Zmiana na stanowisku prezydenta miasta
Przeczytaj oryginalny post blogu
08-03-2012
11:43
Redaktor

TARNOBRZEG. Izabela Moskal na jeden dzień została prezydentem Tarnobrzega.

Na jeden dzień gabinet prezydenta Tarnobrzega zmienił swojego właściciela. Pani Izabela Moskal, która podczas tegorocznego finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy wylicytowała możliwość zasiadania w prezydenckim fotelu, mogła w środę od samego rana przekonać się jak wygląda praca prezydenta od „kuchni”.

Na początek Pani Izabela otrzymała ciepłe…

12-03-2012
10:16
Brzozów

Proponuję lekturę nt wyborów w BRZOZOWIE !!!!
"Cud nad urną
Polskie prawo tak skonstruowano, żeby maksymalnie utrudnić obywatelowi obalenie werdyktu komisji wyborczej, mimo popełnionych przez nią ewidentnych nieprawidłowości…
O wyniku wyborów decyduje czasem kilka(-naście) głosów. Dla liczących je spryciarzy pojawia się wówczas okazja do ustawienia końcowego rezultatu wedle życzeń politycznych sponsorów. Zwłaszcza w ośrodkach, gdzie lokalna sitwa potrafi perfekcyjnie majstrować przy urnie, a Temida jest faktycznie ślepa. Popatrzmy, jak przeprowadza się takie operacje, bo już za tydzień może dojść do zmasowanej powtórki…
Na stronie internetowej Państwowej Komisji Wyborczej „wisi” rezultat wyborów burmistrza i rady miasta Brzozowa (liczące sobie prawie 8 tys. mieszkańców miasto w woj. podkarpackim) przeprowadzonych 21 listopada 2010 r. w lokalu obwodowej komisji nr 2. Z komunikatu dowiadujemy się, że choć mieszkańcom tegoż obwodu wydano 1032 karty do głosowania, w urnie znaleziono ich 1040, czyli osiem więcej. Analiza wyników głosowania nie pozostawia cienia wątpliwości, że fakt cudownego rozmnożenia kart mógł mieć kapitalne znaczenie dla trzech kandydatów na radnych reprezentujących Komitet Wyborczy „Stowarzyszenie na rzecz rozwoju miasta i gminy Brzozów”, spośród których Andrzej Łach (otrzymał 103 głosy) i Wincenty Smoleń (95) załapali się na mandaty, a Stanisław Szałajko (94) pozostał za burtą. Komisja uznała jednak, że nic złego się nie stało, a komisarz wyborczy (pełnomocnik PKW, którego najważniejszym ustawowym zadaniem jest czuwanie nad przestrzeganiem prawa) Arkadiusz Trojanowski, na co dzień przewodniczący Wydziału II Karnego Sądu Okręgowego w Krośnie, stanowisko to przyklepał.
Do właściwego terytorialnie sądu w Krośnie wpłynęły dwa protesty przeciwko ważności wyborów. Złożyli je: rzeczony Szałajko (były działacz Samoobrony, obecnie przewodniczący Koła SLD w Brzozowie) żywotnie zainteresowany zaliczeniem mu choćby dwóch głosów więcej, oraz Małgorzata Chmiel (założycielka galerii sztuki ludowej, z listy PSL ubiegała się o stanowisko burmistrza i mandat radnego), której chodziło już tylko o przyzwoitość i sprawdzenie, czy faktycznie żyje w państwie prawa.
- Wystartowałam tylko dlatego, że prosiło mnie o to wielu mieszkańców. Radę miasta przegrałam zdecydowanie, bo choć na liście PSL zdobyłam najwięcej głosów, to uzyskała ona zaledwie 6 proc. poparcia i wszyscy kandydaci przepadli. W wyborach na burmistrza (nawiasem mówiąc nazajutrz po opublikowaniu nazwisk kandydatów „nieznani sprawcy” wymalowali mi dom wulgarnymi napisami) zdobyłam prawie 13 proc. Całkiem niezły wynik jeśli pamiętać, że nie prowadziłam żadnej kampanii, ponieważ opiekowałam się w tym czasie ciężko chorymi rodzicami. Składając protest nie liczyłam zatem na jakieś nagłe odwrócenie nastrojów wyborców, lecz o zwykłą praworządność. Jestem w wydziale cywilnym krośnieńskiego sądu ławnikiem, więc było to wręcz moim obowiązkiem – podkreśla pani Małgorzata.
