Ferenc, czyli jak by tu pomóc Podkulskiemu

Podkulski, czyli jak zablokować konkurencję

Ryszard Podkulski nie znosi konkurencji. Blokuje więc inwestycje tych, którzy mogą zagrozić jego monopolowi. Znajduje w tej sprawie wsparcie prezydenta Tadeusza Ferenca. To właśnie tym dwóm panom zawdzięczamy, że wciąż nie jest ukończona budowa Millenium Hall, a w miejscu po hotelu „Rzeszów” straszy „dziura Ferenca”.

Ryszard Podkulski zasłynął jako biznesmen, który najpierw buduje sklepy wielkopowierzchniowe, zarabia na nich miliony, a dopiero później stara się o ich zalegalizowanie przez prezydenta i grupę jego radnych z „Rozwoju Rzeszowa”. To jednak nie wszystko. Podkulski zasłynął też jako biznesmen, który nie pozwala na swobodne działanie innym przedsiębiorcom. Zawsze znajdzie sposób, żeby zablokować powstanie konkurencyjnych galerii handlowych. Nie bez przychylności prezydenta Ferenca.

To Podkulski zastopował Millenium Hall

Już od przynajmniej dwóch lat mogłaby działać galeria Millenium Hall, która powstaje obok skrzyżowania al. Rejtana i ul. Kopisty. Millenium Hall zostało pomyślane nie jako typowa galeria handlowa. Wyróżnikiem tego obiektu miała być oferta kulturalno-rekreacyjna, m.in. kinowy multipleks, a zwłaszcza duża sala widowiskowo-koncertowa. Inwestorem tego centrum był rzeszowski przedsiębiorca Bogdan Pawłowski.

Jeszcze na etapie przygotowywania inwestycji małą działkę na jej terenie podkupił Ryszard Podkulski. To już na wstępie spowodowało konieczność dostosowywania do takiej sytuacji przygotowywanego przez miasto planu zagospodarowania przestrzennego. Mimo tej nieprzewidzianej przeszkody inwestycja rozpoczęła się pod koniec 2006 r.

Jednak już po pół roku nad budową Millenium Hall zawisły czarne chmury. Jedną z przyczyn były działania Ryszarda Podkulskiego zmierzające do podważenia pozwolenia na budowę. Robił to właśnie dzięki posiadanej w środku inwestycji niewielkiej działce.

Roboty ruszyły ponownie dopiero po kilkumiesięcznej przerwie. Inwestycja nabierała ponownie tempa. Jednak problemy związane z działką Podkulskiego (jako sąsiad mógł komplikować proces uzyskiwania zamiennych pozwoleń na budowę) doprowadziły do tego, że Bogdan Pawłowski zmuszony był przyjąć Ryszarda Podkulskiego jako wspólnika z 40-procentowym udziałem w spółce Conres prowadzącej inwestycję.

Obietnice składane wówczas przez Podkulskiego o znacznym dofinansowaniu i przyspieszeniu budowy szybko okazały się pustymi hasłami. Co więcej, przedsiębiorca zaczął negatywnie wpływać na kształt samej inwestycji. Jeden z jego pierwszych pomysłów, od którego go jednak odwiedziono, to propozycja zastąpienia elewacji wykonanej z materiałów szlachetnych (narzuca to plan zagospodarowania)… ulubionym materiałem Podkulskiego – blachą. Nie jest już też tajemnicą, że Podkulski chciał m.in. usunąć z Millenium Hall multikino. W okresie gdy był wspólnikiem w inwestycji, doszło do rezygnacji z sali widowiskowej, zapowiadanej wcześniej jako „serce” całego obiektu. Wkrótce, zamiast pchnąć budowę do przodu, doprowadził też do… usunięcia z placu budowy wykonawców i rozwiązania umowy dotyczącej finansowania przez banki. Inwestycja więc stanęła. Potem, gdy sprawy potoczyły się po jego myśli, Podkulski odsprzedał swe udziały własnemu zięciowi.

Miasto straciło na działaniach Podkulskiego

Jaki sens miały takie działania? Okazuje się, że choć pozornie sensu nie miały, za takim podejściem stał inny plan. Plan uziemienia budowy Millenium Hall do czasu zbudowania przez Podkulskiego centrum w miejscu dawnego hotelu „Rzeszów”. Temu też służyć miałoby przeciąganie najemców z Millenium Hall do tamtej inwestycji. W rezultacie Millenium Hall ogołocone z najlepszych sklepów i funkcji kulturalnej stałoby się zwykłym, przeciętnym centrum handlowym, jakich Podkulski posiada w Rzeszowie już kilka. A prestiżową rolę, jaką miało w pierwotnym zamyśle spełniać Millenium Hall, przejąłby nowy obiekt Podkulskiego w centrum miasta. W ten niewątpliwie sprytny sposób Ryszard Podkulski zapobiegłby przełamaniu jego monopolu na rynku powierzchni handlowych w stolicy Podkarpacia. I tak naprawdę to o taką wysoką stawkę chodziło w jego działaniach.

