Gangsterzy trafią za kraty na lata?

Wysokość kar, których prokurator zażądał dla oskarżonych, ma rozpiętość od 15 do 2,5 roku więzienia. Wszyscy jego zdaniem powinni pokryć solidarnie straty, jakie poniosły ofiary ich przestępstw, a według szacunków, stanowią one równowartość blisko 1 mln zł. Fot. Bogdan Myśliwiec

TARNOBRZEG. Cztery godziny trwały mowy końcowe obrońców oskarżonych o zorganizowanie zbrojnej grupy przestępczej i serię napadów.

Po 33 rozprawach, przesłuchaniu dziesiątków świadków i blisko godzinnym wystąpieniu prokuratora, który uzasadniał wysokość kar zażądanych dla sześciu członków domniemanej grupy przestępczej, oskarżeni wciąż czekają na wyroki. We wtorek, o ich bezbronności przez kilka godzin przekonywał sztab obrońców.

15 lat, 13 lat, 7 lat, 5 lat, 4 lata oraz 2 lata i sześć miesięcy więzienia, a także pokrycie wszystkich szkód, wysokie grzywny i pozbawienie praw publicznych – o takie kary zaapelował do sądu prokurator oskarżający w procesie domniemanej grupie przestępczej.

We wtorek przed Sądem Okręgowym w Tarnobrzegu zakończył się przewód sądowy trwającego od kilku miesięcy procesu 42-letniego Mariusza D., 34-letniego Wojciecha B., którzy oskarżeni są o zorganizowanie i zarządzanie grupą przestępczą oraz czterech innych mężczyzn w wieku od 43 do 27 lat, którzy brali udział w serii przestępstw, wśród których najpoważniejsze to podpalenie dyskoteki w Baranowie Sandomierskim, wyłudzenie ubezpieczenia za terenowy samochód wywieziony na Ukrainę oraz serię napadów na właścicieli kantorów w Stalowej Woli, Krzątce, Staszowie oraz napad na bank w Gościeradowie.

Działali jak gang
Prokurator, który po zakończeniu przewodu sądowego zabrał głos, nie krył, że dowody przedstawione podczas 33 rozpraw umocniły tylko materiał dowodowy zebrany w okresie przygotowawczym. – To się rzadko zdarza, ale w przypadku tego procesu tak właśnie było, że kolejni świadkowie doprecyzowywali swoje wcześniejsze zeznania i dostarczali kolejne dowody winy oskarżonych – mówił oskarżyciel publiczny.

Kluczowe dla prokuratury w procesie, w którym na ławie posadzono aż sześciu oskarżonych, było udowodnienie, że działali oni w zbrojnej grupie przestępczej. Zdaniem prokuratora, przestępstw, które im zarzuca, nie dałoby się popełnić, gdyby mężczyźni nie działali w zorganizowanej grupie. – Grupa ta miała swoją strukturę, była w niej zachowana hierarchia, jej członkowie mieli poczucie, że działają w grupie. Były wynagradzane po „robocie”, którą wykonali – mówił prokurator. – Każde z przestępstw było przygotowywane, omawiane. Były wykonywane rozpoznania terenu, plany napadów. Zdaniem prokuratury, mężczyźni używali podczas napadów broni ostrej, ćwiczyli strzelanie z niej.

Obrońcy walczą jak lwy
Adwokatom oskarżonych aż cztery godziny zajęło we wtorek wygłaszanie mów końcowych. Sześcioro spośród siedmiu obrońców (Mariusz D. ma dwóch adwokatów) wnosiło o uniewinnienie swoich klientów. Adwokaci starali się podważyć, ich zdaniem, nie popartą żadnymi mocnymi dowodami teorię o zorganizowanej grupie przestępczej i robili, co mogli, by udowodnić, że ich mocodawcy są pomawiani przez świadków i współoskarżonego Tomasza K., który „ułożył się” z prokuratorem, żeby uratować własną skórę. Adwokaci pięciu oskarżonych utrzymują, że ich klienci są niewinni.

Od początku procesu do zarzucanych czynów przyznaje się tylko Tomasz K. Mężczyzna nie tylko opisał przestępczość działalność, w której brał udział, ale przeprosił wszystkich, którym wyrządził krzywdę i na konta trójki poszkodowanych wpłacił z pomocą rodziców 51 tysięcy złotych. Aby oddać 100 procent pieniędzy, które uzyskał dzięki napadom, ma do zwrócenia jeszcze tylko 12 tysięcy złotych. Jego adwokat prosił sąd, by okazał się dla jego klienta łaskawy i w przypadku skazania za popełnione przestępstwa, ukarał go jedynie karą w zawieszeniu. Ogłoszenie wyroku zaplanowano na następnej rozprawie.

Małgorzata Rokoszewska

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.