Gdy gorąco, inspektorzy mają więcej pracy

W upały dostęp do napojów w miejscu pracy musi być nieograniczony. W określonych warunkach, także do napojów izotonicznych. Fot. Jerzy Mielniczuk

PODKARPACIE. Pracodawca nie musi zapewniać podwładnym komfortu, ale zadbać o warunki pracy tak, by były one znośne nawet przy ekstremalnych temperaturach.

Temperaturowe skrajności zawsze dodają zajęć inspektorom Państwowej Inspekcji Pracy. Tak jest w zimie, gdy szczypią mrozy i latem, gdy szaleją upały. Choćby jak ostatnio. Telefony w rzeszowskiej siedzibie okręgu PIP i jego oddziałach dzwoniły bez przerwy. Lekkie ochłodzenie z biur Inspekcji można poznać po tym, że telefony milkną. Pracownicy znają swoje prawa i chętnie dzielą się uwagami z PIP, gdy są one łamane. Ciekawe jest jednak to, że podczas upałów sporo było telefonów nie od pracowników, a od interesantów firm, w których temperatury nie pozwalały załatwić interesu, o pracy nie mówiąc.

Przepisy nie regulują dokładnie temperatury, jaka powinna być w miejscu pracy i pracownicy kierują się odczuciem, a nie termometrem. Wiadomo, że jak pot z czoła kapie na dokumenty, albo nie daj Boże w przetwory spożywcze, to coś jest nie tak. Wystarczy telefon do PIP i pracodawca od razu przypomina sobie, że pracownik też człowiek. Jeżeli nie, to uświadomi mu to stosowny mandat.

Czasami klimatyzacja bardziej szkodzi, niż pomaga
- Interwencje naszych inspektorów dotyczyły głównie braku, albo niedostatecznej liczby napojów w upalne dni – mówi Wojciech Dyląg, rzecznik Okręgu PIP w Rzeszowie. – Sygnały takie przychodziły w większości z małych zakładów pracy, zatrudniających po kilka osób i nieco większych. Ciekawostką tego lata były interwencje od osób, z zewnątrz, które w jakiejś firmie załatwiały interesy. Mieliśmy kilkanaście takich zgłoszeń. Po nich najczęściej wystarczała wizyta inspektora pracy, by w biurze, czy warsztacie robiło się znośniej.

Klimatyzacji, która jest zbawienna przy upałach, nie wszędzie da się zamontować. Czasami muszą wystarczyć „domowe sposoby”, jak zasłonięcie okna. W przypadku jednej firmy, gdzie pracownicy spływali potem pod metalowym dachem hali, pracodawca zlecił zraszanie dachu wodą, co od razu poprawiło warunki. Wbrew powszechnej opinii, pracodawca wcale nie ma obowiązku włączania klimatyzatorów, nawet gdy są one zamontowane. Ba czasami są one wyłączane z premedytacją, np. gdy ich instalacje nie zostały oczyszczone. Powietrze z takiego urządzenia może okazać się bardziej szkodliwe niż upał. Często inspektorzy namawiali pracodawców do skracania lub modyfikowania czasu pracy tak, by najcięższe prace – o ile jest to możliwe – były wykonywane w chłodniejszych porach doby, a przynajmniej nie przy pełnym słońcu.

Lepiej dmuchać na zimne, niż potem płacić
Nieograniczony dostęp do napojów w czasie upałów, który jeszcze kilka lat temu był stałym motywem interwencji PIP, dziś już nie jest problemem. Nawet napoje z izotonikami, które należą się osobom narażonym na duży wysiłek fizyczny w pracy, są ogólnie dostępne np. w hutniczych halach. Rośnie bowiem świadomość pracowników i pracodawców. Chodzi w tym wszystkim o bezpieczeństwo. Wiadomo, że upały sprzyjają wypadkom, a koszty napojów, czy nawet skrócenia czasu pracy w upalne dni, są zawsze niższe niż koszty ewentualnych wypadków przy pracy.

Jerzy Mielniczuk

do “Gdy gorąco, inspektorzy mają więcej pracy”

  1. wiesiek

    Przepisy nie regulują…? W 1974r może 1975r w grudniu Anglicy ustawiali maszyny w jednym z zakładów w nowo budowanej hali produkcyjnej. Anglik stanął na środku hali z termometrem i powiedział że ZW.Zawodowe gwarantują im pracę w temperaturze +14 st.C. U nas tzw. solidaruchy układali się z pracodawcami tworzyli prawo pracy stworzyli nam prawa mniejsze jak niewolnikom

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.