Podkulski jako wspólnik pożyczył Conresowi 40 mln złotych, które spółka miała mu zwrócić dopiero po wybudowaniu galerii. Później wnioskował o upadłość Conresu, by definitywnie zablokować inwestycję. W razie upadłości na rozgrzebaną budowę na rok lub dwa wkroczyłby syndyk. Jednak sąd nie spełnił pragnienia Podkulskiego.

Majątek Millenium Hall został zlicytowany przez komornika. Nowym inwestorem została spółka Develop Investment należąca do Marty Półtorak. Wśród wierzycieli wymienionych w czasie licytacji nie było Ryszarda Podkulskiego. Nie odzyskał więc utopionej w inwestycji kwoty – ok. 50 mln złotych.

Budowa rozpoczęła się na nowo. Galeria ma być otwarta za rok. Z powodu zastopowania inwestycji wywołanego przez Podkulskiego Millenium Hall ma być mniejsze. Zamiast 135 tysięcy mkw. powierzchni całkowitej będzie mieć 110 tysięcy mkw. Traci na tym budżet miasta. Jak?

Gdyby Millenium Hall zostało otwarte dwa lata temu (czyli pod koniec 2008 r. jak zakładano) w pierwotnej wersji, wpływy dla miasta z samego podatku od nieruchomości wyniosłyby w tym czasie około 5,4 mln złotych. Wystarczy pomnożyć powierzchnię – 135 tys. mkw. przez kwotę podatku

- 20 zł rocznie od 1 mkw. w ciągu 2 lat. Dodając kwotę podatku z 2011 r., otrzymujemy 8,1 mln złotych.

Miasto straci więc przez działania Podkulskiego związane z Millenium Hall 8,1 mln złotych! Później, z powodu zmniejszenia powierzchni obiektu, do budżetu co roku będzie wpływać pół miliona złotych mniej! Nie wspominając już o tym, że rzeszowianie nadal muszą czekać na ukończenie budowy galerii, która przełamie monopol Podkulskiego.

„Dziura Ferenca”

Drugi przykład inwestycji skutecznie zablokowanej przez Ryszarda Podkulskiego to sprawa galerii w miejscu dawnego hotelu „Rzeszów”. Inwestorem centrum był Stanisław Kosoń i jego spółka „Semako” we współpracy z amerykańską firmą Cushman&Wakefield.

Już na początku, gdy Kosoń zaprezentował swoje plany i rozpoczął skupowanie niezbędnych gruntów od osób prywatnych, Podkulski próbował podkupić jedną z działek tuż przy hotelu „Rzeszów”. To mu się nie udało. Postarał się jednak, żeby stać się współwłaścicielem innych działek w tym rejonie na terenie inwestycji. To już mu się udało. Robił więc wszystko, żeby już na starcie zablokować i mieć wpływ na plany innego przedsiębiorcy.

W tamtym okresie (lata 2004 – 2006) przygotowywany był plan zagospodarowania przestrzennego dla rejonu wokół hotelu „Rzeszów”. Najwięcej wątpliwości mieli wtedy rzeszowscy radni, którzy zmienili zdanie dopiero wtedy, gdy z powodu ich nacisku inwestycję przejęła od Kosonia formalnie inna firma – fundusz Copernicus. To ona burzyła hotel „Rzeszów” i wykonywała inne przygotowania do inwestycji, ponosząc spore koszty.

Ogromnym utrudnieniem okazały się jednak problemy własnościowe z gruntami w rejonie hotelu. Kiedyś były wywłaszczane pod inny cel

- układ komunikacyjny. Teraz miały zostać sprzedane pod centrum handlowe. Miasto miało problem z ich sprzedażą, bo dawały o sobie znać roszczenia spadkobierców.

Tę sytuację wykorzystał Ryszard Podkulski. Dzięki powiązaniom w Urzędzie Miasta jego prawnicy znaleźli adresy spadkobierców. Potem do każdego z nich jeździł sam Podkulski lub wysyłał swoich prawników. Po co? Aby chociaż od niektórych odkupić za niewielkie pieniądze prawa pierwszeństwa nabycia gruntu. Wszystko po to, żeby mieć wpływ na inwestycję innego przedsiębiorstwa, która mogłaby zagrozić Jego monopolowi na rynku galerii handlowych w Rzeszowie.

Z powodu pojawiających się roszczeń spadkobierców nie dało się przeprowadzić przetargu na zwarty teren potrzebny pod budowę.

W rezultacie inwestor zaproponował miastu dzierżawę terenu i przejęcie na siebie ewentualnych zobowiązań wobec spadkobierców. Władze miasta nie chciały o tym jednak nawet słyszeć! Czy dlatego, że nie skorzystałby na tym Podkulski?

