Firma się wycofała, rządowa dotacja przepadła

Chore prawo uderza w budowę autostrad, ale także w lokalne inwestycje. Fot. Autor

KOLBUSZOWA. Przez chore prawo nie wybudowano mostu w Porębach Dymarskich.

O tym, że ustawa o zamówieniach publicznych jest wadliwa, wiadomo nie od dziś. Przetargi wygrywają ci, którzy są najtańsi. Tylko, że potem, albo rezygnują z inwestycji, albo plajtują, zostawiając na lodzie zleceniodawcę i podwykonawców. Doskonale widać to choćby na placach budowy autostrad. Ale nie tylko tam… Przez nieżyciowe prawo mostu z prawdziwego zdarzenia nie doczekali się mieszkańcy Porąb Dymarskich.

Most miał być zbudowany od podstaw na miejscu obecnej drewnianej przeprawy na drodze powiatowej w Porębach Dymarskich w stronę Płazówki. Co istotne, pojawiła się realna szansa na pozyskanie dotacji z 10-procentowej rezerwy Ministerstwa Infrastruktury.

Firma się wycofała, rządowa dotacja przepadła

Aby na to liczyć, trzeba było jednak najpierw wykonać stosowną dokumentację projektową. Kolbuszowskie starostwo ogłosiło więc przetarg. Zgodnie z prawem wygrała go firma, która przedstawiła najtańszą ofertę. I wydawało się, że wszystko pójdzie jak z płatka. Tymczasem wykonawca przysłał pismo do starostwa z informacją, że nie wykona zleconej dokumentacji, bo… napotyka na trudności. Umowa została zerwana.

Projektant co prawda zapłacił zleceniodawcy kary umowne, ale pieniądze z resortu przepadły i nowego mostu w Porębach Dymarskich, jak nie było, tak nie ma. Ale to nic w porównaniu z tym, co może jeszcze kolbuszowskie starostwo spotkać. – Trzeba w tej chwili bardzo uważać na przedsiębiorstwa, które wygrywają przetargi – mówi Waldemar Macheta, były wicestarosta, a obecnie radny powiatowy. – Niestety zaczął się okres upadłości firm.

- I nawet te duże, które realizują duże inwestycje drogowe, zlecane przez państwo, ogłaszają upadłość. W konsekwencji przerywane są inwestycje, „lecą” terminy i robią się problemy zwłaszcza przy rozliczaniu się z dotacji unijnych – dodaje Macheta. Starosta Józef Kardyś bezradnie rozkłada ręce – Nie da rady. Ustawa o zamówieniach publicznych blokuje wszystko. Musimy przyjąć najtańszą ofertę i tyle – krótko i dosadnie komentuje sytuację.

***

Narzekania na nieżyciową ustawę o zamówieniach publicznych słyszę od wielu, wielu lat. Zresztą nie tylko ja. Lamentom samorządowcom z zatroskaniem i wielkim skupieniem na twarzach przysłuchiwali się podkarpaccy parlamentarzyści, czego byłem świadkiem niejednokrotnie. Politycy wiele razy obiecywali, że zmienią ten chory system, że już na pewno będzie lepiej, tylko „musimy wygrać” I co? I nic. Obiecanki-cacanki…

Paweł Galek

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.