Forum

Personel największego szpitala w regionie chce odwołania dyrektora
sp_BlogLink Przeczytaj oryginalny post blogu
06-10-2019
21:24

RZESZÓW. - Żadnego zastraszania nigdy nie zauważyłem – mówi Stanisław Kruczek, członek zarządu woj. podkarpackiego, choć przyznaje, że dyrektor jest „szorstki, nawet w stosunku do mnie”.

Pracownicy Klinicznego Szpitala Wojewódzkiego nr 2 w dramatycznym liście otwartym zarzucają dyrektorowi zastraszanie i sprowadzenie go do poziomu szpitala powiatowego. Zarząd stanowczo odpiera atak. „Sytuacja w szpitalu jest dramatyczna. Ten największy szpital na Podkarpaciu nie leczy pacjentów i nie ratuje życia w zakresie w jakim mógłby to robić. Takie efekty przyniosły (...) dwa lata zarządzania oraz eksperymentów dyrektora Krzysztofa Bałaty – czytamy w liście z dnia 25 września, podpisanym przez lekarzy, pielęgniarki, położne, fizjoterapeutów, diagnostów laboratoryjnych, techników i pracowników obsługi i administracji.

Pracownicy piszą, że podejmowane są „decyzje o wstrzymaniu przyjmowania pacjentów na oddziały takie jak kardiochirurgia, neurochirurgia, chirurgia (zapowiedziane od października), czy też ograniczenie działania sal operacyjnych. Nie funkcjonuje urologia”. Utrzymują, że świadczenia lecznicze o mało dochodowym charakterze” zostały „wyeliminowane bądź zmarginalizowane”. Wszystko to po to, „by poprawić wynik finansowy Szpitala. To jest priorytet działania dyrektora Krzysztofa Bałaty. Został zatrudniony w tym celu, aby Szpital oddłużyć. Robi to zatem w najprostszy z możliwych sposobów – ograniczając dostęp obywateli do leczenia”. Dodają też, że szpital został już sprowadzony do roli  szpitala powiatowego.  A robi to „pan Krzysztof Bałata, nad którym parasol ochronny roztoczył pan Marszałek Władysław Ortyl. W imię osiągnięć finansowych ślepo popiera jednostronne i autorytarne działania pana dyrektora”.

W szpitalu strach, terror i donosicielstwo

Pracownicy skarżą się również na atmosferę pracy. „Cały personel został skutecznie zastraszony – od lekarzy poprzez pielęgniarki, diagnostów aż do pracowników obsługi. Żenującą metodą jest to, że także my, przedstawiciele kadry kierowniczej – ordynatorzy, oddziałowe, kierownicy – winniśmy przekazywać informacje o innych pracownikach. Nie bójmy się tego stwierdzenia - donosicielstwo to jeden ze sposobów zarządzania tą placówką. Kto donosi ma się dobrze i może liczyć na względy. Dla wybranych są także nagrody pieniężne – chociaż teoretycznie ich nie ma (jest program naprawczy, który wyklucza nagrody). W wyniku powyższych działań dyrektora Bałaty, doświadczona kadra lekarzy odeszła – pracują obecnie w prywatnych placówkach - Dyrektorowi nie zależało na ich zatrzymaniu. Zauważyć należy, że z wieloma „jeszcze pracującymi lekarzami” jest skłócony” piszą w liście. I dodają „Strach powoduje, że personel niejednokrotnie realizuje polecenia, które są niezgodne z przepisami prawa, standardami i wewnętrznymi procedurami – co w przypadku błędu grozi ogromnymi konsekwencjami”. Wspominają także, że niepokorni straszeni są „zwolnieniami”. „Dyrektor nie liczy się z nikim i żadna kontrola mu niestraszna. Po prostu nie zgadza się z wynikami kontroli, nie wykonuje zaleceń, nie obawia się konsekwencji”. „Dla niego nie liczy się poziom wykonywanych świadczeń zdrowotnych tylko wynik finansowy”.

List to anonim

Stanisław Kruczek, członek zarządu woj. podkarpackiego, odpowiedzialny za służbę zdrowia, mówi, że list, choć otwarty, jest anonimem, bo nikt się pod nim imiennie nie podpisał. Dziwi go dramatyzm zarzutów, bo jak mówi powołany po protestach z ubiegłego roku zespół monitorujący w szpitalu zbiera się systematycznie co kwartał. Są na nim wszystkie zainteresowane strony, obok marszałka i dyrekcji oraz kierowników klinik, przedstawiciele związków zawodowych reprezentujących wszystkie zawody medyczne. - Żadnego zastraszania nigdy nie zauważyłem - mówi, choć przyznaje, że dyrektor jest „szorstki, nawet w stosunku do mnie” - dodaje.

Wicemarszałek nie ukrywa, że szpital ma kłopoty kadrowe szczególnie jeżeli chodzi o anestezjologów i kardiologów. Tłumaczy to jednak otwarciem nowego szpitalnego oddziału ratunkowego w Jarosławiu i oddziału intensywnej opieki medycznej  w Łańcucie. - Trudno się dziwić, że lekarze wolą pracować za podobne wynagrodzenie, w mniej obciążonej pracą placówce - mówi.

Krzysztof Bałata, dyrektor KSW nr 2 w Rzeszowie, też stanowczo zaprzecza zarzutom.- Nieprawdą jest, że od kilkunastu miesięcy są wstrzymywane przyjęcia pacjentów i ograniczany jest zakres wykonywanych zabiegów czy udzielanych świadczeń – przekonuje. Podkreśla, że zdarza się, że czasowo ograniczane są planowane przyjęcia do oddziałów z powodu braku wolnych miejsc, że sytuacje dotyczą klinik neurochirurgii, chorób wewnętrznych, chirurgii ogólnej, gdzie przyjmowana jest duża liczba pacjentów w trybie pilnym z SOR. Odpiera również zarzut, że w szpitalu ograniczono świadczenia, które są niedochodowe. - Wszystkie rodzaje zabiegów specjalistycznych, które były wykonywane do tej pory nadal są wykonywane – zapewnia. Potwierdza też, że w szpitalu brakuje specjalistów.

Anna Moraniec