Gdy nieboszczyk zaczyna mówić…

Fot. Wojciech Piątkowski

Nie ma zbrodni doskonałej. Są tylko niewykryte – mówi mł. insp. Andrzej Bodzioch, naczelnik Laboratorium Kryminalistycznego w Rzeszowie.

Laboratorium Kryminalistyczne jest komórką organizacyjną Komendy Wojewódzkiej Policji w Rzeszowie. Swoją siedzibę ma  przy Placu Śreniawitów  w Rzeszowie. Laboratorium podzielone jest na cztery sekcje: daktyloskopii, mechanoskopii i traseologii,  biologii i chemii  oraz   badań dokumentów i technik wizualno-komputerowych. Specjalnie dla Państwa, poznajemy tajniki pracy w dziale daktyloskopii.

- Żeby pracować w laboratorium kryminalistycznym, trzeba mieć odpowiednie predyspozycje, trzeba się tym fascynować, inaczej można by było zwariować – zaznacza mł. insp. Andrzej Bodzioch, naczelnik Laboratorium Kryminalistycznego w Rzeszowie. Pracownicy bywają w miejscach, do których nie mają dostępu “zwykli” ludzie. Widok czasem bywa makabryczny. Ale trzeba zachować zimną krew i wykonywać swoje obowiązki, bo od tego zależy dalsze postępowanie w sprawie.

Zapomnieć jest ciężko

- Kiedyś głośna była sprawa brutalnego gwałtu czterech młodych osób na kobiecie – opowiada Bodzioch. – Był upał. Mimo, że minęła dopiero doba, to ciało kobiety było mocno rozłożone. Miejsce zbrodni zabezpieczyliśmy parawanami. Nie tylko po to, aby uchronić ewentualne ślady, ale i po to, żeby oszczędzić gapiom widoku. Swoją drogą zawsze mnie zastanawiało, co skłania ludzi, do szukania takich “doznań”? – wtrąca.

- No, ale nie w tym rzecz – szybko się poprawia. – Na miejscu tragedii był ojciec kobiety. Krzyczał, że chce ją zobaczyć. Z jednej strony nie możemy nikomu tego zabronić, ale z drugiej: czy tak powinien ją zapamiętać? Nie nam jest to oceniać, ale staramy się oszczędzać ludziom makabrycznego widoku. Zresztą, lepiej nie dotykać “tego”, jeśli nie ma takiej potrzeby – dodaje Andrzej Bodzioch.

- Czy da się tak po prostu odciąć od tego i wrócić do domu z “czystą” głową – pytamy Naczelnika. – Z czasem się udaje. Ale nie może dojść do sytuacji, w której pracownik staje się “nieczuły” na to, co widzi. To musi skutkować odejściem z pracy – mówi Andrzej Bodzioch. – Na szczęście u nas nie było takiej sytuacji.

Syndrom “CSI”
- Zdarzają się dni, kiedy przychodzą do nas ludzie i mają pretensje, że coś wolno robimy, że CSI (popularny serial kryminalistyczny – przyp. red.) dawno by to rozwiązało – żartuje sobie Bodzioch. – Prawda jest taka, że to co w filmie trwa kilka sekund, to w rzeczywistości trwa nawet 48 h – wyjaśnia. Jak się sami przekonaliśmy, niektóre rzeczy bywają całkowicie oderwane od rzeczywistości. Przykładem jest komputerowe łączenie fragmentów odcisków palca. W CSI na wielkim monitorze komputer łączy je i w ułamkach sekund udaje mu się namierzyć jego właściciela. – To tak nie działa – mówi mgr inż. Anna Onaczyszyn-Jasińska z pracowni wizualizacji śladów. – Jeśli mamy na przykład zgiętą w dłoniach kartę, to w pierwszej kolejności zabezpieczamy ślady, które są na jej wierzchu, a nie rozkładamy i łączymy – wyjaśnia obrazowo.

Linie papilarne są niepowtarzalne
Nie można też “dokończyć” fragmentu śladu linii papilarnych (co jest nagminnie robione w programach kryminalistycznych). – Każdy odcisk jest niepowtarzalny. Bliźniaki jednojajowe mają ten sam kod genetyczny, ale nawet one mają inne linie papilarne – mówi mgr Henryk Bałon, kierownik działu daktyloskopii. Linie różnią się niekiedy z pozoru drobnymi szczegółami: mogą być w jakimś miejscu nieco bardziej rozszerzone czy grubsze, więc nie do pojęcia jest ich “domalowanie”.