***
Ustawa o ordynacji stanowi, że protest należy złożyć w ciągu dwóch tygodni od dnia wyborów i należy w nim sformułować zarzuty oraz przedstawić na ich poparcie dowody (ewentualnie wskazać źródła). Sprawa jest rozpatrywana przez trzech sędziów zawodowych według procedur kodeksu postępowania cywilnego, co oznacza m.in., że „sąd nie może wyrokować co do przedmiotu, który nie był objęty żądaniem” (art. 321 kpc). Dla ilustracji: jeśli powód żąda np. odszkodowania za bezpodstawne zwolnienie z pracy, sądowi nie wolno orzec w tym samym procesie rekompensaty za ujawniony „przy okazji” mobbing, choćby okazał się drastyczny i niewątpliwy.
W rozpatrywanym przypadku reguły prawne odegrały szczególną rolę, ponieważ:
* wniosek Szałajki sąd oddalił ze względów formalnych, bowiem występował jako pełnomocnik komitetu wyborczego, a nie załączył stosownego upoważnienia. – Całe szczęście, że tak się stało, bo z detalami opisał wszystkie manipulacje. Dużo o nich wiedział od przewodniczącego komisji nr 2 Marka W., którego komitet wyborczy Szałajki rekomendował. Gdyby oficjalnie stanęły na wokandzie, byłaby afera dla prokuratora. Wszyscy odetchnęli z ulgą, że dzięki niuansom proceduralnym udało się zamieść ją pod dywan – mówi „FiM” członek jednej z komisji kategorycznie odmawiając szczegółów, bo „to jest małe miasteczko i by mnie zagryźli”;
* protest pozostałej na placu boju Chmiel dotyczył tylko rady miejskiej, podczas gdy w toku postępowania wyszły na jaw skandaliczne okoliczności towarzyszące również wyborom na burmistrza, którymi sąd nie mógł się zajmować choćby i nawet bardzo chciał, a na złożenie drugiego protestu było już za późno.
Mimo zmowy milczenia i formalno-prawnych ograniczeń, przewód sądowy wykazał, że:
* w urnie faktycznie znalazło się osiem więcej kart, niż ich wydano;
* dziewiąta oszukańcza karta nie miała pieczęci komisji, więc jeden z jej członków postanowił papier opieczętować post factum i głos zaliczono jako ważny. Sąd wprawdzie orzekł, że było to niedopuszczalne naruszenie ordynacji, ale „dla stwierdzenia nieważności wyborów niezbędne byłoby ustalenie, że karta w sposób niewątpliwy wpłynęła na wynik wyborów. W niniejszej sprawie, kiedy nie da się zidentyfikować nieważnej karty, jej wpływ na wynik głosowania jest tylko teoretyczny” – czytamy w uzasadnieniu postanowienia z 28 grudnia 2010 r. oddalającego wnioski Małgorzaty Chmiel.
* po zakończeniu głosowania i liczenia głosów komisja, zamiast wywiesić w widocznym miejscu protokół z przeprowadzonych czynności, przewiozła w nocy całą dokumentację do siedziby Urzędu Miasta i Gminy, gdzie część jej członków ponownie rozpieczętowała i przeliczyła głosy oddane w wyborach na burmistrza (pakietów z kartami do rady miasta podobno nie otwierano). Sam protokół podpisano dopiero w poniedziałek 22 listopada (został opublikowany w godzinach popołudniowych), mimo iż komisji nie wolno było opuścić lokalu wyborczego bez dopełnienia tej ustawowej powinności. Choć sąd uznał te występki za „istotne naruszenia prawa”, jednak nie próbował zidentyfikować ich pomysłodawcy(-ów), a wszelkie wnioski dowodowe zmierzające w tym kierunku oddalał, ponieważ „protest dotyczy ważności wyborów do rady miasta, więc okoliczność ta nie miała znaczenia dla rozstrzygnięcia sprawy”.
***
Krośnieńska Temida nie była zbyt wyrywna w dochodzenie do prawdy bezkrytycznie powielając w końcowym orzeczeniu stanowisko swojego kolegi komisarza wyborczego sędziego Trojanowskiego, który stwierdził, że owszem, dopatrzył się pewnych „nieprawidłowości w pracy komisji”, ale nie miały one żadnego wpływu na ostateczne rezultaty. Że liczby mówią co innego? Tym gorzej dla liczb…
Przewodniczący Marek W. w ogóle nie odniósł się kwestii zasadności protestu. Ciesząc się statusem strony, bez pytania kogokolwiek o zdanie opuścił salę sądową i nawet nie został przesłuchany.
Idźmy dalej:
