Falowanie i spadanie

PLUSLIGA. Kolejna strata punktu siatkarzy Asseco Resovii.

Resoviacy wciąż jeszcze nie grają siatkówki, na jaką ich stać i po porażce u siebie z Tytanem AZS Częstochowa teraz stracili kolejny punkt. – Ciężko było się nam odbudować po tej wpadce z Częstochową. Chyba nadal jesteśmy w małym dołku, ale najważniejsze, że wygraliśmy – stwierdził po meczu w Warszawie, najlepszy zawodnik spotkania Georg Grozer.

Gdyby nie świetna dyspozycja niemieckiego atakującego oraz Marko Bojicia, Asseco Resovia mogłaby z Warszawy wyjechać z niczym. Czarnogórski przyjmujący okazał się prawdziwym jokerem w grubej talii trenera Andrzeja Kowala. Do tej pory w PlusLidze nie miał praktycznie większych szans na pokazanie się, a w stolicy potwierdził swoje wysokie umiejętności. – Mamy czterech dobrych przyjmujących i nie jest możliwe, żeby wszyscy grali. Marko na pewno dostanie swoją szansę bo wiem jaki potencjał ma ten chłopak i jak może nam  pomóc – mówił jeszcze przed wyjazdem do Warszawy, szkoleniowiec Asseco Resovii nie sądząc, że tak szybko sięgnie po Czarnogórca (już w I secie, gdy zupełnie nie radził sobie Paul Lotman), a ten da tak dobrą zmianę.

Bojić aż do końcówki III seta w ataku miał 100 procentową skuteczność i rywale byli wobec jego bardzo dobrej gry zupełnie bezradni. – Cierpliwie czekałem na swoją szansę i cieszę się, że potrafiłem ją wykorzystać i pomóc zespołowi – mówił Bojić.

Nierówna gra
Gra Asseco Resovii w Warszawie była bardzo nierówna. Nasz zespół potrafił bardzo przekonywująco wygrywać, sety, by za chwilę spuścić z tonu i przegrywać po zaciętej walce. – To falowanie i spadania w naszym wykonaniu wynikało chyba w głównej mierze z zagrywki. Gdy zagrywaliśmy dobrze to wszystko zdecydowanie układało się po naszej myśli – mówi Wojciech Grzyb. – Na pewno takiemu zespołowi jak nasz nie przystoi tracić punktów i w pojedynkach z niżej notowanymi rywalami musimy grać tak, by na naszym koncie był komplet. Jednak w sytuacji w jakiej byliśmy w Warszawie, przegrywając 1-2 to zwycięstwo ma swoją wartość. Oczywiście nie ma też co wpadać w tego powodu w jakieś super zadowolenie – stwierdza środkowy Asseco Resovii. Grze zespołu z Rzeszowa ze spokojem przyglądał się prezes sponsora strategicznego firmy Asseco Poland, Adam Góral. – Widać, że zespół cały czas potrzebuje czasu, a przecież mistrzostwo Polski zdobywa się w play-offach, a nie teraz – mówił.

Niedosyt w Politechnice
Ekipa AZS Politechniki po raz kolejny urwała punkt potentatowi, ale po meczu warszawianie odczuwali spory niedosyt. – To nie jest tak, że zdobyliśmy punkt, a raczej straciliśmy dwa – mówi trener Radosław Panas i dodaje. – Przy odrobinie koncentracji i determinacji mogliśmy przechylić to spotkanie na swoją stronę, szczególnie w tie-breaku. Zespół z Rzeszowa ma zupełnie inne możliwości kadrowe niż my, szczególnie w kwestii rotacji, co pokazali w tym meczu. Moi chłopcy zagrali naprawdę dobry mecz, ale niestety czasem zbyt szybko spuszczali z tonu – mówi szkoleniowiec Politechniki, a kapitan zespołu ze stolicy, Marcin Nowak dodawał. – Mieliśmy rywali na widelcu, a nie potrafiliśmy ich dobić. Szkoda bo w poprzednim sezonie też nasze mecze z Resovią tak wyglądały.

Rafał Myśliwiec

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.