Każdy z nas zostawia na co dzień mnóstwo śladów, choć nawet o tym nie myśli. Wynika to z faktu, że nasze ciało wydziela pot, który po dotknięciu czegoś zostawia na nim ślad. – Ślady zostawiamy nawet na ciele, ale nie są one trwałe organizmie, ponieważ są wchłaniane już po kilkunastu godzinach. – A czy można się pozbyć linii papilarnych? – dopytujemy. – Zdarza się, że przestępcy ścierają sobie opuszki palców i sądzą, że nie uda się zebrać wystarczających dowodów. Ale one zawsze odrastają. Nawet jeśli powstanie blizna, to staje się ona znakiem szczególnym wyjaśnia Anna Onaczyszyn-Jasińska.

Od śladu do… właściciela
Rzeszowskie laboratorium kryminalistyczne ma na swoim koncie wiele sukcesów. Choć jak przyznają pracownicy, zwykle nie interesują się później sprawami, dla których badali ślady. Po prostu wykonują swoją pracę, najlepiej jak potrafią. – Kiedyś był telefon o podłożeniu bomby w szpitalu. Udało się namierzyć budkę telefonicznej, z której został wykonany telefon i osobę, która dzwoniła. I to na podstawie małego fragmentu odcisku  na słuchawce – opowiada Henryk Bałon.

Naczelnik wydziału, Andrzej Bodzioch, podkreśla, że laboratorium zajmuje się nie tylko udowadnianiem czyjeś winy, ale i dowodzeniem niewinności. – Kiedyś była sytuacja, że pewien mężczyzna już prawie został uznany za winnego, ale dowody tego nie potwierdziły – mówi. – My wskazujemy, kto jest właścicielem śladów. Po za tym, żeby udowodnić winę, trzeba zebrać 12 minucji, czyli cech szczególnych na materiale dowodowym (folii czy przedmiocie) i materiale porównawczym (karcie daktyloskopijnej). Tutaj nie ma miejsca na przypuszczenia – dodaje.

Europejska klasa
Laboratorium kryminalistyczne stara się o międzynarodową akredycjację metod badawczych nadawaną przez Polskie Centrum Akredytacji (PCA) wg normy 17025:2005 która jest normą europejską.. – Będzie to dowód na to, że pracujemy zgodnie z najwyższymi standardami jakościowymi określonymi dla laboratoriów badawczych. Po za tym będziemy mogli korzystać z baz danych śladów z innych krajów – wyjaśnia Anna Onaczyszyn-Jasińska. Już teraz laboratorium może się pochwalić dobrymi wynikami testów, których autorem jest FBI. – Przysyłane są ślady, które są mocno zmodyfikowane oraz karty daktyloskopijne, a naszym zadaniem jest ich dopasowanie – mówi Onaczyszyn-Jasińska.

Ewelina Nawrot

do “Gdy nieboszczyk zaczyna mówić…”

  1. kuśtyk

    Istnieje zbrodnia doskonała tylko nikt o niej nie wie, bo gdyby ktoś wiedział to by nie była doskonała.

  2. K. Bimbała

    „…Warunkiem przestępstwa jest wywołanie u danej osoby obawy spełnienia groźby – powiedział Dariusz Ślepokura, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Warszawie…”. Na jakiej podstawie prokuratura opiera swoja stwierdzenie, że nie wystąpiły u p. Stankiewicz obawy? Czy zostały na tą okoliczność przeprowadzone odpowiednie badania u Pani Stankiewicz, zaraz po furiackim ataku Stefana Kobietobijcy? Czy prokuratura wie, że Ryszard Cyba jest bliskim kolegą Stefana Kobietobijcy? Wszyscy wiemy, że zaufanie do prokuratury nie istnieje. Polska jest zastraszona i zdemoralizowana. Polityka miłości w wykonaniu PO: władzy raz zdobytej nigdy nie oddamy; wszystko jest moralne co służy partii; jeśli fakty czemuś przeczą to tym gorzej dla faktów; władza wie lepiej; kto nie z nami ten przeciw nam; daj mi człowieka, a ja mu znajdę paragraf; nie ma reakcji – nie ma problemu; nie ważne kto głosuje – ważne kto liczy głosy; kłamstwo powtarzane wielokrotnie staje się obiegową prawdą; partia nie obiecuje i słowa dotrzymuje; w Postsowietyzmie nie podskakuj, siedź na d… i przytakuj; przepisy są po to aby je omijać, naciągać i przeginać; są równi i równiejsi a najlepsi bierni, mierni ale wierni.

Skomentuj

Copyright © Super Nowości 2010-2016 Wszystkie prawa zastrzeżone.