeciętnego Kowalskiego z Podkarpacia stać dziś na mniej niż przed rokiem i trudno przypuszczać, by przyjęcie euro zmieniło tę sytuację na lepsze.

Arkadiusz Rogowski

do “Euro zaciśnie nam pasa?”

  1. Borjan

    byłem na słowacji jak mieli korony i byłem jak mają euro .różnica ogromna .Ceny poszły do góry i nas gdy nasi możnowładcy wprowadza euro też to czeka ..

  2. ROMAN

    no może nie zawsze- czasami baran przewodnik umie zabeczeć stosownym bekiem- wystarczy przykład baranów z Islandii – tam baran przewodnik zabeczał a barany go poparły tak że bankierzy salwowali się ucieczką i co a to że u nas o tym beczeniu cicho sza – boją się aby to beczenie nie rozeszło się dalej- ciekawe czy greckie barany też zabeczą jednym głosem bo im bacówki ściskają,

  3. BIDULA

    MY TO TAK JAK TE SLEPE BARANY . IDZIEMY ZA PRZEWODNIKIEM I NAWET NIE BECZYMY ZE PROWADZI NAS W ZLYM KIERUNKU!!! NO ALE BARANY PONOC TAKIE BARANIE SA!

  4. ROMAN

    no już nas przygotowują co- trzeba zasilić konta bankierów aby mogli sobie wypłacić stosowne premie z dziewięcioma zerami ?

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.