* „Świadkowie częściowo rozbieżnie przedstawiają kolejność czynności komisji wyborczej po zakończeniu głosowania, w szczególności co do przeliczenia podpisów na liście wyborców, czy przyczyn problemów ze spisaniem protokołu” – dowiadujemy się ze wspomnianego uzasadnienia. Innymi słowy: niektórzy członkowie komisji „częściowo” łżą, ale „zdaniem Sądu rozbieżności te nie mają istotnego wpływu na ostateczne rozstrzygnięcie”;
* z dziewięcioosobowego składu komisji zdołano przesłuchać tylko pięciu jej członków, bowiem trzech uporczywie unikało stawiennictwa mimo prawidłowo doręczanych wezwań (Marek W. nie mógł być przesłuchany jako świadek, ale nic nie stało na przeszkodzie, żeby przepytać go w charakterze strony). Sąd puścił płazem tę jawną kpinę z wymiaru sprawiedliwości stwierdzając, że „postanawia pominąć dowód z ich zeznań, bowiem stan faktyczny sprawy został dostatecznie wyjaśniony przeprowadzonymi już dowodami” i nie ma wątpliwości, że „zeznania tych świadków nie wniosą żadnych nowych okoliczności”.
- Takie rozumowanie wydaje się dosyć kuriozalne. Zwłaszcza w sytuacji, gdy stwierdzono już ewidentne nieprawidłowości – zauważa emerytowany łódzki sędzia;
* zgłoszenie przez Chmiel dodatkowych świadków (m.in. Szałajki, aby odsłonił kulisy pracy komisji) uznano za niedopuszczalne, posiłkując się nadinterpretacją przepisu ordynacji (jej art. 59 stanowi, że dowody powinno się przedstawić przy wnoszeniu protestu).
- Powinność nie oznacza bezwzględnego obowiązku, którego niedopełnienie skutkuje automatycznym oddaleniem późniejszych wniosków dowodowych, zaś prawo cywilne dopuszcza możliwość ich składania aż do zamknięcia rozprawy. Nie było zatem żadnych przeszkód formalnych, aby przesłuchać świadków, których nie wskazano przy składaniu protestu – zapewnia nasz rozmówca.
- Początkowo wiedziałam tylko o nadwyżce kart do głosowania. Gdy pojawiły się inne „kwiatki” oczekiwałam, że sąd zechce wszystko gruntownie wyjaśnić. Wyszło niestety inaczej – zauważa pani Małgorzata;
* choć okazało się, że niektórym wyborcom podsuwano do podpisu przy odbiorze kart do głosowania listę na II turę (co pozwala domniemywać, że już szykowano przekręt przy ewentualnej „dogrywce” w wyborach burmistrza), fakt ten pozostał niezauważony przez sąd. W obliczu tych i innych nieznanych dotychczas zjawisk w pracy komisji, komisarz Trojanowski oświadczył, iż rozważa możliwość złożenia doniesienia do prokuratury. I do dzisiaj nic, tylko rozważa…
***
Sąd Apelacyjny w Rzeszowie uchylił postanowienie krośnieńskiej „okręgówki” i przekazał sprawę do ponownego rozpoznania. Ponieważ dotyka ona także sędziego, Chmiel złożyła wniosek o wyłączenie wszystkich jego koleżanek i kolegów z wydziału cywilnego w Krośnie oraz przeniesienie postępowania do Krakowa. Rzecz jest w toku i końca nie widać, a prokuratura nie wykazuje chęci, żeby z urzędu włączyć się do gry.
- Nie otrzymałam znikąd żadnej konkretnej pomocy. Rzecznik Praw Obywatelskich zaledwie „monitoruje sprawę”, a przewodniczący PKW pan Stefan Jaworski zbył mnie ogólnikami. Stwierdził, że ma związane ręce, ale „dokona analizy obowiązujących przepisów i ewentualne wnioski przedstawi właściwym organom władzy publicznej”. Ponoszę znaczne koszty, tracę czas… Okazuje się, że obywatel musi sam i za własne pieniądze pilnować przestrzegania prawa wyborczego, choć istnieją powołane ku temu instytucje oraz organa ścigania – konkluduje Małgorzata Chmiel.
Dodajmy, że wspominany wyżej Szałajko ubiegać się będzie teraz o mandat poselski z ramienia… SLD. Ten „lewicowy” kandydat obiecał nam dostarczenie całej posiadanej dokumentacji obrazującej machinacje obwodowej komisji wyborczej nr 2. Później przysłał list: „Po konsultacjach ze sztabem wyborczym podjąłem decyzję o odroczeniu na czas kampanii kwestii związanych z protestem. Proszę o ewentualny kontakt po 9 października”. Odpisaliśmy mu, że po 9 października nie będziemy rozmawiać, bo z ludźmi słabego ducha i chwiejnych decyzji nie mamy o czym…"

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.