Fotoradary łapią karetki pogotowia

Choć karetka pogotowia ma prawo przekraczać prędkość jadąc do wypadku, to i tak Pogotowie musi potem się Inspekcji z tego tłumaczyć. Fot. Wit Hadło

PODKARPACIE. Każdy mandat trzeba zaewidencjonować, sprawdzić, a potem odesłać uzasadnienie.

Znienawidzone przez kierowców fotoradary utrudniają życie nawet tym, którzy w słusznej sprawie jadą trochę szybciej niż pozwalają na to zwykłym użytkownikom  przepisy ruchu drogowego. Wojewódzka Stacja Pogotowia Ratunkowego w Rzeszowie od początku roku musiała tłumaczyć się z ponad stu spraw dotyczących przekroczeń prędkości przez kierowców karetek.

- Inspekcja Transportu Drogowego wysyła nam mandaty, a my musimy je sprawdzać, chociaż w 99 procentach są one bezzasadne – mówi Mirosław Solecki, z-ca dyrektora ds. techniczno-eksploatacyjnych Pogotowia w Rzeszowie. Ponad 100 mandatów, które do tej pory otrzymała stacja pogotowia pochodzi tylko z dwóch fotoradarów. Jeden znajduje się w Stobiernej, a drugi w Rudnej Małej. Zdaniem Soleckiego, możemy się tylko zastanawiać co będzie, jeśli zwiększy się ich liczba. O problem zapytaliśmy głównych zainteresowanych.

- Główny Inspektorat Transportu Drogowego informuje, że nie prowadzi żadnych postępowań wobec karetek, radiowozów, wozów strażackich, jeśli oznaki uprzywilejowania widoczne są na zdjęciu wykonanym przez fotoradar – twierdzi Mirosław Półtorak, naczelnik Wydziału Delegatury Południowo – Wschodniej GITD w Rzeszowie.

Z tym jednak nie może się zgodzić Solecki, który twierdzi, że jest mało prawdopodobne, żeby aż na takiej liczbie zdjęć nie było widać, że samochód ma włączoną sygnalizację alarmową.

- Nie chce mi się w to wierzyć – mówi Solecki. – Do mnie zdjęcia nie przychodzą, więc nie wiem, co na nich jest. Z tego, co wyjaśniała mi Policja, która wystawiała mi dziesięciokrotnie mniej mandatów, to oni wzywali wszystkie karetki celem ustalenia, czy w danym przypadku jazda na sygnale była uzasadniona – dodaje.

Jak tłumaczył nam Mirosław Półtorak, aby nie dostać mandatu wystarczy przesłać numer zlecenia odnotowanego w rejestrze oraz imię i nazwisko kierującego. Okazuje się jednak, że to wymusza na pogotowiu wiele dodatkowej pracy.

- Każdy mandat przychodzi w osobnej kopercie, wszystkie trzeba zaewidencjonować. Potem idą one do działu eksploatacji. Tam sprawdzane są karty drogowe, aby ustalić, kto wówczas był kierowcą i jaką pokonywał trasę. Karty są kserowane i idą do działu kadr, gdzie wpisuje się na arkusz mandatu dane osobowe kierowcy. Informatyk z kolei musi każde zdarzenie odszukać w systemie GPS i sprawdzić, czy pojazd poruszał się wtedy jako uprzywilejowany. Robi wydruk, który trafia do mnie, a ja każde takie zdarzenie muszę potwierdzić i odesłać ITD uzasadnienie – wyjaśnia Solecki.

Jego zdaniem, fotoradary łapiące karetki pogotowia to tylko nakręcanie większej biurokracji zarówno po stronie ITD, jak i Pogotowia.
- Trzeba sobie zadać pytanie, jeżeli ja będę miał na 100 wystawionych mandatów tylko jeden zasadny, to czy naprawdę warto tyle tej pracy, czasu i pieniędzy na druki i znaczki marnować, żeby ten mandat został wyegzekwowany? Może należy zastanowić się nad wyrywkowa kontrolą pojazdów uprzywilejowanych? – pyta Solecki.

***
Dużo łatwiej byłoby, gdyby tego typu kontrole robione były wyrywkowo albo na przykład przez samochody zaopatrzone w mobilne fotoradary, które mogłyby za taką karetką pojechać i ewentualnie sprawdzić, czy faktycznie jedzie do pacjenta, czy to nadużycie.

Blanka Szlachcińska

do “Fotoradary łapią karetki pogotowia”

  1. dddd

    Nierobom z ITD dać miotły niech chodniki zamiatają .

  2. xxxa

    jakim prawem w stobiernej nadal znajduje sie fotoradar? droga przeszła pod zarzad gminy trzebownisko. kto zatem czerpie dochody z łapania kierowców? czyzby wójt? to stąd ta podwyzka 500 zł dla niego ?

  3. ROMAN

    no to może chodzi o to aby pojazdy uprzywilejowane jeździły zgodnie z przepisami – pomimo tego że są w „akcji”- muszą zwolnić tempo nie ?

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.