Forum

Sanockiemu szpitalowi grozi paraliż?
sp_BlogLink Przeczytaj oryginalny post blogu
02-10-2019
15:10

SANOK. Nie działają laboratoria, pacjenci odsyłani są do innych placówek.

Pracownicy laboratoriów diagnostycznych sanockiego szpitala dołączyli do ogólnopolskiego protestu. Wykorzystują zaległy urlop, biorą urlop na żądanie lub korzystają ze zwolnień lekarskich. Domagają się podwyżek obiecanych przez rząd. Do pracy nie przyszła prawie połowy kadry.

Protest rozpoczął się w poniedziałek, 1 października. Pacjenci, którzy stawili się na badania krwi lub rentgen zostawili odprawieni z kwitkiem. Wszystko przez braki w personelu, które sparaliżowały pracę laboratoriów. Na urlopach lub chorobowych jest prawie połowa z 90 diagnostów i laborantów zatrudnionych w sanockim szpitalu.

Z tego powodu wstrzymane są badania w Analityce, RTG i Mikrobiologii. Normalnym trybem wykonywane są badania pacjentów sanockiego szpitala przebywających na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym, Oddziale Intensywnej Terapii i osób przygotowywanych do zabiegów i operacji. Sytuacja utrzyma się co najmniej do najbliższej niedzieli.

Pacjenci odsyłani do innych placówek

Pacjenci, których w środę spotkaliśmy na szpitalnych korytarzach mimo niedogodności, z jakimi muszą się liczyć, wspierają protestujących pracowników. - Wykonują odpowiedzialną pracę, za którą należy im się odpowiednie wynagrodzenie. Osoby odpowiedzialne za obecną sytuację już dawno powinny zrobić z tym porządek. Wspieramy protest, bo rozumiemy trudną sytuację, szkoda tylko, że to my ponosimy konsekwencję czyichś nieodpowiedzialnych decyzji - powiedzieli nam.

W laboratoriach w sanockim szpitalu  zatrudnionych jest łącznie 32 osoby, do pracy w poniedziałek nie przyszło 18. - Musimy odsyłać pacjentów z kwitkiem, ale część z nich rozumie naszą sytuację i wspiera nasze działania - usłyszeliśmy od laborantek które stawiły się w pracy. 

Z 19 techników radiologii i radioterapii zatrudnionych w sanockim szpitalu w poniedziałek do pracy nie przyszło 10 osób. Z 20 fizjoterapeutów protest w tej formie poparło pięciu.

„Mamy dość”

Gabriela Bąk jest technikiem analityki medycznej. W zawodzie pracuje 39 lat. Ze wszystkimi dodatkami i stażowym na rękę zarabia 2,4 tysiąca złotych. Pensja zasadnicza to niewiele ponad najniższą krajową. - Żyje mi się bardzo ciężko. Koszty utrzymania rosną, a nasze pensje nie, ale jakoś musimy sobie radzić, bo w naszym regionie o pracę bardzo ciężko - mówi.

W podobnej sytuacji jest większość protestującego personelu. O podwyżkę płac walczą od dawna, ale kolejne rozmowy z kierownictwem szpitala nie przynoszą efektu i kończą się fiaskiem. - Ciągle słyszymy, że nie ma pieniędzy, a dysproporcja między naszymi zarobkami, a zarobkami pozostałego personelu w szpitalu jest naprawdę spora - zwraca uwagę Gabriela Bąk.

- Szpital to nie tylko lekarze. Chciałybyśmy aby dyrektor zauważył, że my też tu jesteśmy, że nasza praca ma duże znaczenia dla szpitala i ciągłości jego pracy. Badania wykonuje się przed każdym zabiegiem, to na ich podstawie lekarze stawiają diagnozy, to dzięki nam ciągłość pracy szpitala jest taka jaka być powinna - dodaje nasza rozmówczyni. 

„Rozważamy różne scenariusze”

Henryk Przybycień, dyrektor sanockiego szpitala nie znalazł dla nas w środę czasu. O sytuacji i planach kierownictwa placówki na kilka najbliższych dni powiedział nam Grzegorz Panek, zastępca dyrektora ds. administracyjnych SP ZOZ w Sanoku. - Mamy co prawda kłopoty z personelem, bo sporo osób jest na chorobowym i to utrudnia nam funkcjonowanie, ale niezbędne badania są wykonywane, więc wszystkie oddziały są zabezpieczone i funkcjonują normalnie - zapewnił nas Grzegorz Panek 

Na razie nie wiadomo, jak długo potrwa sytuacja. Na pewno do najbliższej niedzieli, bo wtedy kończy sią się urlopy i zwolnienia lekarskie. Mimo wszystko kierownictwo szpitala zabezpiecza się na wypadek, gdyby protest miał się przedłużyć. - Podejmujemy działania, aby zabezpieczyć się na przyszły tydzień, ale jest jeszcze zbyt wcześnie, aby mówić  o konkretach  zakończył- wicedyrektor Panek.

Martyna Sokołowska

02-10-2019
20:16
radek

Trudna sytuacja w opiece medycznej jest znana od wielu lat każdemu rządowi po 1989 roku. Żaden nie podjął się przeprowadzenia gruntownych zmian,każdy zajmował się klajstrowaniem aby dotrwać do wyborów. Nie inaczej czyni obecnie rządzący PiS, z tym,że w okresie ostatnich 4 lat sytuacją stała się bardzo dramatyczna,dla personelu i dla pacjentów. Prawie codziennie zamykane są w szpitalach na terenie kraju różne oddziały z powodu braku obsady lekarskiej czy pielęgniarskiej. Wielu ludzi nie wytrzymuje napięć wywoływanych nieumiejętną komunikacją władzy ze społeczeństwem i doszliśmy do tego,że codziennie samobójstwo popełnia 15 osób. Organizacja pracy SOR-ów to niewypał i koniecznym jest szybka zmiana zasad udzielania pomocy chorym w nagłej potrzebie. Prezes Kaczyński powiedział,że PiS na zmiany w opiece medycznej potrzebuje 3 lub 4 kadencji. Ponury to żart z ludzi.

03-10-2019
15:59
radek

Media informują jak bardo niekorzystna dla pacjentów jest sytuacja w służbie zdrowia. W Polsce brakuje do obsady 68 tysięcy lekarzy różnych specjalności. Mamy najniższą w Unii Europejskiej liczbę lekarzy na 1 tysiąc mieszkańców bo tylko dwóch. Byłoby jeszcze gorzej,gdyby lekarze z prawem do emerytury odeszli ze szpitali. W ostatnich 48 godzinach na terenie kraju zamknięto kolejne oddziały szpitalne /Mrągowo,Barlinek,Warszawa,Opole,Głubczyce,Wodzisław Śląski, Bielsko-Biała,Cieszyn,Zakopane/ Bez natychmiastowej zmiany,jutro zamykać będą kolejne oddziały na terenie kraju i tysiące chorych pozostanie bez opieki.Ludzie już umierają w kolejkach do specjalistów,na SOR-ach,teraz w domach i mieszkaniach.
Tylko rząd i większość sejmowa posiada opiekę medyczną, głównie w szpitalu MSWiA w Warszawie,który zbudowali ci,których pozbawiono świadczeń emerytalnych. Poprawa w opiece medycznej nie nastąpi z dnia na dzień ale pora najwyższa zakończyć partyjne spory i stworzyć zespół ekspertów do zaradzenia sytuacji.