Wsparcie z ratusza poszło jednak dalej. Co zrobił Ferenc, żeby pomóc Podkulskiemu? Zdecydował się sprzedawać teren wokół hotelu po kawałku. To w automatyczny sposób dawało Podkulskiemu fory. To oczywiste, że łatwiej podkupić kawałek gruntu, niż walczyć w przetargu o cały teren.

W końcu w maju 2008 r. Kosoń był zmuszony porozumieć się z Podkulskim. I to należąca do Podkulskiego spółka „Victoria” kupiła pierwszy wystawiony na przetarg fragment terenu. A ówczesny inwestor i pomysłodawca wybudowania dużego centrum handlowego wraz z własnymi gruntami sprzedał też na rzecz Podkulskiego projekt inwestycji.

Później, gdy Podkulski miał nadal problem z nabyciem wszystkich potrzebnych działek, chciał, żeby miasto wydzierżawiło mu te tereny. Tym razem Ferenc nie powiedział kategorycznie „nie!” – jak wcześniej firmie „Semako”.

Przeciwnie, miejscy urzędnicy zaczęli przygotowywać specjalną uchwałę, która za zgodą radnych miała pozwolić na wydzierżawienie Ryszardowi Podkulskiemu brakujących działek na okres nawet 20 lat! To pozbawiłoby praw spadkobierców gruntów.

Na szczęście dzięki silnemu zaangażowaniu mediów udało się udaremnić ten sprytny plan Podkulskiego i Ferenca.

Reasumując, gdyby nie działania Podkulskiego, który zawsze mógł liczyć na wsparcie Ferenca, galeria w miejscu dawnego hotelu „Rzeszów” byłaby już gotowa jakieś dwa lata temu, a jej właścicielem byłby Kosoń, a nie Podkulski. Zamiast niej rzeszowianie mogą oglądać „dziurę Ferenca”.

Galeria ta, podobnie jak Millenium Hall, też ma mieć 135 tys. mkw. powierzchni. Gdyby została otwarta dwa lata temu, wpływy z podatku od nieruchomości do budżetu wyniosłyby w tym czasie także około 5,4 mln złotych! Tyle więc stracił budżet miasta z powodu działań Podkulskiego związanych z terenem wokół dawnego hotelu „Rzeszów”.

Zablokować Maylanda

Na Staromieściu francuska firma Mayland Real Estate chce budować kompleks handlowo-rozrywkowy Bella Dolina.

Firma zainwestowała już w zakup ponad 30 hektarów gruntu w rejonie ul. Lubelskiej i granicy z Trzebowniskiem. Brakuje jej niewielkich, ale kluczowych działek zajmujących trochę ponad 1 hektar terenu. Położone są w samym środku przyszłej inwestycji i należą do gminy miasta Rzeszów.

Mayland zwrócił się do miasta z propozycją zamiany gruntów. Firma oddałaby działki zarezerwowane w planie zagospodarowania przestrzennego pod drogi publiczne. Jak mówili przedstawiciele francuskiej firmy, miasto i tak musiałoby te tereny później wykupić.

Ratusz zgodził się na taką zamianę. Zostały nawet przygotowane odpowiednie uchwały, które dwukrotnie przegłosowali radni. Powstał także projekt porozumienia dotyczącego zamiany gruntów. Jednak prezydent Tadeusz Ferenc nie podpisał się pod nim. Dlaczego? Bo nagle zaczął głosić tezę, że działki potrzebne Maylandowi należy sprzedać w przetargu otwartym dla każdego. A więc jak zauważyli przedstawiciele Maylanda, bardzo łatwo znajdzie się ktoś, kto kupując taki fragment gruntu, zechce zablokować wielką inwestycję.

Ferenc miał więc za nic wcześniejsze ustalenia z inwestorem. Co takiego się stało, że prezydent rzekomo przychylny dla inwestycji na Staromieściu i deklarujący wszelką pomoc dla Maylanda nagle zmienia front i wystawia zagraniczną firmę do wiatru? A może chodzi tylko o to, że zagrożony nową inwestycją poczuł się ulubiony inwestor Ferenca – Ryszard Podkulski?

Na szczęście, po publikacjach prasowych i krytyce ze strony opozycji ratusz został zmuszony do powrotu do koncepcji zamiany z Maylandem. Jednak przygotowania do inwestycji opóźnią się przynajmniej o kilka miesięcy.

Jak widać, żadna firma, która chce inwestować w Rzeszowie – miejscowa lub zagraniczna – nie może być pewna, że urzędujący prezydent nie złamie danej jej obietnicy, aby wesprzeć Podkulskiego. Czy coraz bardziej popularne w Rzeszowie powiedzenie „prezydent jednego inwestora” nie jest doskonałym opisem sytuacji, z jaką mamy do czynienia w naszym mieście?

Rafał Krajewski

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.