Chwilówki zejdą do podziemia?
Przeczytaj oryginalny post blogu
14-12-2016
12:17
Redaktor

RZESZÓW. Ministerstwo Sprawiedliwości szykuje zmiany w ustawie antylichwiarskiej. Przepisy zostaną zaostrzone. 

Niższe limity opłat i prowizji oraz nawet 5 lat więzienia za udzielanie niekorzystnych pożyczek. Takie zmiany w ustawie antylichwiarskiej mające chronić pożyczkobiorców chce wprowadzić Ministerstwo Sprawiedliwości. Konsekwencją planowanych zmian, jak spekulują specjaliści, może być upadek znacznej części firm pożyczkowych, które działają na rynku. Czy to oznacza, że rozkwitnie czarny rynek lichwiarski?

Choć znowelizowane przepisy ustawy antylichwiarskiej, które znacznie zaostrzyły przepisy dotyczące udzielania pożyczek obowiązują dopiero od marca br., Ministerstwo Sprawiedliwości już szykuje kolejne zmiany. Opublikowany niedawno projekt nowej ustawy zakłada, że opłaty i prowizje nie będą mogły przekraczać 10 proc. wartości pożyczki powiększonej o 10 proc. wartości zobowiązania za każdy rok trwania umowy, a całkowita suma kosztów nie będzie mogła przekraczać 75 proc. wartości pożyczki. Udzielanie niekorzystnych dla konsumentów pożyczek ma być zagrożone karą pozbawienia wolności od 3 miesięcy do 5 lat.

Zakwitnie czarny rynek pożyczek?
Resort sprawiedliwości tłumaczy, że zmiany mają na celu „zlikwidowanie patologii udzielania pożyczek o charakterze lichwiarskim”. Jednak sprawa nie jest tak oczywista. Cięcie limitów, jak podkreślają ekonomiści, może doprowadzić do tego, że część działających obecnie firm pożyczkowych, które oferują krótkoterminowe zobowiązania upadnie, bo w ich przypadku zmianie musiałyby ulec niemal wszystkie oferowane produkty. Problem mogą mieć również banki, bo część oferowanych przez nie kredytów gotówkowych trzeba będzie wycofać. Co wówczas? Jak wróżą specjaliści, wzorem innych państw może rozkwitnąć czarny rynek pożyczkowy, a usługi, które dotąd proponowałaby firmy pożyczkowe, trafią w ręce organizacji przestępczych.

KOMENTARZ
Andrzej Sadowski, ekonomista, prezydent Centrum im. Adam Smitha

Problem nie tkwi w zaostrzaniu przepisów, bo one są jednoznaczne i mają określone sankcje, ale w tym, że sądy w Polsce nie działają. Jeżeli nawet obywatel zostanie oszukany przez instytucje, które udzielają kredytów na podstawie kodeksu cywilnego, a nie prawa bankowego, to i tak nie znajdzie w przewidywalnym czasie ochrony przed polskimi sądami. Stąd samo zaostrzanie przepisów, w momencie gdy sądy nie działają, jest nic niewarte. Zamiast rozwiązać problem u źródła tworzy się pozory represyjnego prawa, pozornej ochrony, bo jak sądy nie działały przy słabszym prawie, to też nie będą działały przy bardziej zaostrzonym.

Jeżeli proponowane zmiany wejdą w życie, to bez wątpienia część tych usług na podstawie kodeksu cywilnego może zostać przejęta przez organizacje przestępcze, tak jak miało to miejsce w innych krajach. Skoro cześć ludzi wyklucza się ze względu na kryteria systemu bankowego jeżeli chodzi o możliwość udzielenia im kredytów, to korzystają z równoległego systemu legalnego działającego na podstawie kodeksu cywilnego. Oczywiście są tam instytucje, które oszukują i które nie respektują prawa, ale większość z nich działa w granicach prawa ratując ludzi w sytuacjach, kiedy tracą bieżąca płynność finansową. Natomiast teraz próba zwiększenia represji i restrykcji spowoduje, że część tego rynku może przejść w ręce organizacji przestępczych, gdzie sankcją za nieoddanie, tak jak to widzimy w innych krajach, jest przemoc fizyczna.

Katarzyna Szczyrek

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.