Gdy konkurent kulawy

STALOWA WOLA. Andrzej Szlęzak pokazał, że jest mistrzem dogrywek.

Przed nim trzecia prezydencka kadencja, po raz trzeci zdobyta w drugiej turze. Co ciekawe, po raz drugi pokonał kandydata PiS. Cztery lata temu Janinę Sagatowską, teraz Wiesława Siembidę. Temu ostatniemu nie pomogło osobiste wsparcie Jarosława Kaczyńskiego. Niektórzy mówią wręcz, że od wiecu z liderem partii, zaczęły się schody w dół Siembidy.

- Jak się ma kulawego kandydata, potrzeba mu podpórek – tak Szlęzak skomentował poparcie Siembidy przez swego byłego zastępcę. – Ja żadnych podpórek nie potrzebowałem.

Teraz jednak prezydent Stalowej Woli będzie potrzebował wsparcia ze strony Rady Miejskiej. Poprzednią ignorował; rządził jak chciał, nie przychodził na sesje, od czasu do czasu nie realizował uchwał. Teraz stery w samorządzie przejęli jego ludzie i nie będzie mógł jakiegokolwiek niepowodzenia zwalić na innych. Jeżeli zechce wywiązać się z wyborczych obietnic, kasę miejską będzie musiał trzymać żelazną ręką. W grę wchodzi poszerzenie granic miasta, budowa nowego mostu, wiaduktu, stadionu…

Z obozu konkurencji nie dochodzą żadne odgłosy, poza grzecznościowymi stwierdzeniami o demokracji. Trudno się temu dziwić, bo PiS miał władzę w powiecie, chciał przejąć miasto, a przez sejmik wojewódzki objąć władzę absolutną. Stracił wszystko, a paradoksalnie Szlęzak załatwił sobie wpływy wszędzie. Starostą stalowowolskim jest jego były szef kancelarii, przewodniczącym Rady Powiatu dyrektor szkoły podległej miastu.

Jerzy Mielniczuk

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.